Noc powoli przechodziła w szarówkę. Gwiazdy bladły, niebo jaśniało a chmury, które przez ostatnich kilka godzin wisiały tu i ówdzie rozwiewały się. Świt był wyjątkowo ciepły.
Obudziłem się przypadkowo, być może przez śpiewające za oknem ptaki, być może przez piejącego w oddali koguta... Co prawda czasy, kiedy drób oprócz funkcji kulinarnych pełnił rolę budzików dawno minęły, ale najwyraźniej to właśnie ptactwo- dzikie lub domowe, trudno określić- wyrwało mnie z kilkugodzinnego snu. Dość pogodny poranek po deszczowej nocy nie zachęcał do dalszego snu. Kilka minut później wyszedłem z domu, wziąłem rower i skierowałem się ku okolicznym polom, w pamięci mając oglądany kilka miesięcy wcześniej wschód słońca. Co prawda tamten dzień bardzo różnił się od tego, ale miałem nadzieję na podobnej miary doznania estetyczne. Poza tym gdzieś w głębi duszy tkwiło mi ziarenko przekonania, że nie obudziłem się przypadkowo, choć rozsądna część mojej świadomości śmiała się z takich przypuszczeń. Nawet jednak ta poważna, racjonalna część cieszyła się na spodziewane widoki.
Jechałem szybko, nie trzymając kierownicy, środkiem drogi. Jak szaleniec, tym się jednak różniąc od furiatów, że nie narażałem całości swoich tkanek. Kto bowiem jeździ ulicami małego miasta o czwartej nad ranem? Po kilku minutach zmieniłem sposób jazdy- pochyliłem się nad kierownicą i rozpędziłem do granic oddechu. Droga prowadziła łagodnie w dół, pobocza przesuwały się w oczach szarą linią, co jakiś czas zmieniając odcień, czasem uderzając zielenią jakiejś pionierskiej kępy trawy. Skręciłem w boczną drogę, asfalt skończył się po kilkudziesięciu, może stu kilkudziesięciu metrach. Zaczęła się ubita, ziemna droga upstrzona wypełnionymi wodą dziurami, z boków ograniczona dojrzewającym zbożem. Ciągle jechałem szybko, manewrując pomiędzy coraz częstszymi kałużami, aż jedna rozlała się na całej szerokości drogi. Zwolniłem.
Kilka zakrętów kierowało mnie ku coraz bardziej wyboistej i zarośniętej trawą ścieżce. Dojechałem do niewielkiego nasypu kolejowego, za którym było już tylko szerokie pole z kilkoma tylko drzewami, z jednej strony ograniczone niewielkim gaikiem, z drugiej opierające się o widoczny na horyzoncie las. Przyspieszyłem jadąc wzdłuż nasypu. W pewnym momencie zjechałem z drogi, lekko podjeżdżając pod sztuczne zbocze i w pędzie zeskoczyłem z roweru. Wbiegłem na górę i zacząłem przechadzać się po nieużywanych, prowadzących do jednostki wojskowej torach, czekając na Słońce. Robiło się coraz jaśniej. Wokół śpiewały ptaki, co jakiś czas krzyczała kuropatwa. Spod nóg uskakiwały żabki. Świat się budził, ale Słońce nie wschodziło. Przeszedłem kilka kroków i wyłoniło się zza drzewa; nad horyzontem widać już było pół jego tarczy, przyćmionej jakimś zabłąkanym, ostatnim nocnym obłokiem. Znów nie zobaczyłem samego skrawka naszej gwiazdy, ledwie wyłaniającego się zza horyzontu. I po raz kolejny przez chmurę, która przyćmiła sam początek, nie pozwalając dokładnie przewidzieć miejsca wschodu. Najwyraźniej musiałem jeszcze poczekać.
Wracałem, podobnie jak przyjechałem, szybko. W pewnym momencie wyjechałem na odsłoniętą drogę. Piękna, jasna tarcza słoneczna wisiała za wyschniętym drzewem. Jakby chciała zachęcić do powrotu.
PS. Jak powyższy tekst ma się do polskiej polityki? A nijak. Umieściłem go w kategorii "polityka, społeczeństwo, media" zainspirowany pojawieniem się bodaj przedwczoraj wysoko na pierwszej stronie tekstu Azraela traktującego o upadku rządu Olszewskiego, ze szczególnym uwzględnieniem heroicznej obrony Wachowskiego. Otóż powyższy tekst ma zasadniczą zaletę- nie mija się z rzeczywistością, nie próbuje sugerować oczywistych nieprawd. A jednocześnie jest związany z naszą polityczną rzeczywistością w podobnym co tekst Azraela stopniu.
PS2. Oczywiście postscriptum można traktować w kategoriach ataku na Użytkownika Salonu24, jeśli taka jest wola Czytających.
PS3. Nie wklejam żadnego linku do wspomnianego w postscriptum tekstu, bo w stopniu wystarczającym określiłem jego lokalizację, a bloga rzeczonego Autora nie odwiedzam, co uzasadniłem w komentarzu Mu pozostawionym.



Komentarze
Pokaż komentarze