Oglądałem wczoraj w publicznej regionalnej powtórkę thrillera politycznego pt. „Nie będzie niczego”. Ponieważ było już dość późno, moja zmęczona wyobraźnia płatała figle. Przemowę Kurskiego i zwierzęce wycie jej towarzyszące jeszcze przebrnąłem, choć przyznam, że w każdej chwili spodziewałem się wściekłego, buczącego posła PO, który rzuci się na PiSowskiego sprawozdawcę i rozszarpie mu gardło. Thriller był jednak bardziej w stylu „Dziecka Rosemary” niż „Martwicy mózgu”, obyło się więc bez kiczowatych scen.
Kiedy doszliśmy do przemówienia premiera w sprawie odwołania ministrów, przegrzane zakręty mojego mózgu były już na etapie daleko posuniętych analogii. W efekcie wymyśliła mi się interesująca sytuacja.
Oto profesor Sadurski skrzykuje swoich zwolenników i tworzy koalicję z częścią przeciwników. W efekcie Administratorzy Salonu24 tracą większość. Sadurski składa wniosek o głosowanie nad zabanowaniem wszystkich niepodobających mu się blogerów, ze szczególnym uwzględnieniem, powiedzmy, FYMa, Kataryny i Rekontry. W przeciwnym wypadku grozi rezygnacją z udzielania się na Salonie24, co niewątpliwie doprowadzi do upadku tej blogowni. Ma większość, więc Administratorzy stają przed poważnym dylematem. W międzyczasie Chevalier des Arts publikuje na forum „GW” apel o zaostrzenie krytyki Salonu24 w razie, gdyby Sadurskiemu się nie powiodło.
Wtedy na czubku SG pojawia się tekst, w którym Igor Janke odwołuje wszystkich blogerów, którzy podpadli Sadurskiemu. Wypowiada historyczne zdanie: „Teraz ja jestem nimi wszystkimi. Jestem też Kataryną, choć nie zamierzam być nią długo”, co ostatecznie rozwiewa wszelkie spekulacje na temat tożsamości wielu blogerów, choć pozostawia pewne wątpliwości w kwestii tożsamości Kataryny, w panującym rozgardiaszu nikt jednak nie zwraca na to uwagi. Euforia stronnictwa profesora Sadurskiego jakby trochę przygasa. Pewne zwycięstwo wymyka im się z rąk. Zwolennicy profesora orientują się, że jego odejście niekoniecznie będzie im na rękę. Profesor sobie poradzi, ale oni... cóż, nie zawsze mogą liczyć na pierwsze miejsca na listach, znaczy, przepraszam, stronach głównych.
Wszystko relacjonuje red. Krzysztof Leski, co kilka minut zawieszając nową notkę „na gorąco”. Pomiędzy notkami znajduje jeszcze czas na występy w publicznej regionalnej, gdzie relacjonuje jakieś awantury w Sejmie...
Po jakimś czasie wszystko uspokaja się. Salon nie został rozwiązany. Uff...


Komentarze
Pokaż komentarze (7)