"PO proponuje obniżenie i uproszczenie podatków (podatek liniowy bez ulg i zwolnień), czym zjednuje sobie sympatię tej nielicznej części społeczeństwa, która
z grubsza rozumie prawidła makroekonomii. Platforma usilnie jednak zapewnia, że w niczym nie uszczupli to przychodów budżetu. Ba! – wedle obliczeń partyjnych ekspertów wpływy do budżetu mają nawet wzrosnąć! A prasa, powtarzając te i inne bzdury, ani się zająknie, że podatkowa reforma, która przyniesie budżetowi zyski, to żadna liberalizacja, tylko pospolita podwyżka podatków (niższe nominalne stawki służą maskowaniu realnego wzrostu fiskalnych obciążeń)."
Jak to się dzieje, że do tej pory w środowisku konserwatywno liberalnym ile razy była mowa o obniżaniu podatków powoływano się na krzywą Laffera - model, który zakłada, że w niektórych przypadkach obniżenie podatków może spowodować podwyższenie wpływów do budżetu (stało się tak np. po cyklu reform Reagana w USA). Teraz okazuje się, że tego typu prognoza to "bzdura", bo zmniejszając stawki podatkowe musimy się liczyć z mniejszymi budżetem. Zadziwiający brak konsekwencji. Jak to mówią "kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada" - niech teraz tylko jakiś dziennikarz "NCzasu" wspomni coś o krzywej Laffera...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)