Szwendałem się dzisiaj (w sumie wczoraj) po Łodzi, nie bez celu, rzecz jasna. Przechodziłem koło stadionu Widzewa, jakoś tak przed meczem z Górnikiem. W całej okolicy grupki kibiców, większe, mniejsze. Jedna była całkiem duża i miała wodzireja, skandującego przyśpiewki, które potem wyła cała grupa. Z podziałem na role.
Z niebezpiecznego rejonu wydostałem się bez szwanku, trochę tylko przestraszony. Mimo wszystko przyznaję, kibice są znacznie spokojniejsi. Szczególnie od ekologów.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)