Źródło: www.klasyczna.polskajazda.pl
Źródło: www.klasyczna.polskajazda.pl
Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens
563
BLOG

Polska samochodem stoi - polski design w europejskich markach

Polska.Ma.Sens Polska.Ma.Sens Gospodarka Obserwuj notkę 3

Kobieta mówi do męża:


- Już trzy miesiące zastanawiasz się, jaki kupić samochód, a mnie zaproponowałeś małżeństwo już w trzecim dniu znajomości!


- Ależ kochanie. Kupno samochodu to poważna sprawa.



Dowcip? Może gdzieś na Zachodzie. Na przykład w Berlinie, gdzie na mieszkańca przypada mniej statystycznego samochodu niż w Krakowie. U nas motoryzacja to sprawa jak najbardziej poważna, skupiająca uwagę większości mężczyzn. Imć błazen Stańczyk udowodnił kiedyś, że prawie wszyscy Polacy znają się na medycynie. Dzisiaj bez trudu udowodniłby, że prawie wszyscy mężczyźni znają się na autach i motoryzacji.
 


Ileż namiętności i sporów potrafi wywołać ten temat! Wystarczy wejść na jakiekolwiek samochodowe forum dyskusyjne, a będziemy świadkami namiętnych i zażartych sporów o przewagach „Niemców” nad „Francuzami”. Na innych portalach znajdziemy peany i treny wielbicieli konkretnej marki. Na jeszcze innych - poważne opracowania historyczne, tyczące najczęściej niespełnionych szans polskiego przemysłu motoryzacyjnego i naszej myśli technicznej. Nie można też pominąć tekstów o upadku polskiego przemysłu samochodowego. Przecież
 produkowaliśmy kiedyś Jelcze i Syrenki, a teraz co? Ano teraz, śmiem twierdzić, kondycja polskiej motoryzacji jest lepsza niż kiedykolwiek. Odważna teza? Właśnie nie. Raczej oczywista, co postaram się udowodnić.



Nie zamierzam się rozpisywać na temat zmian strukturalnych w polskiej gospodarce w ostatnich 20 latach. Nadmienię jedynie, że wolę małe stocznie, produkujące wyspecjalizowane produkty w realnym rachunku ekonomicznym, niż molochy, których zysk pochodzi z niejasnych operacji finansowych, w których najważniejszą rolę odgrywa państwowa dotacja. Podobnie jest z fabrykami samochodów. Może i lepiej, by pozostały w polskich rękach. Tyle że gdyby zarządzane były tak jak były i produkowały samochody, które były przestarzałe już wtedy, gdy zjeżdżały z fabrycznej taśmy, nie mielibyśmy co szukać w świecie. I to nie tylko tym cywilizowanym.


A że nie mamy swojej dużej marki samochodowej? Jest kilka krajów w Europie, i to bogatszych od naszego, które też nie mają i nie burzy to spokoju ich narodowego snu. Tym bardziej, że produkujemy w Polsce całkiem sporo aut. Już nie na licencjach, ale w fabrykach zagranicznych właścicieli. Co więcej, to właśnie ta produkcja wystarczy, by rozwiać nasze narodowe kompleksy. Samochody z Polski świetnie się bowiem sprzedają. Nie tylko dlatego, że z naszych rąk wychodzą takie hity jak
 Fiat „pięćsetka”, ale także dlatego że, i tu uwaga, są bardzo dobrej jakości (!). 


W kraju, w którym bylejakość jest ciągle istotą składową myślenia wielu ludzi, ta jakość jest zupełnie nową jakością. Prawdopodobnie była to także przyczyna tego, że ostatni kryzys ekonomiczny polski przemysł motoryzacyjny zniósł najlepiej ze wszystkich krajów europejskich. Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA) w raporcie za rok 2009 ogłosiło, że produkcja aut osobowych w UE spadła w tamtym okresie o 13 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Jednak w Polsce ten spadek wyniósł tylko 2,7 proc. W liczbach bezwzględnych było to 13,4 mln. sztuk w UE, do 819 tys. w Polsce. Dzięki temu Polska utrzymała szóstą pozycję wśród producentów aut osobowych. Produkujemy ich więcej niż Włosi!
 


