Mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową. LiS zastawił sidła, w które może sam wpaść. Co więcej- nic na to nie może poradzić. Jedyną nadzieją LiSa jest Kaczmarek. Na miejscu LiSa byłbym jednak spokojny, bowiem Kaczmarek znany jest ze swej lojalności.
Chodzi oczywiście o pułapkę, jaką stał się wniosek o konstruktywne votum nieufności. Wnioskodawca (LiS) nie może go wycofać; jeśli wniosek nie przejdzie, następnego nie można zgłosić przez pół roku. Jedyną możliwością jest wycofanie się kandydata na premiera.
I dlatego trzeba pograć Kaczmarkiem. W interesie samego Kaczmarka jest, oczywiście, jak najdroższe przehandlowanie swojej rezygnacji. Jego kandydowanie na premiera jest bowiem cokolwiek warte tylko do głosowania- które, jak z góry wiadomo, przegra. Jeśli do głosowania dojdzie, przegra też LiS, bo definitywnie przesądzone zostaną wybory.
LiS ma jedno rozsądne wyjście- niedopuszczenie do wyborów. A jedyną możliwością, by to osiągnąć, jest skonstruowanie sejmowego sojuszu i przegłosowanie konstruktywnego votum nieufności. Ewentualnie odkładanie w nieskończoność głosowania nad samorozwiązaniem. Pierwsza możliwość wydaje się nieprawdopodobna, druga jest właściwie nie do zrealizowania na dłuższą metę. Weźmy jednak pod uwagę drobny fakt, że to jedyne starsze karty, jakie pozostały LiSowi w tym rozdaniu. Ostatnia nadzieja. Taka dziewiątka i dziesiątka, które mogą wziąć lewę tylko przy nieprawdopodobnym ułożeniu a zapewne błędach przeciwników, a najprawdopodobniej przydadzą się tylko do rozegrania kart z myślą o współgraczach. A to już atut nadający się do sprzedaży.
Konstruktywne votum nieufności jest dziesiątką. Nawet jeśli nie weźmie ona lewy, lepiej by spadła na asa, niż waleta. To są szanse przetargowe LiSu.
Co może utargować Kaczmarek? Zależy, kto ma na niego haki. Zależy, na kogo on ma haki. Kogo może sypnąć, kto może pogrążyć jego.To szanse Kaczmarka.
Rozgrywka wchodzi w decydującą fazę. LiS już prawie we wnykach. Miotającego się Kaczmarka mają na oku myśliwi.


Komentarze
Pokaż komentarze