Animela Animela
835
BLOG

Matka-kurka o "Do rzeczy", to ja też - a co!

Animela Animela Rozmaitości Obserwuj notkę 3
           Matkę-kurkę lubię czasem czytać, bo ma człowiek - od czasu do czasu - niegłupie przemyślenia. Nie zawsze, a nawet - niezbyt często, ale zdarzają mu się też dobre teksty: myślę tu głównie o "Rządzą nami dwa ruskie (...)". Dalej nie cytuję, bo za to autora ukrywają. To, co mnie najbardziej od Kurki odstręcza, to styl, ale i beze mnie ma bloger sporo wielbicieli - a życzę jeszcze więcej.
            W tym tekście (proszę przeczytać, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił) Matka-kurka pochylił się z troską nad spadającymi nakładami "Do rzeczy", i zdiagnozował to jako usytuowanie się pisma w rozkroku, czyli centrowo, innymi słowy - nijako. Tłumaczy to bloger pozycjonowaniem się tygodnika "zdroworozsądkowym Smoleńskiem", w czym rzekomo główną rolę odegrał publicysta Rafał A. Ziemkiewicz, a dopiero potem - naczelny Lisicki.
 

  http://kontrowersje.net/do_rzeczy_czyli_lokowanie_produktu_zdroworozs_dkowym_smole_skiem

            Moim zdaniem, Kurka trafił dość blisko, ale jednak bliżej dziesiątki, niż zera (chodzi o tarczę strzelniczą, rzecz jasna). Łatwo przecież zauważyć, że okopanie się na pozycjach centrowych to nie przyczyna, lecz REZULTAT. Na początku "Do rzeczy" szedł różnymi ścieżkami, ale odkąd dostał dofinansowanie od wydawcy "Wprost", po prostu musiała się linia redakcyjna ułożyć blisko pieniędzy. Brutalnie mówiąc - pan płaci, pan wymaga. To raczej oczywista oczywistość; nieprawdaż? ...

            Po drugie - jakość, której Matka-kurka jakoś nie zauważa. "Do rzeczy" wystartowało zgodnie z bitlesowską zasadą "with a little help from my friends" (no, z niewielkim naddatkiem kochanek), więc pismo jest upiornie siermiężne. Po taniości poszli, po taniości ... To musiało się odbić na poziomie, który kilkakrotnie recenzowałam, a który uplasował się w okolicach stanów niskich i tuż poniżej średnich. Opisywał to już London, przedstawiając nam postać Martina Edena, który swoich świetnych artykułów nie mógł nigdzie zamieścić, bo wszystko obrabiali "redaktorzy".  

             Po trzecie - do "Do rzeczy" przeszły gwiazdy, a do "Sieci" trafiły raczej pióra drugorzędne. A nie ma nic gorszego, niż podstarzali gwiazdorzy, którzy już wyprztykali się z najlepszych pomysłów, a jednocześnie - z óżnych względów - właśnie teraz konsumują owoce swojej byłej świetności. Za to Karnowscy to młodość - cyniczna, wyrachowana i zdesperowana.  Trafniej wyczuli target i konsekwentnie w niego celują. Bez pardonu zajeżdżają patriotyzm i smoleńsk, w tej najbardziej kiczowatej wersji. Postawili też na gwiazdy w kuchni - jakieś aktorki i aktorzy, tudzież aktoreczki i aktorzyny, opowiadają o swoich smakach. Ludzie to lubią. Mazurek z pazurem opowiada o winach, a jakaś Anna Monicka - znów mi nieznana - całkiem przytomnie pisze o kuchni, choć czasem przeokropnie bredzi - ale i tak jest o trzy klasy lepsza od "Do rzecznego" Semki i Lewina. 

             No, i w dodatku "W sieci" zainwestowały w program telewizyjny, co - jak dla mnie - jest pomysłem chorym,  ale ludziom chyba się spodobało.

            Oczywiście, ja bardzo żałuję, że już od dawna nie mogę kupować "Do rzeczy". Jestem nałogowym czytelnikiem, więc żal mi, że "Uważam że" i "Do rzeczy" są nie do czytania. No, ale trudno ... Skoro nie chcieli skorzystać z moich dobrych rad ...

             Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!

 

 

 

 

            

 

 

 

Animela
O mnie Animela

Jestem człowiekiem - przynajmniej się staram.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości