Większość z polskich pogan ma, jak się wydaje, sympatie lewicowocentrowe, za wyjątkiem głośnego ekstremum radykalnych socjal-nazistów, którzy nie tyle są poganami, co pogaństwem sobie twarz wycierają, jako wygodną i ekstrawagandzką etykietą. Tak czy inaczej, nie spotkałem jeszcze poganina, któryby przyznał się, że głosuje na Kaczyńskiego. Przypomina się stary żydowski dowcip, gdy rabin zwraca się do Murzyna czytającego gazetę w jidisz: "To mało panu, że jest pan Murzynem?" Tak i ja, większości swoim znajomym podpadam jako wyborca PiSu a wyborcom PiSu jako poganin niechętnie do katolicyzmu ustosunkowany. "Nic to, Baśka!" - jak mawiał Mały Rycerz. Wszak pogańska droga polega na tym, by stawać się kim się jest, nie zamierzam się więc tym przejmować bardziej, niż na tyle, by jednak się ze swojej decyzji wytłumaczyć.
Po pierwsze: czy Bogowie mi rozum odebrali, że głosuję na takiego "katola"?
Nie jestem pewien, czy akurat Kaczyński jest w większym stopniu katolikiem niż Komorowski, z całą pewnością w większym stopniu się do elektoratu katolickiego odwołuje. Rzeczywistość jest taka, że nikt, kto chce w Polsce rządzić, nie może sobie pozwolić na otwartą wojnę z Kościołem, a dotyczy to także - jak pamietamy - skrajnej lewicy, która po dojściu do władzy rezygodnowała z większości radykalnych postulatów ideologicznych. Dawne sojusze z o. Rydzykiem wywołują oczywiście niesmak, jednak nie tylko Paryż wart jest mszy, Warszawa również. Katolicyzm Kaczyńskiego, w przeciwieństwie do postawy Marka Jurka jest o tyle nieszkodliwy, że mamy tu do czynienia z politykiem kierującym się nie etyką zasad, ale etyką odpowiedzialności (Max Weber). Etyka zasad zadaje pytania o konkretne działanie jedynie w kategoriach zgodnosci z dogmatycznym systemem etycznym (jak Kazanie na górze). Pamiętamy Marka Jurka: aborcja jest złem, należy jej absolutnie zakazać. Etyka odpowiedzialności zapytuje o konsekwencje działań i za nie, a nie tylko za działania czyni odpowiedzialnym (pamietamy, co Kaczyński odpowiedział Jurkowi: otwarcie tej kwestii teraz otworzy możliwość zmiany w odwrotnym keirunku w przyszłosci).
Jak mogę głosować na kogoś, kto jest tak "żądny władzy".
Hihihi. To najzabawniejszy zarzut. Polityk, który nie jest "żądny władzy", powinien się przekwalifikować, bo pomylił powołania. Każdy prawdziwy polityk jest żądny władzy. Pytanie to jest źle postawione i głupie. Należy raczej pytać: po co on tej władzy żąda, czy ma coś do zrobienia z tą włądzą, czy też jest ona tylko środkiem do zaspokojenia własnej próżności, pragnienia bycia w centrum, pod żyrandolem. Otóż nie mam zielonego pojęcia, po co PO walczyła o władzę (no, coś tam się domyślam, ale to niecenzuralne;)), nie widzę, żadnego kierunku, w którym by kierowali Polskę. Kaczyński jednak pewną wizję ma, wizję nie pozbawioną słuszności, choć nie wszystko mi się w niej podoba.
"Kaczyński udaje uczciwego, a kłamie tak samo jak inni politycy".
