Co to jest beton – wiadomo. Taki jak pezetpeenowy, ale kolejowy. Oscylator to (za Wikipedią) urządzenie lub układ fizyczny wykonujący ruch drgający. Choć nie tylko.
Pierwsze użycie tytułowego określenia na pewnym forum zbiegło się w dziwny sposób ze zdemaskowaniem mojej skromnej osoby w komentarzach na innej stronie. W kilkanaście godzin później. Kto wie, czy nie lepiej by było jakbym został przy ówczesnej prowokacyjnej ksywce i se w niewyszukany sposób do dzisiaj pod nią ujadał. Za zaplutego karła reakcji robił. Niestety po wykonaniu mi comming out’u okazało się, że nie jestem ani wynajętą czarnopijarową agencją, ani zrestrukturyzowanym, skomercjalizowanym bądź sprywatyzowanym kolejarzem. Ani nawet, że ze zleceń dla kolejowego półświatka żyję. Okazało się, że jestem zwykłym, wiejskim informatykiem. Mocno poirytowanym zabraniem ukochanego środka transportu jakim jest żelazna kolej.
Ponieważ karty zostały położone na stole poczułem się w obowiązku. Na poszczególne zdania nowelizacje rozkładać, pieczołowicie ogólnodostępne dane w Excela i Calca (dla pewności) wklepywać, wypowiedzi z sejmowych komisji, obrad plenarnych i autoryzowanych wywiadów zestawiać. Poczułem się w obowiązku być upierdliwym w konstruktywny, oparty na materiałach źródłowych sposób. No nie miałem innego wyjścia.
Pierwsze użycie tytułowego określenia odbyło się w kontekście mechanizmu wpuszczania do kolejowego obiegu połowy z czterech miliardów z nowelizacji sprzed dwóch lat oraz konstatacji, że najprawdopodobniej można było przekazać Przewozy Regionalne marszałkom bez części poniesionego wysiłku finansowego. Wystarczyło skonsolidować PKP Przewozy Regionalne (100% udziałów posiadało PKP S.A.) z PKP S.A. a następnie podzielić spółkę z pozycji właściciela i też mieć dwie. W tym jedną do przekazania samorządom. Postanowiono jednak, że Skarb Państwa odkupi od spółki będącej jego własnością część jej majątku. Można było i tak. Zwłaszcza, że kolejowy holding dramatycznie potrzebował żywej gotówki.
Jednego jednak nie rozumiem. Podczas debaty w Sejmie poseł Zbigniew Rynasiewicz, w oświadczeniu klubowym, powiedział między innymi:
(…) Następna kwestia dotyczy zadłużenia spółki PKP SA, które w tej chwili wynosi 5600 mln zł, i stworzenia mechanizmu, który umożliwi rozpoczęcie procesu oddłużania tej spółki. (…)Ten mechanizm pozwala wreszcie rozpocząć proces oddłużania, który jest konieczny. (…)
Proszę zwrócić uwagę: „rozpoczęcie procesu”, „rozpocząć proces”. To na co zostały przeznaczone dwa miliardy złotych, które dostało PKP S.A. przy poprzedniej nowelizacji, „spłacone” całością udziałów w Przewozach Regionalnych oraz częścią udziałów w Polskich Liniach Kolejowych? Przecież tamtą nowelizację uchwalała ta sama koalicja. Na wniosek tego samego rządu.
W tej samej debacie poseł Wiesław Szczepański zwrócił uwagę na inną, umykająca mainstreamowi, sprawę:
(…)Dziś do PKP PLK rząd zamierza wnieść, a zatem podnieść kapitał, nowe składniki majątkowe, czego dotychczas nie przewidywano. Jest to 100% udziałów w spółce Szkolenia i Doradztwo, majątek obecnej Kolejowej Medycyny Pracy, po 20% udziałów spółek energetyka i telekomunikacja. (…) Ustawa po zmianach komisji przewiduje, że w latach 2010–2014 PKP otrzyma tytułem wykupu przez Skarb Państwa akcji PLK-i kwotę ok. 3 mld zł. Obecnie kapitał zakładowy PLK-i to 11,5 mld, a PKP posiada w niej 43% udziałów, a więc ok. 5 mld. Udział PKP w związku z wnoszeniem nowych aportów do PLK-i będzie wzrastał. Rodzi się zatem pytanie: Ile będzie wynosił, panie ministrze, w roku 2014? (…)
Podpowiadam posłowi: jak się okaże że za mało, będzie można wnieść trochę udziałów powstającego „Dworca Polskiego”. To przecież naturalne, żeby zarządca infrastruktury był powiązany kapitałowo z zarządcą pierwszego i ostatniego z infrastrukturą kontaktu.
Jak widać proces zbywania przez PKP S.A. majątku ruszył z kopyta. Szkoda, że nabywa go głównie Skarb Państwa.
Aktualna nawijka jest taka, że Skarb Państwa będzie odkupywał od PKP S.A. akcje PKP PLK S.A. o nieustalonej bliżej, na co zwrócił uwagę poseł Szczepański, wartości. Wykupywał za pomocą Funduszu Kolejowego, którego realnymi przychodami są – jak na razie – 20% odpisy z opłaty paliwowej. Czy skapnie coś jednak na utrzymanie kolejowej infrastruktury dopiero się okaże. Pewnie na najbliższym posiedzeniu Sejmu.
Przy czym, z tego też warto sobie zdawać sprawę, oddłużanie „spółka mater” najprawdopodobniej doprowadzi do zwiększenia zadłużenia zarządcy infrastruktury. Pieniądze na wkład własny do unijnych projektów skądś będzie trzeba wziąć. Powiedzmy, że taniej, bo z EBI. Wynik jednak będzie taki, że Skarb Państwa będzie bezpośrednim właścicielem dwóch spółek, z czego jednej zadłużonej. W stanie na dzisiaj – w pewnym uproszczeniu – jest bezpośrednim właścicielem jednej. Zadłużonej.
Policzmy na szybko: 500 osób chcących się przemieścić z Katowic do Warszawy wsiada w 125 samochodów, które spalają łącznie 3 000 litrów benzyny. Przy obowiązującej w bieżącym roku stawce 119,82 zł za 1000 litrów, z tytułu opłaty paliwowej wpływa 359,48 złotych. 20% z tego, czyli 71,82 do Funduszu Kolejowego. Na spłatę długów. Kolei.
Te same 500 osób wsiada w pociąg, za którego przejazd na trasie Katowice – Warszawa zarządca infrastruktury inkasuje 3 344,46 złotych. Na utrzymanie. Kolei. Tylko proszę nie mówić, że nie jeżdżą, bo nie płacą. Wyjaśniałem już dlaczego nie płacą. I to nie raz.
Nie mogę pojąć dlaczego, pomimo prawie 50-cio krotnej różnicy, marketingowy oraz rozkładowy przekaz, reformującej się, restrukturyzującej i komercjalizującej kolei, brzmi od 10-ciu lat niezmiennie:
Obywatelu, wybierając samochód zamiast pociągu, wspierasz polską kolej.
Głupie? Głupie. Ale nie ja to wymyśliłem. Nie ja podrzynam gałąź na której wy wszyscy wspólnie siedzicie. Ja nie siedzę. Nie mam pociągów.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)