Prawie dziesięć lat temu, dzieckiem małym będąc, dowiedziałem się o istnieniu ciekawej partii- Unii Polityki Realnej. Partii konserwatywnej, głoszącej wolnorynkowe hasła, z barwnym przewodniczącym- krótko mówiąc, wiedziałem już, na kogo będę w przyszłości głosował. I głosowałem- jak dotąd zawsze, kiedy miałem możliwość poprzeć kandydata UPR, stawiałem krzyżyk przy jego nazwisku. Do PE, w wyborach parlamentarnych, prezydenckich i samorządowych głosowałem na UPR, jeśli tylko UPR wystawiała kandydatów.
Z czasem, rzecz jasna, moje poparcie dla UPR przestało opierać się na oryginalności przewodniczącego, coraz bardziej zaś wynikało z moich konserwatywnych i wolnorynkowych przekonań. Wiele znaczyło dla mnie też to, że UPR swoje poglądy, swój program szanowała, wyżej je sobie ceniąc od obecności w Parlamencie. Przyznaję bez bicia- jestem idealistą.
Po raz pierwszy Unia zaskoczyła mnie w 2001 roku, zawierając sojusz z PO. Dziwny sojusz, który w ogóle się partii nie opłacił- jedyny poseł UPR znalazł się w Sejmie dopiero po zwolnieniu miejsca przez posła PO, który został wybrany do Parlamentu Europejskiego. Boczyłem się przez jakiś czas na UPR, ale w końcu uznałem ten incydent za wpadkę, którą można wybaczyć, tym bardziej, że nie do końca było wtedy wiadomo, co tak naprawdę reprezentuje PO, a obecność w tej partii Macieja Płażyńskiego pozwalała na optymizm. Popierałem UPR nadal.
Dzisiaj miarka się przebrała. Unia Polityki Realnej dopuściła się aktu prostytucji najgorszego rodzaju, dla mirażu sejmowych mandatów wchodząc w związek z partią reprezentującą zupełnie inne spojrzenie na politykę, z partią skompromitowaną popieraniem kłamcy i dwulicowca Kaczmarka jako kandydata na premiera, z partią, która jeszcze kilkanaście dni temu planowała wspólny start z Samoobroną- zdeklarowanymi socjalistami i aferzystami. UPR wiąże się z partią, z którą ma tylko jeden punkt wspólny- eurosceptycyzm. Punkt zresztą wspólny tylko w pewnej mierze, ponieważ eurosceptycyzm UPR wynika z zupełnie innych przesłanek, niż to samo przekonanie wśród członków LPR.
Jest mi bardzo przykro z powodu takiego postępowania działaczy UPR- stawia mnie ono w sytuacji, z której mam tylko dwa wyjścia- albo zagłosuję na UPR, jako na partię z której programem się zgadzam- albo oddam głos na PiS, z którą to partią zgadzam się tylko częściowo. Przeciw głosowaniu na UPR przemawia jednak dość ważna rzecz- głosując na tą partię, w gruncie rzeczy popieram LPR, czyli, krótko mówiąc, biorę udział w UPRowskiej prostytucji. Co prawda ciągle mam w pamięci koalicję PiS-Samoobrona-LPR, jednak są trzy powody, dla których to, co zrobił PiS prostytucją nie jest. Po pierwsze, PiS nie ułatwił LPR i Samoobronie dostania się do Sejmu. Po drugie, LPR i Samoobrona od początku do końca były tylko przystawkami. Po trzecie, obie przystawki zostały przez PiS jeśli nie zjedzone, to mocno osłabione. Natomiast to, co robi UPR i PR może tylko doprowadzić do reanimacji LPR na czas kolejnej kadencji.
W tej sytuacji pozostaje tylko pokierować się uczciwością i ułatwić Prawu i Sprawiedliwości zdobycie co najmniej 231 mandatów. Owszem, to scenariusz, którego realizacja jest bardzo mało prawdopodobna- ale głosując kilka razy na UPR z cichym marzeniem, by Unia przekroczyła chociaż te 3% przyzwyczaiłem się do głosowania za mało prawdopodobnymi scenariuszami.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)