Cóż, taki to już zawód polityka. Jak ostrzegał Max Weber, kto zajmuje się polityką, ten obcuje z demonami (dlatego nie jest to dobre zajęcie dla troszczących się o zbawienie własnej duszy). W pewnym zakresie rzeczywiście, polityka w demokracji opiera się na kłamstwie - weźmy na przykład zwyczaj ogłaszania swoich programów wyborczych. Gdy ogłasza program partia rządząca, to podstawowe pytanie: dlaczego tego jeszcze nie zrobiliście? Gdy ogłasza partia opozycyjna, to również nie jest do końca prawdziwe, gdyż 1) nie zna ona w pełni stanu państwa w danej chwili - do tego trzeba być u rządów, 2) nie zna stanu państwa w chwili, w której - jak ma nadzieję - obejmie rządy, i nie jest w stanie przewidzieć, przed jaką koniecznością stanie. Dlatego już dawno nie przejmuję się programami partii. Ważna jest raczej ogólna filozofia państwa, którą dany polityk wyznaje, a którą trzeba wyczytać z innych wypowiedzi niż programy wyborcze a przede wszystkim z działań. Niestety, w polityce cel uświęca środki (oczywiście w pewnych granicach). Zresztą oew kłamstwa Kaczyńskiego są często przereklamowane. Weźmy np. jego deklarację, że nie będzie premierem - jest to raczej niedotrzymana obietnica niż kłamstwo, które z definicji może dytyczyć tylko stanu faktycznego, a nie możliwego. Pamiętajmy lekcję Platona: rządzący mogą okłamywać lud, ale jedynie dla jego dobra. Tymczasem skala kałamstwa, które zalały sferę publiczną w imię walki z Kaczyńskim uniemożliwia już normalne oddychanie. W imię prawdy wybieram zatem mniejsze kłamstwo.
Głosowałem kiedyś na UPR, jak mogę teraz głosować na "socjalistę" Kaczyńskiego?
Liberalizm jest świetną ideologią, ale mającą zastosowanie jedynie do jednej z licznych sfer rzeczywistości społecznej - gospodarki. Inne sfery rządzą się (czy powinny rządzić) odmiennymi prawami. Kilka prostych przykładów: policjant nie może zarabiać na łapaniu przestępców, co powiedzieć o sytuacji, gdy lekarzowi opłaca się, byśmy byli chorzy? Nauka poddana rynkowi oznacza praktycznie wyeliminowanie badań podstawowych i teoretycznych, które nie dałyby się szybko przełożyć na produkt etc. Liberalizm ekonomiczny również w obrębie gospodarki nie jest uniwersalną odpowiedzią na każde pytanie, generuje problemy, któych nie jest w stanie rozwiązać, a które ostatecznie mu zagrażają (nie miejsce tu by rozwijać tę myśl, poprzestanę więc na tezie, że gdyby nmie ograniczono wolnego rynku, to w XX wieku cała zachodnia Europa byłaby komunistyczna). Sądzę, że Kaczyński nie jest socjalistą. Jest politykiem, który ma świadomość, iż celem państwa jest dobro ogółu, a to dobro ogółu jest w interesie wszystkich, nawet jeśli im się wydaje inaczej. To rozumienie konieczności, które nie mieści się w ideologii i nie jest ideologii podporządkowane, co najwyżej właśnie pewnej filozofii państwa. Podobnie jak Juliusz Cezar występujący z ramienia popularów (starożytni socjaliści) zrobił to, co konieczne, aby ukrucić anarchie wzajemnego wyżynania się oligarchów. Dlatego jestem spokojny, że w przeciwieństwie do ideologicznych socjoalistów Kaczyński nie poświęci dobra ogółu dla interesu "ubogich".
Dużo można by jeszcze pisać, ale dla mnie po prostu Kaczyński na polskiej scenie politycznej w zasadzie nie ma równorządnego partnera, stanowi klasę dla siebie. Nie oznacza to, że nie popełnia błędów, ani to, że na pewno wygra tym razem (nie zawsze wygrywają lepsi). Powie ktoś, że Tusk jest politykiem podobnego formatu, a ja powiem: może formatu, ale nie jakości. Jak już pisałem, politykowi musi o coś chodzić, a Tuskowi o nic nie chodzi, jest dla mnie człowiekiem po prostu próżnym. Gdybym na serio brać programy, to pewnie głosowałbym na PO, bo zgodność moich poglądów jest większa niż z PiS, ale wiem niestety, że programy, to można sobie kolekcjonować jak znaczki, liczą się ludzie, którzy będą rzędzić: czy charakteryzują się odpowiedzialnością, rzeczowością (czy im o coś chodzi) i czy posiadają realistyczną ocenę rzeczywistości. Dla mnie najmocniejszym argumentem za posiadaniem tej ostatniej cechy przez Kaczyńskiego były... "taśmy Oleksego". Gdy wsłuchać się w to, co Oleksy mówił o Polsce, to jest to w zasadzie opis sytuacji pokrywający się w 100% z tym, co w owym czasie głosił Kaczyński (krętacze, mafie, układy, media).
Życzę Ci, panie Prezesie, byś w niedzielę wieczorem mógł powiedzieć do brata: "Panie Prezydencie, melduję wykonanie zadania!"


Komentarze
Pokaż komentarze (3)