Dla tych, którzy mieli przyjemność chodzić do szkoły podstawowej 15-20 lat temu tytuł powinien być znajomy. Niewtajemniczonych od razu wtajemniczę- chodzi o kartki, które dzieci w podstawówce nalepiają sobie na plecy w celach rozrywkowych. Oczywiście wszyscy wiedzą, że ofiara nie szuka żony, ani tym bardziej nie chce być kopnięta- jak jednak łatwo się domyślić, oblepiony gęsto obrywa słowem tudzież nogą. Słowem- zabawa jest przednia i pozawala podstawówkowym liderom ugruntować swoją pozycję, ich klakierom udowodnić wierność (znaczy, koleżeństwo), szarakom trochę się dowartościować a zupełnym ofiarom poczuć choć przez krótką chwilę lepiej (proszę nie cytować tego swoim dzieciom, to bardzo niewychowawcze).
W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy obserwowania sceny polityczno-medialnej miałem dojmujące wrażenie, że zachowania jej aktorów już gdzieś widziałem. W końcu doszedłem- po prostu, oczywiście z zachowaniem skali, małpują oni zachowania będące na porządku dziennym w szkołach podstawowych. W skrócie wygląda to tak: została wybrana ofiara- a raczej grupa ofiar, które oznaczono odpowiednimi kartkami. Kartki są przeważnie treści "kopnij mnie", najczęściej (co rzadko spotyka się w szkołach, ale jak wiadomo co dziesięciolatek to nie autorytet) z uzasadnieniem "bo zagrażam demokracji". Zdarzają się jednak inne kartki- premier, na przykład, wśród kilku zdobiących jego grzbiet posiada i "szukam żony, blond włosy", która szczególnie pobudza emocje co poniektórych dziennikarzy.
Dalsze analogie także są dość wyraźne- używane do kopanie środki nie są zbyt wyrafinowane i przeważnie bliźniaczo do siebie podobne, niczym te kopniaki. Na kopaniu rzeczonej grupy dowartościowują się najbardziej liderzy, czyli dotychczasowe autorytety, co prawda ostatnio osłabione- dzięki temu jednak znacznie bardziej agresywne. One to przeważnie kartki nalepiają, ewentualnie wyręczając się swoimi zaufanymi. Szaraki- czyli mniej uznani dziennikarze, publicyści czy szeregowi politycy- maja dzięki kopaniu swoje chwile chwały, swoje "pięć minut" oraz nadzieję na awans i bycie autorytetem. Zupełne miernoty, których jedyną zaletą jest dokładne posłuszeństwo względem autorytetów (czyli de facto tworzenie czegoś w rodzaju armii) odbierają w ten sposób zapłatę za wierność. Wszak dowartościowanie, poczucie przynależności do elity to niebagatelna wartość.
Rzecz jasna analogie nie są pełne- na przykład w szkołach ofiary wybierane są przeważnie bez szczególnego wyrachowania. Poza tym szkolne ofiary, w przeciwieństwie do polityczno-medialnych, raczej nie są realnym zagrożeniem dla opartych na przeróżnych znajomościach tudzież walucie powiązań liderów... Ale nic nie jest doskonałe.



Komentarze
Pokaż komentarze