3 obserwujących
24 notki
71k odsłon
  4001   0

Ustawa Wilczka, czyli szczęki z bazaru

Bazar i hale targowe pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, rok 1994. Fot. PAP
Bazar i hale targowe pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, rok 1994. Fot. PAP

Z krajów bloku wschodniego Polacy przywozili złoto, buty, rajstopy, swetry, kożuchy, pachnące mydełka „Fa”, gumy do żucia Wrigley’s, czekoladę czy nawet pieprz. Nie tylko stamtąd – słynne były tureckie swetry i kożuchy, które w kraju szły jak woda. Wielu Turków nauczyło się wręcz podstaw języka polskiego. W książce „Na saksy i do Bułgarii. Turystyka handlowa w PRL” Jan Głuchowski zamieszcza zdjęcia witryn tureckich sklepów z napisami: „Futra – Kożuchy – Karakuły – Norki – Kozy, duży wybór, obsługa w języku polskim”.

I teraz, dzięki ustawie Wilczka, ta obrotność Polaków wybuchła ze zdwojoną siłą. Ruszyli po elektronikę, papierosy, pastę do zębów, proszki, płyny czyszczące czy cokolowiek – brakowało wszystkiego. Sprowadzali z Niemiec już dość stare, ale dotąd nieosiągalne samochody.

Kiedy więc Sejm 29 grudnia 1989 r. wykreślał z konstytucji PRL i zastępował ją III RP, to de facto od roku istniała już Rzeczpospolita Polska szczękowa. Nazwana tak od tzw. szczęk – czyli metalowych, rozkładanych stoisk na bazarach, zamykanych na noc. To była bardziej zaawansowana forma handlu, bo na ulicach towary rozkładano na kocach czy łóżkach polowych.

Sprzedawali co się da, od książek „Droga do wolności” Lecha Wałęsy i powieści sensacyjnych Roberta Ludluma. Przez kasety pirackie (wtedy nikt tego nie ścigał) z muzyką filmową Ennio Morricone (z „Misją” na czele), czy Michała Lorenca do opartego na faktach filmu Macieja Dejczera „300 mil do nieba”, o ucieczce dwóch chłopców z PRL, a potem muzyki i kaset wideo z „Psami” Władysława Pasikowskiego, w których byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa tworzą gangstersko-biznesową rzeczywistość lat 90. Po suszarki, dziwne urządzenia, magnetowidy VHS.

Dwa i pół miliona przedsiębiorstw w rok

bazar pod PKiN, szczęki
"Szczęki" na bazarze przed Pałacem Kultury i Nauki, 1991. Fot. PAP

Nigdy później prowadzenie biznesu nie przychodziło tak łatwo. To dzięki kapitalizmowi szczękowemu transformacja ustrojowa się udała – nie strategie polityczne, a zwykli Polacy odnieśli sukces. Gospodarka – pomijając skutki drapieżnej prywatyzacji – rosła co roku o kilka procent. A ci, którzy nie załamali się po likwidacji ich zakładów pracy i byli wystarczająco obrotni, kupowali i odsprzedawali.

– Na podstawie tej ustawy w pierwszym roku – 1989 – powstało 2,5 mln przedsiębiorstw, a w następnym kolejny milion. To było coś nieprawdopodobnego. Nawet ja byłem zaskoczony – opowiadał Wilczek.

Słynny Stadion X-lecia – otwarty z pompą 22 lipca 1955 r. w 11. rocznicę Manifestu Lipcowego, który był świadkiem komunistycznych imprez sportowych i dożynek, ale też w 1968 samospalenia Ryszarda Siwca w proteście przeciwko inwazji wojsk bloku wschodniego na Czechosłowację – paradoksalnie zamienił się w symbol kapitalizmu. Powstał tu słynny „Bazar Europa”, gdzie handlowało naprawdę pół kontynentu i nie tylko tego, czyli gdzie znów – wśród gór towaru i brudu – działa się historia. Dał zatrudnienie tysiącom handlarzy i producentów, którzy dostarczali tam towary.

Gigantyczne targowisko powstał też pod Domami Towarowymi Centrum i pod darem Józefa Stalina – Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. A także w przejściach podziemnych do „pomnika Karwowskiego” – Dworca Centralnego. Może i śmierdziało, ale były tam ciuchy tureckie, chińskie i hinduskie, jakich wcześniej nie było, espadryle, czy najlepsze papierosy świata, sprzedawane nawet na sztuki: kultowe Lucky Strike’i i Camele bez filtra, długie babskie Pall Malle, Eve, Dumonty. Nic tak dobrze nie smakowało palaczom, dotąd krztuszącym się Popularnymi, Wiarusami czy Zefirami.

To był czas marzycieli, mający tysiące pomysłów na biznes i realizujących je. Z tych łóżek i szczęk, z wyjazdów na Zachód z garścią dolarów, powstawały fortuny już całkiem niemałe. Marki, znane dziś nie tylko w Polsce. Dariusz Miłek, były członek klubu kolarskiego Górnik Polkowice, też miał stragan na bazarze w Lubinie. Po 1989 r. stworzył znaną marką obuwniczą. Dziś jest właścicielem fabryki, ale też Cuprum Arena w Lubinie, pałaców w Chróstniku i Łącku. Zygmunt Solorz-Żak sprowadzał do Polski stare samochody zanim rozkręcił Polsat, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce Roman Karkosik prowadził bar i fabrykę napojów, potem przewodów i kabli i butelek typu PET. Na zmiany na rynku ci domorośli przedsiębiorcy reagowali błyskawiczne.

Kapitalizm, którego nikt nie chciał

Mieczysław Wilczek w 2007 r. przypominał, że w owych latach 80. XX wieku nikt, nawet „Solidarność”, nie chciał wprowadzania kapitalizmu: – Oni wszyscy chcieli socjalizmu z ludzką twarzą. Jak ja im mówiłem, że taki socjalizm musi mieć zawsze gołą „d...”, to się wszyscy uśmiechali niedowierzająco. Wtedy nie mówiono o prywatyzacji, tylko o akcjonariacie pracowniczym. Ja mówiłem: dobrze, zgadzam się na akcjonariat pracowniczy, bo potem te wszystkie fabryki sprzedam spod młotka, bo one zbankrutują, bo im niepotrzebny jest udział pracowników, tylko pieniądze. Ale w ogóle prywatyzacji nie zakładałem. Ja zakładałem, że powstaną nowe firmy, bo te stare są do luftu i nie ma co topić w nich pieniędzy.

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka