Ryszard Kalisz raczył stwierdzić, że konflikt PiS-PO jest oderwany od rzeczywistości i sprowadził spór Prezydenta i Tuska do walki partyjnej. W celu rozwiązania problemu zalecił wczytanie się w Konstytucję, której zamysłem, jak tłumaczy Kalisz, jest żeby prezydent i premier się wzajemnie inspirowali, powstrzymywali i sprawdzali.
Może ja mam problemy z pamięcią, ale to chyba Ryszard Kalisz właśnie, w latach 1997-2000 jako zausznik Kwaśniewskiego, swoją osobą wspierał walkę komunistycznego prezydenta z postsolidarnościowym rządem. Nie przypominam sobie, by Kalisz mówił wtedy cokolwiek o niestosowności takiego stanu rzeczy. Łatwo jednak Kalisza zrozumieć- sytuacja jego formacji wtedy a teraz... niebo a ziemia.
Zupełnie skompromitowane SLD, mimo odsieczy ze strony Unii Demokratycznej (poddanej różnym zabiegom maskującym), coraz bardziej traci poparcie, powoli zaczynając spełniać standardy, jakie spełniać musi partia, by zasłużyć na miano kanapowej. Jest to zjawisko bardzo pożądane, zarówno z punktu widzenia jakości demokracji, jak przejrzystości życia publicznego, walki z korupcją jak i zabiegów o wysokie standardy etyczne polityków. Zmiana struktury sceny politycznej z podzielonej między bezpośrednich spadkobierców zbrodniczego systemu a ludzi, którzy z tym systemem walczyli (niezależnie od ich poglądów) na scenę podzieloną pomiędzy różne frakcje tworzone przez postsolidarnościowców jest zjawiskiem niezwykle korzystnym.
Oczywiście należy zaznaczyć, że trend byłby znacznie korzystniejszy, gdyby żadne postsolidarnościowe ugrupowania (do tych nie zaliczam już UD i jej następców ze względu na zdradę, jakiej dopuściła się ta grupa zawierając ścisłą koalicję z komunistami) nie miały powiązań ze zbudowanym na komunistycznych pieniądzach i powiązaniach biznesie, a także nie dopuszczały możliwości współpracy z czerwonymi totalitarystami. Krótko mówiąc- bandyci, ich spadkobiercy i inni beneficjenci powinni być izolowani od polityki. Cieszmy się jednak z tego, co jest.
Postkomuniści, obserwując swój upadek, wierzgają i wiją się jak mogą. Nie sądzę, by mieli jakąś nadzieję, że uda im się powstrzymać odejście w polityczny niebyt- chodzi tylko o jak najdłuższe utrzymanie się na stosunkowo już nielicznych stołkach. W tym celu, oczywiście, niezbędne jest jak najdłuższe utrzymanie się w Sejmie i pobranie możliwie dużych pieniędzy z subwencji na partie, co z kolei wymaga utrzymania resztek elektoratu, na przykład poprzez wykazywanie, że tak naprawdę SLD jest czymś zupełnie innym od PiS i PO (co zresztą jest prawdą- PiS i PO nie wywodzą się ze zbrodniczej partii, żeby daleko nie szukać).
Słowa Kalisza są świetnym przykładem realizacji takiej polityki. Aż miło więc ich słuchać. Tym bardziej, że Platforma po stu dniach rządów wyprodukowała wreszcie sensowną zapowiedź o planach zaprzestania finansowania partii z budżetu. Oczywiście nie łudzę się, że są to poważne plany, ale odnotowuję zapowiedzi z zadowoleniem, choćby właśnie ze względu na nerwowe reakcje, jakie wywołują wśród postkomuny. To są właśnie tytułowe drgawki, nasilające się, kiedy komunistom przypomnieć o bliskim końcu. Bardzo lubię na nie patrzeć.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)