Pogromca Smoków Pogromca Smoków
41
BLOG

Publicystyka sądowa

Pogromca Smoków Pogromca Smoków Polityka Obserwuj notkę 4

Stanisław Remuszko na swojej autorskiej stronie oraz na blogu Budynia tutaj, w Salonie24, zamieścił tekst dotyczący praw obywatelskich rozpatrywanych w kontekście procesów wytaczanych publicystom przez Adama Michnika. Tekstowi nie sposób odmówić racji ze strony formalnej, mam jednak wrażenie, że Autor- skupiwszy się na problemach związanych ze swoją książką- nie dotknął sedna sprawy. Wspomniał o nim co prawda, ale umieściwszy je na samym końcu wyliczonych powodów, dla których pozwy Michnika są krytykowane przez większość publicystów.

Trudno zaprzeczyć, że Michnik i Kiszczak posiadają prawa obywatelskie równe innym publicystom- a przez wiele lat, aż do roku 2005 ich prawa były nawet znacznie większe. Trudno zaprzeczyć, że mają oni prawo odwoływać się do sądu od opinii, które uznają za krzywdzące. Trudno też zaprzeczyć, że pozwane przez Michnika osoby faktycznie, nie powiedziały ściśle i dosłownie prawdy; co prawda w przypadku np. Ziemkiewicza dochodzimy wtedy do zupełnie kuriozalnej sytuacji, kiedy używanie hiperboli i skrótów myślowych w publicystyce jest karane, jednak nawet to nie jest sednem sprawy.

Istota rzeczy tkwi w piątym punkcie wyliczanki Stanisława Remuszki. W tym, że Adam Michnik jest dziennikarzem; bycie zaś dziennikarzem pociąga za sobą pewne prawa- ale pewne prawa też ogranicza. Oczywiście, nikt nie kodyfikuje tych praw i obowiązków i nie pociąga za ich łamanie i niewypełnianie do odpowiedzialności; sprawa nie jest w żadnym wypadku formalna. Idzie o pewien styl, przyzwoitość- o to, że nie wszystkie przysługujące prawa koniecznie trzeba wykorzystywać, szczególnie jeśli, jak Adam Michnik, ma się do dyspozycji znacznie bardziej adekwatne środki obrony.

Adam Michnik, redaktor naczelny drugiej co do czytelnictwa gazety w Polsce, przez wielu uważany za świetnego dziennikarza i publicystę, pozywa bowiem swoich adwersarzy do sądu za nieścisłości w wypowiedziach i używanie przynależnych publicystom środków wyrazu. Przykłady wszyscy znają, przytoczę dwa. Michnik nie zrobił wszystkiego, aby w III RP nie zostały ujawnione nazwiska komunistycznych zbrodniarzy- przecież nikogo w tym celu nie zamordował, nie poświęcił też jednej trzeciej życia na obronę ubeków- ponieważ miał 8 lat, kiedy UB zmieniło nazwę na SB. Sens zaskarżonych do sądu wypowiedzi publicystycznych oczywisty jest dla każdego, przeciętnie oczytany człowiek wie, że sformułowanie "robić wszystko by..." rzadko używane jest w sensie dosłownym. Jednak Michnik, dziennikarz-publicysta, uchodzący za erudytę, traktuje wypowiedzi dosłownie; procesy oczywiście wygrywa. Po pierwsze, bronił SBeków, nie UBeków, po drugie- np. nie zabijał w obronie anonimowości komunistycznych zbrodniarzy. Quod erat demonstrandum.

Problem w tym, że takie traktowanie zabija publicystykę, sprowadzając wszystko do łapania za słówka i wyjaśniania w sądach środków wyrazu. Strach użyć metafory, o hiperboli nawet myśleć niebezpiecznie. Oczywiście, ten medal ma i drugą stronę- kuriozalne pozwy ośmieszają samego Michnika; cóż to za erudyta, który rozumie tylko dosłowne sformułowania?

Nikt nie odmawia nikomu prawa do obrony w sądzie, chodzi jednak o miarę rzeczy i zwyczajną przyzwoitość. Sąd dla dziennikarza jest rozwiązaniem ostatecznym, instytucją mającą bronić interesów tych nielicznych dziennikarzy, których odwołanie do sądu usprawiedliwione jest przez brak innych możliwości obrony; na przykład dziennikarzy regionalnych w sporach z ogólnokrajowymi mediami. Michnik do takich nie należy; mógł bronić się na łamach wielkiego medium, jakim jest "GW". Wybrał sąd.

Dyskusja o procesach wytaczanych przez Adama Michnika nie jest w żadnym razie dyskusją o czyichkolwiek prawach obywatelskich; nie kwestionuje się bowiem formalnego prawa (Michnika) do wytaczania procesów. Debata nad postępowaniem najsławniejszego naczelnego Polski jest w gruncie rzeczy dyskusją o dziennikarskiej przyzwoitości oraz zakresie środków wyrazu przynależnych publicystom. Dobrze by się stało, gdyby doprowadziła do wniosku, że bycie dziennikarzem-publicystą, czyli posiadanie możliwości szerokiego głoszenia własnych poglądów, jest nie tylko przywilejem, ale nakłada też pewne obowiązki i pewne prawa ogranicza. Nie z musu. Z etosu.

 

Time Shop   Blog poświęcony zabytkom Łodzi Rybowicz  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka