Na prezydenturę nie starczy zasłużyć, w pocie czoła rozdając kiełbasę i piwo, gardłując na wiecach i wyjeżdżając bronkobusami tysiące kilometrów. Trzeba jeszcze zasługiwać. Pisałem już dlaczego popieram Kaczyńskiego. Przed zapadnięciem ciszy wyborczej kilka słów jeszcze, dlaczego będzie to również zdecydowany głos przeciw Bronisławowi Komorowskiemu i PO jako takiej.
Tak jak pani Staniszkis (której zdarza się mówić rzeczy średnio korespondujące z moją wizją rzeczywistości), trafnie ujęła: Polska zasługuje na kogoś więcej niż Komorowski. Ja dodam: Komorowski nie zasługuje na prezydenturę. Nie chodzi mi tu o jego mierniutkie kompetencje, ale o całkiem zwyczajne "bycie godnym ..." Choćby za "jaki prezydent, taki zamach", choćby za konsekwentne osłanianie Palikota, choćby za milczenie wobec wulgarnego rechotu jaki w stosunku do Prezydenta podnosiło jego własne środowisko i zaplecze "intelektualno-artystyczne".
Gdy dwóch amatorów staje w konkury do jednej wybranki, co pomyśleć o odrzuconym, który obrzuca dawniej uwielbianą stekiem wulgarnych wyzwisk, a potem, gdy ta owdowiała, jak gdyby nigdy nic ponownie stuka do jej drzwi?
Obóz PO zrobił wszystko by umniejszyć społeczny szacunek związany z urzędem prezydenckim, przyczynił się do tego milcząc czy bajdurząc o żyrandolach również realny lider tego obozu. Po tym, co o Prezydencie powiedział Palikot czy Niesiołowski, albo Wielki Mędrzec Europy, o każdym następnym prezydencie będzie można powiedzieć już dokładnie wszystko. Nie pozostało już chyba żadnej granicy, która kogokolwiek mogłaby hamować. Przypominam, że w obronie tegoż urzędu nie stanęły również sądy.
Tak było przynajmniej do katastrofy smoleńskiej, którą zresztą lewicowa młodzież zamierzała świętować na "stypa-party", co jest dobrą "kropką nad i" całego tego procesu. Tłumy oddające hołd trumnom prezydenckiej pary dały nadzieję, że to się może zmienić. A zmiana ta, odbudowa godności urzędu, to coś ważniejszego niż interesy partyjne.
Wygrana Kaczyńskiego mogła by być na tyle traumatyczną lekcją dla obozu PO, że może ktoś tam wreszcie by zrozumiał, że w polityce czasem trzeba się zatrzymać, albo niechby nawet zrozumiał, że w ich post-polityce również nie wszystko się opłaca. Może jestem naiwny? Może nie chodzi tu tylko o chęci, ale stoją za tym nazbyt realne interesy?
Gdy wygra (niech Bogowie ustrzegą) Komorowski, bardzo wiele zależeć będzie od nas, wyborców Jarosława. Uważam, że powinniśmy z godnością i "w imię zasad s..." powiedzieć wtedy: to także jest nasz prezydent, prezydent Najjaśniejszej.


Komentarze
Pokaż komentarze