Tu Cię mam! – pomyślałem sprawdzając ile lat miał fruwający ornitolog, jak się w 1990 z Lechem Wałęsą zgadzał. O kurde! – pomyślałem po sekundzie – przecież miałem wtedy ledwo dwa lata mniej.
I doszedłem do wniosku, że pokolenie ówczesnych dwudziestolatków w sumie najgorzej na dokonującej się wtedy transformacji wyszło. Byli(śmy!) wystarczająco starzy, by rozumieć co się wokół dzieje, jednak zbyt młodzi, by wziąć bezpośredni udział w braniu tego wszystkiego we własne ręce.
To zrobili ówcześni 30-to i 40-to latkowie. Zostawiając nam, szczeniakom (p)oddanie się kultowi japiszonizmu. Oni dzisiaj mają lat 50–60, czyli dość siły i jeszcze więcej determinacji, żeby dotrwać do emerytury. A za te 10 czy 15 lat o wiele lepiej do przejęcia pałeczki przygotowani będą dzisiejsi 20-to i 30-to latkowie.
I my to wiemy lub co najmniej czujemy. Nie ufajcie dzisiejszym czterdziestolatkom. To ludzie, którzy urodzili się o 10 lat za wcześnie. Lub o 10 lat za późno☺



Komentarze
Pokaż komentarze