Nie cieszy mnie śmierć tego terrorysty. Wcale nie dlatego, bym uważał, iż każde ludzkie życie ma nieskończoną wartość i nie należy się cieszyć z żadnej śmierci. Tego rodzaju chrześcijańskie dyrdymały zostawiam Adamowi Michnikowi i kardynałowi Dziwiszowi. Nie cieszy mnie ta śmierć z kilku powodów:
1) ma miejsce zdecydowanie za późno. Przez ostatnie lata zdążył rozwinąć się mit bin Ladena (czy ktoś z państwa o nim słyszał przed WTC?) a mitowi temu nie przeszkodzi jego śmierć. Przeciwnie. Oprócz tego, że zginął męczeńską śmiercią będą o nim opowiadać, że przez tyle lat wodził za nos najpotężniejsze mocarstwo na świecie. Gdyby usunięto go w ciągu miesiąca od ataków na WTC, to co innego. Byłaby to demonstracja siły USA, karzącej ręki nieuchronnej sprawiedliwości.
2) jako męczennik staje się bin Laden niebezpieczniejszy niż za życia. A to dlatego, że dużo trudniej unieszkodliwić mit, niż żywego człowieka. Moim zdaniem, należało go za wszelką cenę pojmać żywcem, nawet za cenę kolejnych lat jego ukrywania się. Wtedy można by go było osądzić i zamknąć na bardzo długie lata w więzieniu, aż świat terrorystów by o nim zapomniał. Można aby go dodatkowo skompromitować, może nie aż tak drastycznie, jak próbowano zrobić z Saddamem, ale jakiś pomysł by się znalazł. Rzymianie zwykli prowadzić pokonanego wodza w czasie gdy zwycięski odbywał swój tryumf. Należało go zabić wtedy, gdy nikt z muzułmanów by po nim nie płakał.
3) jako, że atak na bin Ladena nastąpił wkrótce po potężnej ofensywie talibów, podejrzewam, że przeprowadzono go po to, by ukryć zasadniczą porażkę operacji afgańskiej, nieskuteczność na poziomie militarnym i cywilnym wszelkich prób cywilizowania tego kraju.
4) Podejrzewam, że śmierć bin Ladena może posłużyć teraz administracji Obamy jako pretekst do wyjścia z Afganistanu ("spełniliśmy swoją obietnicę, WTC zostało pomszczone, nie mamy już czego tam szukać i narażać naszych chłopców"). To by oznaczało, że obozy szkolące terrorystów na powrót zostaną otwarte a wojna z islamem przeniesiona zostanie na teren państw Zachodu.
5) Nie wiemy, a pewno nawet CIA nie wie, kto teraz obejmie przywództwo Al Kaidy. Istnieje możliwość, że będzie to ktoś, kogo życiową ambicją będzie dokazać więcej niż jego poprzednik. Na pewno będzie to ktoś młodszy, a zatem bardziej energiczny. Starzejący się ibn Laden mógłby być mniej niebezpieczny.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)