Donald Tusk stwierdził, że odwołanie przez Jarosława Kaczyńskiego ministrów, wobec których Platforma złożyła wnioski o odwołanie, to "gwałt na Konstytucji". Oczywiście trudno twierdzić, że działanie premiera to czysta i szlachetna zagrywka, jednak Tusk powinien powściągnąć język. Jeśli działanie premiera jest "gwałtem na Konstytucji", to jest to gwałt powtórny, bo pierwszego dokonała Platforma Obywatelska swoją próbą obejścia konstruktywnego votum nieufności.
Działacze PiS, z premierem na czele, nie próbowali się usprawiedliwiać i otwarcie mówili o obejściu Konstytucji. Obejściu, które było reakcją na podobnej jakości wybieg zastosowany przez PO. Jak wiadomo, wnioski były sposobem na sparaliżowanie prac rządu, który tracił właśnie sejmową większość. Platforma nie mogła liczyć, że przejdzie ewentualny wniosek o votum nieufności dla całego rządu, nie chciała też wchodzić w bliższe porozumienia z innymi partiami, co byłoby niezbędne, gdyby wybrać zmianę rządu przez tzw. konstruktywne votum nieufności. Ponieważ więc obie cywilizowane metody były dla PO niewygodne, działacze największej opozycyjnej partii zdecydowali się na wybieg w postaci wniosków o votum nieufności dla większości ministrów.
Mieli do tego prawo, podobnie jak Jarosław Kaczyński miał prawo uniknąć ich wybiegu poprzez odwołanie wszystkich objętych wnioskami. Żadne z tych działań nie było działaniem politycznie kulturalnym, ale oba były pod względem nagięcia politycznych zwyczajów podobne. Donald Tusk zatem, mówiąc o gwałceniu Konstytucji przez PiS i nie wspominając przy tym o podobnej miary czynie Platformy dopuszcza się poważnego nadużycia.
Na niekorzyść szefa PO działa także fakt, że taki chuligański ruch pierwsza wykonała Platforma. Ponadto Platforma odrzuciła prośbę PiS o niepopieranie wniosków (ich wycofania nie było już możliwe) ze względu na to, że kadencja Sejmu dobiegła końca. Jakby nie patrzeć- takie działanie PO można odbierać tylko jako złą wolę, tym bardziej, że min. Fotyga i min. Polaczek mieli dość ważne spotkania na szczeblu międzynarodowym, na których musieli występować jako ministrowie. Dla Platformy jednak najwyraźniej ważniejsze są animozje wobec PiS niż wizerunek Polski na arenie międzynarodowej.
Skoro zatem doszło do, nie oszukujmy się, działań chuligańskich, ich sprawcy- Donald Tusk, który je sprowokował i Jarosław Kaczyński, a szerzej- politycy PO i PiS powinni siedzieć cicho i nie rozdmuchiwać sprawy, ewentualnie przyznać, że ich działania nie były "fair". Działacze PiS tak postępowali- niestety, Platforma- najwyraźniej rozgoryczona odebraniem jej widowiska, jakim niewątpliwie byłyby debaty towarzyszące głosowaniom- zareagowała nadzwyczaj nerwowo. Donald Tusk dał przykład stosowania innej miary wobec działań swoich i swoich politycznych konkurentów.
Oczywiście PiS odpowiedział (poprzez posła Cymańskiego) na atak, sprawa najpewniej przerodzi się w kolejną awanturę. Pisałem ostatnio o braku kultury osobistej, o braku elementarnej przyzwoitości u naszej klasy politycznej, szczególnie u opozycji. Niestety, Donald Tusk potwierdził ewidentnie, że przyzwoitości u niego niewiele i nie potrafi dostrzec, kiedy najlepszym wyjściem jest skrucha i milczenie.
Marny to polityk, który nie rozumie, że zaakceptowanie drobnej porażki jest lepsze od gwałtownego i beznadziejnego ataku, który na tą porażkę zwróci uwagę i ośmieszy krzykacza.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)