Tak tak, strajk niby trwa w najlepsze, ale wszystko wskazuje na to, że premier już od jakiegoś czasu panuje nad sytuacją. Niby strajk się zaostrza, ale w praktyce OZZL w miarę upływu dni traci kolejne argumenty. Wykrwawia się.
Strajk trwa już dość długo, powoli stając się uciążliwy także dla lekarzy. Zwiększa się ilość zalegających dokumentów. Nadchodzi okres urlopowy. Lekarze, którzy od początku zdawali sobie sprawę z tego, że żądania płacowe są nierealne, powoli dochodzą do wniosku, że trzeba ugrać, ile się da. Powoli też zaczynają sobie uświadamiać, że umowa jednego szpitala w sprawie podwyżek daje pewność ich uzyskania, natomiast przedłużające się nierealne żądania mogą spowodować nerwową reakcję rządu, nie mówiąc już o tym, że własny szef i lokalny starosta jest zdecydowanie bardziej realną postacią niż człowiek z TV Bukiel gadający z premierem i ministrem zdrowia. Premier to przewidział, Bukiel nie.
Szpitale, na razie dość nieliczne, wycofują się ze strajku. Szpital w Bełchatowie, na przykład, wycofał się za 700 zł podwyżki. Fakt, na razie tylko z głodówki- ale to już wyłom we froncie OZZL. Działanie z punktu widzenia lekarzy rozsądne. I po myśli rządu. Lekarze w innych szpitalach, dowiadując się o takich wydarzeniach, zaczynają myśleć logicznie- a to pierwszy krok do porażki OZZL. Otóż lekarze kombinują, że umawiając się na te kilkaset złotych podwyżki zapewniają sobie realny zysk, mają z głowy uciążliwości strajku. Włącza się żyłka handlowa- kolejne szpitale będą sprzedawać najpierw głodówkę, później strajk, bo jest to korzystne z punktu widzenia lekarzy. Mniej na takim rozwiązaniu zyskuje OZZL- przestaje być wyrazicielem woli lekarzy i jedynym obrońcą ich interesów. Szpitale, samodzielnie zawierając porozumienia w sprawie podwyżek, zmniejszają znaczenie OZZL.
To jest bodziec dodatni, motywujący szpitale do zawierania porozumień (tak zwana "marchewka"). Jest i bodziec ujemny, czyli "kij". Tym "kijem" jest świadomość, że z jednej strony im więcej lekarzy wyłamie się ze strajku, tym OZZL mniej ugra w negocjacjach- a z drugiej strony samodzielne działania szpitali są tym efektywniejsze, im wcześniej lekarze je podejmują. Ostatni strajkujący szpital w mieście, z oczywistych względów, ugra najmniej. Włącza się dodatnie sprzężenie zwrotne.
Jeśli więc OZZL nie wymyśli czegoś, co odwróci taki bieg wydarzeń, strajk zakończy się nie do końca po myśli p. Bukiela, który dalej będzie musiał żyć za swoje marne 7500 zł pensji prezesa związku, snując wizje władzy i potęgi. Nieodparcie przychodzi mi na myśl dialog z jednej z kreskówek:
-A co będziemy robić jutro, Móżdżku?
-Jak to co, Pinky? Oczywiście będziemy zdobywać świat!
Tak więc p. Bukiel nie powinien się załamywać. Jutro też jest dzień.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)