Pierwsze wrażenie po debacie- zupełnego zniszczenia Kwaśniewskiego przez Kaczyńskiego- jest, po głębszym zastanowieniu, nieprawdziwe. Oczywiście, Jarosław Kaczyński debatę wygrał, jednak nie do końca jest to jego zasługą. Aleksander Kwaśniewski ze starcia wyszedł zupełnie rozbity- nie oznacza to jednak, że to jego przeciwnik był wyjątkowo brutalny.
Premier rozmawiał ostrożnie, precyzyjnie zadając ciosy. Wygrałby, używając analogii bokserskiej, na punkty, nie masakrując byłego prezydenta. Debatował bez większego ryzyka, ot- logicznie podsumował rządy PiS i porównał je do poprzedników. To absolutnie wystarczyło do zwycięstwa, tym bardziej, że merytorycznie premier także był wyraźnie lepszy.
A jednak Kwaśniewski wyszedł ze starcia zmasakrowany. Zmasakrował się, co pod bokserskie analogie podciągnąć trudno, sam. Tak, jakby co jakiś czas klękał na ringu i walił głową w jego powierzchnię.
Byłego prezydenta zdradziły socjalistyczne nawyki, które zaprezentował w całej pełni. Przerywanie adwersarzowi, przedrzeźnianie- zagrywki wynikające z poczucia medialnej nietykalności, stosowane zapewne nieświadomie, nawykowo. Fatalne wrażenie, wsparte jeszcze błędami wizerunkowymi- błądzący po podłodze wzrok, kilkakrotne powtórzenia wypowiedzi- a przede wszystkim argumentacja negatywna, w stylu "ja się z moim rozmówcą nie zgadzam". Ergo: "nie potrafię przedstawić własnej wizji, ale przecież wiem lepiej, więc nie muszę argumentować". Postawa, delikatnie mówiąc, prostacka.
Klęska Kwaśniewskiego na jego szczęście należy do takich, które nie przeszkadzają ludziom o postkomunistycznej mentalności. Im nie zależy na kulturze czy argumentach- dla nich liczą się "błyskotliwe" (cudzysłów w pełni zamierzony) riposty i zdecydowana niezgoda na "oszołomstwo".
Zwycięstwo Kaczyńskiego ma dla niego znaczenie trochę większe- nie przeciąga na stronę PiS zwolenników LiD, może co najwyżej wpłynąć na niewielki odsetek elektoratu PO. Znacznie ważniejsza, co zresztą wszyscy powtarzają, jest sama debata- dla pewnej części wyborców, mniej zorientowanych w sytuacji politycznej, a sytuujących się pomiędzy PiS a PO, może być wskazówką nowego-starego podziału, w którym PO (zgodnie zresztą z rzeczywistością) przestaje w społecznym odczuciu pełnić rolę programowego zaprzeczenia PiS.
Nie przeceniałbym jednak liczebności tego elektoratu, a co za tym idzie- znaczenia samej debaty.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)