Na początek cytat (za wp.pl):
"Adam Biskupiak, wiceprezes Fundacji Równości - organizatora parady, powiedział, że tegoroczny przemarsz odbędzie się pod hasłem "kochaj bliźniego swego". Dodał, że celem parady jest nie tylko dążenie do równouprawnienia homoseksualistów, ale także przypomnienie o prawach przysługujących wszelkim mniejszościom, także światopoglądowym i narodowym."
Oczywiście pan Biskupiak nie jest świadom, że wykorzystywanie w godzącej w chrześcijański światopogląd homoseksualistycznej imprezie haseł zaczerpniętych z Pisma Świętego jest prowokacją i obraża chrześcijan- gdyby wiedział, na pewno wymyślił by inne hasło. Wiadomo przecież powszechnie, że homoseksualiści są wyjątkowo tolerancyjnymi osobami, których wrażliwość i empatia słyną w świecie- nigdy więc nie zdecydowali by się na obrażenie kogokolwiek. Po prostu nie są najwyraźniej zbyt bystrzy i nie zauważyli. Zwykłe niedopatrzenie- niedopatrzeń takich jest jednak więcej. Jedno jest jednak szczególnie poważne.
Na podstawie wypowiedzi p. Biskupiaka odniosłem wrażenie, że głównym celem parady jest "równouprawnienie homoseksualistów". Oczywiście inne cele też są ważne, ale ten jest istotą paradowania. I już tutaj tkwi problem. Przeanalizujmy bowiem sytuację. Skoro homoseksualiści (i ich stronnicy...) walczą o równouprawnienie, to znaczy, że tego równouprawnienia nie ma. Ergo: przeciętny obywatel RP ma inne prawa niż przeciętny obywatel RP będący homoseksualistą. Ponieważ homoseksualiści mówią, że są dyskryminowani, zatem przeciętny obywatel- homoseksualista ma prawa mniejsze od przeciętnego obywatela (nie widzę co prawda, w którym dokładnie punkcie- gdyby więc był ktoś łaskaw zwrócić mi uwagę, co takiego może zrobić przeciętny obywatel, czego nie może zrobić przeciętny obywatel- homoseksualista, byłbym dozgonnie wdzięczny). Spójrzmy z drugiej strony- Konstytucja RP mówi wyraźnie, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa... Zatem rozwiązanie problemu równouprawnienia homoseksualistów jest niezwykle, wręcz dziecinnie proste. Aż dziw, że nikt dotychczas na nie nie wpadł. Zamiast organizować pracochłonne demonstracje, angażować setki homoseksualistów i ich zwolenników, tysiące policjantów, że już o Młodzieży Wszechpolskiej nie wspomnę, zamiast dezorganizować ruch uliczny w stolicy- wystarczy po prostu zgłosić sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Niezależne to ciało orzeknie niezgodność takiego stanu rzeczy z Konstytucją, a nawet powie, co należy zrobić, by sytuacja wróciła do normy. Co prawda złośliwi Kaczyńscy mogą zwlekać z ogłoszeniem wyroku (a raczej Wyroku, nie zagrażajmy demokracji) w Dzienniku Ustaw, ale parę dniu można wszak poczekać- tym bardziej, że będzie to radosne oczekiwanie.
Prawda, jakie to proste? Nie trzeba demonstrować, denerwować się, zdzierać gardeł... Można sprawę rozwiązać kulturalnie i bez bólu. Tak więc, drodzy homoseksualiści, do dzieła. Zamiast tłuc się po ulicach, siadajcie do piór i piszcie. Kres waszej niedoli nadchodzi.
"Wyklęty powstań Biedroń z ziemi, powstańcie których dusi PiS..." .
PS. Oczywiście nie wolno zapominać, o co jeszcze walczy parada. Konkretnie- o prawa przysługujące wszelkim mniejszościom, także światopoglądowym i narodowym. Tutaj, niestety, może być problem- bo mniejszości o światopoglądach komunistycznych, nazistowskich czy faszystowskich mają przechlapane w Konstytucji... Ale do "wszelkich mniejszości" niewątpliwie się zaliczają. Widać więc, jakie ryzyko podejmują homoseksualiści- kwestionują zasadność niektórych zapisów Konstytucji (która wszak może dać im równouprawnienie) w imię wyższych idei.
Ech, przykład by brać...
PPS. Oczywiscie wklejam link z dedykacją jak poprzednio:



Komentarze
Pokaż komentarze (9)