Zawsze chciałem napisać coś o progach wyborczych, więc nie mogę przegapić takiej okazji. Oto"blogiem z Brukseli" nadeszła informacja, że LPR zblokuje się wyborczo z PiSem, ale pod warunkiem, że próg wyborczy będzie wynosił 3%. Informację podał rzecz jasna europoseł Samoobrony Czarnecki, a natychmiast zdementował ją poseł Wierzejski. Chyba on też skomentował, że Czarnecki , siedząc w PE, jest oderwany od rzeczywistości. Z tym ostatnim można się nawet zgodzić, wystarczy poczytać twórczość Parlamentu Europejskiego jako całości i wyciągnąć stosowne wnioski.
Zdecydowana reakcja Wierzejskiego pokazuje, że coś jest na rzeczy. Najprawdopodobniej LPR, której poparcie ostatnio jest iście uniowolnościowe, usiłuje kombinować, więcej- byłoby dziwne, gdyby Liga nie kombinowała, a pokornie czekała na ścięcie. Zresztą sprawa jest na tyle oczywista, że pisanie o niej pozostawiam prasie.
Ciekawsza jest sama sprawa progów wyborczych (które, tak na marginesie, są zupełnie jak gazeta- nazywają się "wyborcze", a powinny "wybiórcze"). Progi te są najchętniej wykorzystywanym dławikiem pluralizmu politycznego, na dodatek usankcjonowanym przez prawo. Ich działanie ma na celu obcięcie wszelkich odstających od przeciętności opcji politycznych (w Polsce jak na razie udało się połowicznie, ale spokojnie, jesteśmy jeszcze młodą demokracją). Jak wszyscy wiedzą, my Polacy mamy dwa progi- 5% dla partii i 8% dla koalicji. Dlaczego akurat takie, nie wiadomo- ot, komuś w przypływie dobrego humoru się wymyśliło. Tacy Francuzi, na przykład, są w lepszej sytuacji- mają próg piętnastoprocentowy i dobrze wiedzą, że to wszystko przez Front Narodowy, który regularnie zdobywa 10-13%. No a przecież tak skrajnej prawicy (gdyby Front Narodowy działał w Polsce, sytuowałby się tak między PO a PiS, czyli w miejscu hipotetycznej partii Rokity i Marcinkiewicza- ale w zlewaczonej Francji to już skrajna prawica...) do parlamentu wpuścić nie można. Wystarczy prawica zastępcza, czyli Chirac i spółka (nawet niewyraźny umiarkowany socjalista Sarkozy, jak pisał na swoim blogu Budyń, też jest we Francji skrajnym faszystą).
Sens istnienia progów wyborczych ich zwolennicy tłumaczą większą łatwością stworzenia stabilnej większości. Owszem, jest to pewne ułatwienie (w porównaniu do systemu zupełnie pozbawionego progów), ale odbywa się kosztem dławienia pluralizmu i zamykania ust znacznej części społeczeństwa. A zwiększenie stabilności sceny politycznej jest na tyle niewielkie (co widać w Polsce czy Czechach, kiedy głosowania nad przedterminowymi wyborami czy wybory przewodniczącego parlamentu trwają nieproporcjonalnie długo), że w żadnym wypadku nie kompensuje strat. Prawdziwym sensem utrzymywania progów jest większa kontrola nad posłami, którzy de facto zamieniają się w maszynki do głosowania- jeśli się wyłamią, w następnych wyborach nie dostaną ciepłego miejsca na liście.
Dziwnie nie mówi się o innym systemie wybierania parlamentu, systemie większościowym,w którym zwycięzca otrzymuje, jako swoistą premię za pierwsze miejsce, tyle mandatów, ile potrzebuje do rządzenia. Oczywiście od przewagi nad kolejnymi partiami i bezwzględnego wyniku zależy ilość tych mandatów i ewentualna większość konstytucyjna. System ten z jednej strony stabilizuje scenę polityczną, z drugiej- poprzez zniesienie progów pozwala każdemu (albo prawie każdemu) na cieszenie się przedstawicielem swojej wybieranej partii w parlamencie. Niestety, zwiększa to szanse wejścia i zaprezentowania się szerszej publice partii niepoprawnych, które nie daj Boże mogą spodobać się wyborcom... I "cywilizowanie" sceny politycznej bierze w łeb.
Efekty tego "cywilizowania" widać np. we Francji. Wszystkie partie parlamentu maja praktycznie takie same poglądy, różniąc się co najwyżej podejściem do kwestii imigrantów. Niech żyje poprawność.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)