http://kontrowersje.net/do_rzeczy_czyli_lokowanie_produktu_zdroworozs_dkowym_smole_skiem
Moim zdaniem, Kurka trafił dość blisko, ale jednak bliżej dziesiątki, niż zera (chodzi o tarczę strzelniczą, rzecz jasna). Łatwo przecież zauważyć, że okopanie się na pozycjach centrowych to nie przyczyna, lecz REZULTAT. Na początku "Do rzeczy" szedł różnymi ścieżkami, ale odkąd dostał dofinansowanie od wydawcy "Wprost", po prostu musiała się linia redakcyjna ułożyć blisko pieniędzy. Brutalnie mówiąc - pan płaci, pan wymaga. To raczej oczywista oczywistość; nieprawdaż? ...
Po drugie - jakość, której Matka-kurka jakoś nie zauważa. "Do rzeczy" wystartowało zgodnie z bitlesowską zasadą "with a little help from my friends" (no, z niewielkim naddatkiem kochanek), więc pismo jest upiornie siermiężne. Po taniości poszli, po taniości ... To musiało się odbić na poziomie, który kilkakrotnie recenzowałam, a który uplasował się w okolicach stanów niskich i tuż poniżej średnich. Opisywał to już London, przedstawiając nam postać Martina Edena, który swoich świetnych artykułów nie mógł nigdzie zamieścić, bo wszystko obrabiali "redaktorzy".
Po trzecie - do "Do rzeczy" przeszły gwiazdy, a do "Sieci" trafiły raczej pióra drugorzędne. A nie ma nic gorszego, niż podstarzali gwiazdorzy, którzy już wyprztykali się z najlepszych pomysłów, a jednocześnie - z óżnych względów - właśnie teraz konsumują owoce swojej byłej świetności. Za to Karnowscy to młodość - cyniczna, wyrachowana i zdesperowana. Trafniej wyczuli target i konsekwentnie w niego celują. Bez pardonu zajeżdżają patriotyzm i smoleńsk, w tej najbardziej kiczowatej wersji. Postawili też na gwiazdy w kuchni - jakieś aktorki i aktorzy, tudzież aktoreczki i aktorzyny, opowiadają o swoich smakach. Ludzie to lubią. Mazurek z pazurem opowiada o winach, a jakaś Anna Monicka - znów mi nieznana - całkiem przytomnie pisze o kuchni, choć czasem przeokropnie bredzi - ale i tak jest o trzy klasy lepsza od "Do rzecznego" Semki i Lewina.
No, i w dodatku "W sieci" zainwestowały w program telewizyjny, co - jak dla mnie - jest pomysłem chorym, ale ludziom chyba się spodobało.
Oczywiście, ja bardzo żałuję, że już od dawna nie mogę kupować "Do rzeczy". Jestem nałogowym czytelnikiem, więc żal mi, że "Uważam że" i "Do rzeczy" są nie do czytania. No, ale trudno ... Skoro nie chcieli skorzystać z moich dobrych rad ...
Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)