Naród spokojny, polityką specjalnie się nie emocjonuje. Frekwencja w wyborach do sejmiku niewielka, zapewne podobna jak referendalna. W sumie pomyśleć by można, że nikogo te wybory nie interesują...
Błąd. Samo referendum jest już wydarzeniem na skalę europejską. Różne tuzy wypowiadają się na temat jego ważności; dyskusja o ewentualnej decyzji Europy na ten temat trwa. W sumie referendum ważne jest o tyle, że pokaże, na ile WE są demokratyczne. Jeśli oczywiście do urn pójdzie 30% uprawnionych, w co wątpię.
Natomiast wybory, jak mówią media, to TEST. Sprawdzian preferencji wyborczych, pierwsza elekcja od nie wiadomo kiedy i w ogóle. Wszyscy są zainteresowani, wszyscy- oprócz mieszkańców Podlasia, którzy jakoś nie oblegają komisji wyborczych.
Tyle, że chyba to właśnie oni mają rację. Rejon podlaski jest wszak mało reprezentatywny, jeśli chodzi o preferencje wyborcze. Referendum- nawet gdyby frekwencja była wystarczająca- na nic by się zdało, bo Wspólnoty Europejskie cenią sobie demokrację, ale żeby chamstwo decydowało, co ma być budowane na zamieszkiwanym przez chamstwo terenie- o, co to- to nie.
Oczywiście, być może większa frekwencja zmieniła by rozkład mandatów w sejmiku... Tylko o ile? O jeden? Dwa? Czy zmieniłoby to rozkład sił, jest mocno wątpliwe. Wiem, władza miała by silniejszy mandat społeczny... Tylko że w praktyce niewiele to zmienia, a już na poziomie województwa- właściwie nic, bo regionalne media prawie nie istnieją.
Może walnąć to wszystko w diabły i wyjechać na Podlasie?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)