
Ten potwór, islamski terrorysta i lider islamskich fanatyków już nigdy nikogo nie zabije, ani nie zrani
Dzięki akcji amerykańskich sił specjalnych i CIA, wczoraj 1 maja 2011 roku zginął zbrodniarz Osama ibn Laden, który odpowiada za śmierć tysięcy ludzi, za rany i kalectwo dziesiątek tysięcy, za ból po stracie bliskich i strach milionów. Działalność tego terrorysty oznaczała rozlew krwi od Maroka po Pakistan, rzezie, wojny i nienawiść islamu do zachodniego świata, do Wolnego Świata. Jego ludzie mordowali, porywali, torturowali, niszczyli. Za jego wiedzą i na jego rozkaz. Podkładali bomby w Arabii Saudyjskiej, na Bali, w Pakistanie, Afganistanie, Iraku, Maroku, w Madrycie i Londynie. Jak każdy normalny człowiek gardziłem tym islamskim Che Guevarą, który w imię obłąkanej ideologii był gotów dokonywać ludobójstwa. Na pogardę zasługują też ci, którzy wybielali bin Ladena i jego zbrodniczą al-kaidę, islamiści i ich sojusznicy lewacy. Ci wszyscy, którzy bredzili, że zamachy z 9/11 to dzieło CIA, administracji Busha albo Mosadu, że al-kaidę stworzyli Amerykanie, że wojna z terroryzmem to kłamstwo i zbrodnia, a Guantanamo to obóz koncentracyjny. Tacy ludzie godni są najwyższej pogardy, bo de facto wspierali (nawet jeśli nieświadomie) zabitego wczoraj terrorystę. Natomiast wielki szacunek i uznanie należy się tym, którzy przez wiele lat, z poświęceniem i nierzadko z narażeniem życia robili wszystko, by nie powtórzyły się ataki z 11 września, a bin Laden i jego ludzie ponieśli zasłużoną karę. Tymi ludźmi byli żołnierze koalicji międzynarodowej w Afganistanie i Iraku, zwłaszcza amerykańscy, funkcjonariusze wywiadów, zwykli obywatele. To dzięki nim życie zbrodniarza ibn Ladena zakończyło się.
polish_allied


Komentarze
Pokaż komentarze (5)