Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina
301
BLOG

Oszczercza, kłamliwa insynuacja znanej krakowskiej blogerki

Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina Rozmaitości Obserwuj notkę 29

Na blogu, który nazywam sobie prywatnie Blogiem imienia Wandy Wasilewskiej, autorka była (nie)uprzejma oświadczyć (streszczam), że każdy mój post i komentarz z pisowskich gotowców pochodzi, że niesamodzielnie myślę.

 

Wykazać, że popularna krakowska blogerka mija się z prawdą nie jest trudno. Ot, choćby tekst o soczku malinowym, uprawie ryżu, przedmiotowym potraktowaniu krzywdy dziecka w publicznej telewizji, śmieciach, czy chłodniku. Że o pokaźnej dawce kolejowych notek nie wspomnę. Ponieważ pod niektórymi są moje komentarze - oczywiste jest, że druga wyróżniona część jest również nieprawdziwa.

Tyle, że nawet wykazywać nie trzeba. Chwilę później dowiedziałem się, że popularna krakowska blogerka nie jest uprzejma na mojego bloga zaglądać. Udowadniając tym samym, że jeżeli uważa się za Wernyhora (sorry, ale taka forma gramatyczna mi wyszła :o) współczesnego liberalizmu stosowanego, to się raczej mija z powołaniem...

Tak czy inaczej wyrażoną opinię traktuję jako oszczerczą, kłamliwą insynuację. Tym bardziej, że w prosty sposób można było ją wcześniej zweryfikować.

 

Nie jest mi oczywiście w żaden sposób przykro, że w ten sposób zostałem podsumowany. To jest nawet zabawne. Ponieważ jakby mi ktoś trzy lata temu powiedział, że nie będę (delikatnie mówiąc) przepadał za Platformą - popukałbym się w czoło. Traktuję dzisiejszą wymianę (nie)uprzejmości jako pretekst do zastanowienia się nad niewątpliwym fenomenem jakim jest aktywność znanej krakowskiej blogerki.

Chociaż nie tylko jej aktywności fenomenem. W pojedynczym przypadku można by zamknąć temat określeniem polityczni groupies i zapomnieć o sprawie. Niestety większość proplatformianej/antykaczystowskiej aktywności z kilku ostatnich miesięcy ogniskuje się wokół nieustannego prowokowania i punktowania emocjonalnych reakcji na te prowokacje. Zastanawiam się w jakim celu.

Nie mam pomysłu ocokaman, którego broniłbym jak niepodległości. Potrzeba przykrycia aktualnych decyzji dotyczących budżetu czy gospodarki wszystkiego nie wyjaśnia. A w skuteczność przejmowania głosów (bo o to przecież powinno chodzić...) metod opartych na czerpaniu z oceanu hipokryzji po prostu nie wierzę.

Jedyne racjonalne wyjaśnienie, jakie w chwili obecnej znajduję, to zniechęcenie ludzi do brania udziału w polityce. W taki sposób w jaki większość może wziąć udział, czyli w wyborach. Ważnych wyborach, ponieważ to właśnie udział w samorządowych władzach wszystkich szczebli decyduje o bezpieczeństwie politycznego zaplecza.

 

Na razie jestem spokojny. Skuteczność stosowania gnoju użyźniającego politykę, okazała się w przypadku matecznika znanego lubelskiego posła (jak dla mnie) zadowalająca. Na razie zastanawiam się jakiej związanej z produkcją rolną metafory użyć w stosunku do kogoś innego.

Ponieważ chodzi o osobę, która - jak można odnieść wrażenie - w takim rodzaju uprawiania polityki nie widzi nic złego, metafora spokojnie może być agrarna. Jednak ze względu na moje poczucie estetyki - nie powinna być zbyt dosadna. Zresztą zbyt proste by to było.

Skojarzona w pierwszej chwili polityczna glebogryzarka niestety nie pasuje. Nie ta kolejność zabiegów wynikająca z agrotechnicznej sztuki. Snopowiązałka - też nie bardzo. Z wyrafinowaniem mi się jakoś kojarzy. Może młockarnia?

 

Tak, młockarnia. Zwłaszcza, że właśnie ta maszyna oddziela ziarno od plew.

»... Jednym z Polokoktowców jest Olgierd Jedlina, redaktor pisma "Pasikonik", żyjący spokojnie w swoim poukładanym świecie z narzeczoną Ewą. Jego spokój burzy schwytanie jego przyjaciela Adasia przez agentów Kilkujadka. Adasiowi udało się samodzielnie stworzyć formułę Kingsajzu, co może przynieść Polokoktowcom trwałe bezpieczeństwo, jednak dla Adasia staje się przyczyną zguby...« (http://www.zgapa.pl/zgapedia/Kingsajz.html)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Rozmaitości