Jeszcze większe sukcesy w czasie kryzysu odniosły polskie fabryki autobusów. W 2009 r. produkcja autobusów w państwach UE zmalała o 12 proc. Tymczasem w Polsce ich produkcja wzrosła o 5,5 proc. To najlepszy wynik w Europie. Poza nami tylko Szwedom udało się utrzymać wzrost produkcji. Dzięki temu Polska umocniła się na trzecim miejscu wśród producentów autobusów w Europie. Mało? To dodajmy, że spora część tej produkcji to absolutnie polskie konstrukcje, absolutnie
 polskiej firmy Solaris.


Co więcej, firma jest nie tylko polska, ale na dodatek rodzinna. Jak możemy przeczytać na stronie internetowej Solarisbus, Krzysztof Olszewski, założyciel przedsięwzięcia, po 15 latach pracy w niemieckim Neoplanie postanowił rozwinąć zdobyte doświadczenia. Tak oto w podpoznańskim Bolechowie powstał zakład, a wkrótce fabryka, którą jak dotąd opuściło ponad 7000 tys. pojazdów. Brzmi to niewinnie i słodko, ale przecież każdy potrafi sobie wyobrazić złożoność całego przedsięwzięcia. Bo pewnie już nie każdy potrafi sobie wyobrazić, jak trudny i wymagający to rynek. Jeśli więc autobusy Solaris jeżdżą w 22 krajach europejskich, nie mówiąc już o Dubaju czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich, to spełnia się sen o polskim przemyśle motoryzacyjnym.
 
W dodatku spełnia się on nie tylko w sferze produkcji, ale także myśli technicznej. To, że Solarisy nie ustępują jakościowo i technologicznie renomowanej konkurencji to jasne, skoro zdobyły już tyle rynków. Ważne jest jednak to, że firma potrafi być innowacyjna w skali europejskiej. To właśnie Solaris przedstawił w 2006 roku pierwszy na naszym kontynencie prototyp ekologicznego autobusu o napędzie hybrydowym. W obliczu powyższych faktów nie dziwi, że firma rozpoczęła produkcję tramwajów. Co więcej, będą one jeździć nie tylko po polskich, ale także niemieckich torach. A niemiecki rynek uchodzi przecież za jeden z najtrudniejszych w Europie. Wszystko to pokazuje rozmiar sukcesu firmy z Bolechowa.


http://www.solarisbus.pl/biuro_prasowe,spoty.html

Sukcesu na skalę międzynarodową. Naszego. Polski. Ale jakby ciągle mało doceniony. Rozpoznany w gronie specjalistów i pasjonatów. No cóż, autobus, choćby najdoskonalszy i największy, nie rozbudzi wyobraźni tak, jak jakikolwiek mały sportowy samochodzik.
 


To właśnie takie auta są najważniejsze dla przeciętnych miłośników motoryzacji. Mamy w takim razie coś dla nich. Na początek coś wręcz sensacyjnego, czyli prawdziwy polski super samochód. Pojazd z rodzaju tych, o których mali i duzi chłopcy śnią po nocach i na widok którego drżą im łydki z podniecenia. Cóż tu dużo mówić! Każdy, kto dotknął lub wsiadł do, dajmy na to, Lamborgini, wie co to znaczy. Teraz mamy takie coś u siebie i od nas!
 
9 czerwca w Klubie Polskiej Rady Biznesu w Pałacu Sobańskich oficjalnie zaprezentowano Arrinerę
 - polski super car. Awangardowe wzornictwo, rama z aluminium, włókien węglowych oraz rur z wysoko wytrzymałej stali. Nadwozie z kompozytów węglowych i kevlarowych, a pod maską silnik o mocy 647 KM. Wszystko to stawia pojazd w jednym szeregu z legendami motoryzacji. Czy Arrinera też się nią stanie? Trzymajmy kciuki. Warto dodać, że produkcja ma ruszyć pod koniec 2012 roku, a cena będzie oscylować w okolicy 500 tys. złotych. 


Produkcja Arrinery planowana jest na ok. 400 sztuk rocznie. Koniec końców, choć ten samochód może być powodem powszechnej dumy, nie jest jednak pojazdem dla każdego. W tej kategorii przewidywana produkcja jest całkiem niemała. Jest na świecie trochę fabryczek czy manufaktur, gdzie też robi się samochody, ale w znacznie mniejszych seriach. Są takie miejsca i w Polsce.
 
