Napadało trochę śniegu, więc podjechałam na Biały Prądnik. W sobotni zimowy ranek w parku nie było zbyt wielu spacerowiczów.

Ściany Dworku z daleka zlewały się z bielą śniegu.

Zajrzałam do kaczek nad rzeczkę. Od zeszłego roku nic się nie zmieniło - nadal wyczekiwały, jedne na brzegu, inne w wodzie.

Wystawiły nawet "czujkę" na straży.

Pocieszały się przy tym nawzajem: "Na pewno ktoś lada chwila przyjdzie, zaraz przecież dzieci z mamami wyjdą na spacer i przyniosą trochę chleba".

Obowiązkowo musiałam odwiedzić jawory, których ośnieżone pnie nie wyglądają aż tak potężnie i majestatycznie jak latem. Biel wydobyła za to ich smukłość i wyniosłość.

Ostatnie kroki pomiędzy dworskimi zabudowaniami.

Zwolniłam bieg, bo czas tu płynie inaczej.



Komentarze
Pokaż komentarze (40)