Ewa Milewicz definiuje dziś sytuację najkrócej: Nie wierzą Wałęsie, wierzą SB. Upraszczając obraz sceny publicznej od 80 roku i redukując go do dwóch głównych, granych na niej ról, można napisać: ofiary dawnych katów nie wierzą innej ofierze - wierzą katom.
Identyfikacja ofiary z własnym "katem" może być rozumiana jako próba zbudowania własnej tożsamości na podstawie wartości, które w konfrontacji kata i ofiary okazały się silniejsze. Budująca się w tej sytuacji negatywna tożsamość… oparta na kulcie siły, jest czymś, co daje trwałe poczucie bezpieczeństwa… *
No tak. Dawni kaci niby wyeliminowani z gry, a mają się świetnie. Można się zidentyfikować.
A że w dyskusji wokół ksiązki IPN pojawiać się zaczęło określenie starcy solidarnościowi, spojrzałam na całe zamieszanie w kategoriach pokoleniowych: walki starców - tych z pokolenia pierwszej Solidarności i z jej pierwszych szeregów z młodymi – z pokolenia, które Solidarności nie budowało albo budowało nie tak spektakularnie, a teraz korzysta z wywalczonego przez nią pola.
Z tej perspektywy oglądane zacietrzewienie młodych wygląda na próbę rozwiązania zwykłego kryzysu okresu dojrzewania, kiedy to młody musi zbudować własną tożsamość.
Sprzeczności pomiędzy różnymi lansowanymi porządkami wartości, wzajemne oskarżenia o sprzeniewierzanie się temu, co przez każdą grupę społeczną z osobna uważane jest za absolutnie słuszne, dobre i piękne, rozdźwięk pomiędzy sferą deklaracji a sferą konkretnego działania, hipokryzja, zakłamanie - wszystko to może wytworzyć w młodym człowieku przeświadczenie o względności wszelkich prawd…
Może także skłonić do wybrania tak zwanej tożsamości negatywnej, nie akceptowanej przez tę część społeczeństwa, której głos uważany jest za „obowiązujący”. Sprzyjać temu może odrzucenie przez starszego, który mówi niemal wyłącznie o tym, kim młody być nie powinien, czego mu nie wolno.
Brak alternatywy w tym miejscu powoduje chęć odwetu…, za pomocą której dorastający chce udowodnić sobie i innym, że stać go na niezależność.
A jeśli ideały wpajane przez otoczenie dorastającego są nieosiągalne (młodzi już nie stworzą Solidarności i nie zapiszą się bohatersko w walce, bo zrobili to starzy)
woli on zidentyfikować się z czymś totalnie przeciwnym. Jest to rozpaczliwe pragnienie "bycia choćby nikim" w obawie, że "będzie się nie dość kimś". Każde totalne rozwiązanie, choćby stojące w skrajnej opozycji wobec powszechnie uznawanych norm, wydaje się bardziej budujące dla dorastającego niż wszystkie społecznie aprobowane połowiczne rozwiązania.
Patrząc z tej perspektywy, mogłabym z radością zmienić tytuł mojego bloga. Naród wychodzi z piaskownicy i wchodzi w trudny okres dojrzewania.
W tym zamęcie dojrzewania są zagrożenia, bo wszystko, w co młody człowiek angażuje się, zanim odnajdzie siebie, musi zostać odrzucone jako "nie-własne”.
Oby doczekać dorosłości.
* http://www.vulcan.edu.pl/eid/archiwum/2003/03/czas.html



Komentarze
Pokaż komentarze (95)