Przy okazji Arrinery warto więc wspomnieć choćby o
 Leopardzie. Pojazd powstał z pasji Zbysława Szwaja, który marzył o samodzielnym skonstruowaniu i produkcji sportowego samochodu wzorowanego na angielskim Morganie. W dobie masowej produkcji marzenie wydawało się nieco szalone, ale samochód to często pasja, która nie zna granic. Dzięki temu w 2005 roku w Paryżu świat mógł zobaczyć zgrabne sportowe autko z Polski. Samochód, produkowany ręcznie w fabryczce w Mielcu, może zaoferować klientowi niebanalną sylwetkę i niebagatelne osiągi. Dość powiedzieć, że rozpędza się do setki w 4 sekundy, a maksymalna, elektronicznie ograniczona, prędkość wynosi 250 km/h. Oczywiście, jak każde rękodzieło auto kosztuje niemało (ponad 100 tys. euro), stąd niewiele Leopardów na naszych drogach. Można je za to znaleźć w garażach szejka Dubaju czy członków europejskich rodzin monarszych.

 
Polski miłośnik samochodów na królewskie apanaże liczyć raczej nie może, stąd perspektywa jeżdżenia Leopardem jest odległa. Nie mówiąc już o tym, co powie żona i gdzie upchnąć dzieciaki. Jeżeli jednak do absolutnego spełnienia się brakuje nam małego sportowego samochodu jest jeszcze tańsze wyjście. Nazywa się
 AC-Cobra. 


Oczywiście, nie oryginał, bo te kosztują fortunę, ale jakaś zgrabna replika. Wielbicieli tego modelu samochodu jest na całym świecie mnóstwo. Większość nie jest przesadnie zamożna i to właśnie z myślą o nich produkuje się prawie takie same auta jak legenda. Wprawdzie inne mają podzespoły, silniki i osiągi, ale z zewnątrz są takie same. W Polsce jest już kilka zakładów oferujących takie pojazdy w wersji do samodzielnego składania (ceny od 10 tys. zł.) bądź już wykończone (do 180 tys. w zależności od wyposażenia i silnika). Wprawdzie baaardzo bogaty purysta samochodowy pewnie się skrzywi na takie coś, ale koledzy umrą z zazdrości. A dziewczyny...
 


Wiadomo, że kobiety w osiągach samochodów najbardziej cenią kolor i kształt. Seksowny samochód potrafi często nadrobić wszelkie nasze wady urody czy inteligencji. Warto taki mieć. I tutaj znowu w sukurs przyszli rodacy. Jeżeli nie stać nas na Arrivę czy Leoparda, zawsze możemy kupić jakiś szczególnie ładny samochód uznanej firmy. Alfa Romeo, Audi, BMW, czy Jaguara. I tu znowu wszystko (no może prawie) dzięki naszym. Za wygląd modelu
 Alfy 156, który sprawił, że firma znów była postrzegana jako twórca samochodów wyjątkowo pięknych, odpowiedzialny był Polak – Zbigniew Maurer. Tomasz Jara pracując dla Forda miał wpływ na sylwetkę pierwszego Scorpio, a potem na m.in. Mondeo, Cougara i Focusa. Tadeusz Jelec brał udział w tworzeniu Jaguarów: XJ, X-type i S-type. Dla BMW projektuje Tomasz Sycha, dla Audi Kamil Łabanowicz. Za kształty jednego z najwspanialszych super samochodów, czyli Aston Martina też odpowiada polski designer – Marek Reichman. Niektórzy z tych projektantów kreślą także impresje na temat wyglądu przyszłych Syrenek i Warszaw. W czasach, gdy jeździliśmy Warszawami i Syrenkami zapytalibyśmy „po co?!”, skoro są Alfy, beemki, audice i jeszcze Aston Martiny. A czy dzisiaj potrzebna nam naprawdę Syrenka?

 

 

Piotr Czyz

Pragniemy skupić wokół siebie mądry entuzjazm ludzi twórczo zmieniających świat na lepsze. Redakcja nie boi się opisu zjawisk negatywnych, ale pielęgnuje myślenie pozytywne i walczy z czarnym postrzeganiem świata i Polski.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Gospodarka