Co miesiąc redakcje, dla których pisuję, muszą wysyłać mi rachunki. Na papierze i za pomocą Poczty Polskiej, bo takie są przepisy.
Listonosz wrzuca mi te listy do skrzynki, a ja od razu przepuszczam je przez niszczarkę, bo wszystkie dane i tak mam na swoim koncie bankowym.
A mój sąsiad co miesiąc dostaje pocztą emeryturę. Konta nie założy, bo nie. Takich jak on jest kilka milionów, ale tu akurat przepisy są łagodne i nie ma obowiązku posiadania konta dla wszystkich pobierających świadczenia.
Poczta Polska zatrudnia prawie sto tysięcy osób i utrzymuje ponad osiem tysięcy placówek. Zobowiązuje ją do tego ustawa sejmowa. W miastach jeden urząd pocztowy musi wypadać na 7 tysięcy mieszkańców, a na wsiach – na 85 km kwadratowych. Rozwój telefonii komórkowej i internetu sprawia, że liczba klientów poczty szybko maleje. Poczta trzyma się wyłącznie z powodu bezwładu przepisów i monopolu na listy ważące mniej niż 50 gramów, które stanowią 75 procent wszystkich przesyłek. A ogromna większość z nich to listy urzędowe, które można by wysyłać elektroniczne. Do tego jednak potrzebna jest zmiana przestarzałych przepisów.
Poczta – opornie, ale mimo wszystko – dostosowuje się do nowych realiów. Redukuje zatrudnienie, a nierentowne urzędy zastępuje agencjami w hipermarketach czy na stacjach benzynowych. Monopol na listy do 50 gramów ma się skończyć w 2013 roku i wtedy powinny zadziałać mechanizmy konkurencji. O ile politycy nie rzucą się do obrony, bo przecież, panie, poczta to jeden z atrybutów naszego bytu państwowego.
A nawet jak politycy odpuszczą, to są jeszcze związki zawodowe. One na pewno będą się bronić jak Rosjanie pod Stalingradem.
Dlatego proponuję rozwiązanie pokojowe. Niech Sejm wszystkim pracownikom Poczty Polskiej uroczyście zagwarantuje zatrudnienie aż do emerytury i jednocześnie zwolni ich z obowiązku świadczenia pracy. I niech zmieni przepisy tak, aby urzędowe pisma mogły być przesyłane e-mailami i esemesami. A to, co musi zostać na papierze, niech przesyłają prywatne firmy. I tak wyjdzie to taniej, niż jest w tej chwili. A jak już ostatni pocztowiec przejdzie na zasłużoną emeryturę, to się nakręci o tym film pod tytułem „Zwycięzcy Poczty Polskiej”.
Jerzy Skoczylas



Komentarze
Pokaż komentarze (3)