Wybory samorządowe rozstrzygnięte. Rząd może pójść za ciosem i delegować kolejne rzesze aktywistów obydwu partii koalicyjnych do rozlicznych synekur samorządów wojewódzkich. Przykład nieudolnej koalicji Struziko-HGW na Mazowszu może już wyznaczać standardy dla pozostałych województw. Tymczasem realne problemy Polski jak były przed wyborami tak i po nich pozostały nietknięte. Nie spodziewam się już nawet kiwnięcia palcem: koalicja ani myśli o przyszłości Polski!
Problemy trzeba jednak wyartykułować:
- olbrzymi dług publiczny;
- korupcja i inflacja prawa;
- niewydolna i rozrośnięta administracja - do tego administracja nie zarządzana, hierarchiczna i etetystyczna;
- zapaść demograficzna - strategiczna bariera rozwoju gospodarczego i kluczowy problem w perspektywie rozwiązania pozostałych problemów;
- brak polityki gospodarczej i społecznej opartej na rzetelnej diagnozie i zorientowanej na rezultaty;
- systemowe obniżenie jakości edukacji;
- patologiczny ustrój agend zabezpieczenia społecznego (ZUS, OFE, NFZ);
- brak polityki wsparcia przedsiębiorczości, politykę otwartą na biznes rząd prowadzi jedynie w stosunku do zachodnich instutycji finansowych;
- marnotrawstwo funduszy europejskich, np. poprzez niczemu nie służące szkolenia;
- prowadzenie polityki antyrodzinnej;
- rozbrojenie państwa z narzędzi obronnych w zakresie bezpieczeństwa i stosunków międzynarodowych.
Słowa prezydenta Komorowskiego, że w Polsce wszystko jest ok. wyrażają niewątpliwie wiarę obozu rządowego, ale nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Są zaklęciami magów. Zabobonem służącym rzucaniu uroku na wyborców, którzy jak widać w znacznej partii się mu poddają. Nie zwalnia to jednak z wyraźnego wypowiadania pytań o Polskę i jej przyszłość.
Na koniec, żeby nie być jedynie krytykiem - konstruktywna propozycja:
jak wspomniałem wyżej kluczową kwestią dla rozwoju Polski jest uzdrowienie demograficznej kondycji narodu. Jedynym skutecznym narzędziem podniesienia dzietności w polskich rodzinach, od którego zależy przyszłość systemu emerytalnego, podatkowego, deficytu finansów publicznych oraz wzrostu gospodarczego, jest aktywna polityka wymagająca znacznych nakładów ze strony państwa. Gdyby politycy mieli odwagę prowadzić politykę, a nie odgrywać spektakli, zobaczyliby, że jedynym skutecznym instrumentem trwałego odwrócenia zabójczych tendencji demograficznych jest przezwyciężenie niszczycielskiej opozycji pomiędzy dzieckiem a pracą, której doświadcza miliony Polek. Zapewnienie ciągłości uprawnień pracowniczych przez okres wychowania dzieci oraz płatne świadczenia wychowawcze, skonstruowane tak aby obawa o przyszłość zawodową nie uderzała w pragnienie posiadania dzieci, jest kosztownym postulatem. Lecz jest to jedyna zdrowa ścieżka wyjścia w perspektywie 40-50 lat z większości wspomnianych przeze problemów. Innej drogi nie ma. Gdybyśmi zainwestowali w ten instrument równowartość 1/2 rocznych kosztów obsługi deficytu budżetowego tj. ok. 17 mld zł, po 30 latach mielibyśmy realne zwiększenie przychodów podatkowych (większa liczba ludności=większy pkb a zatem i wpływy podatkowe) przy jednoczesnym zmniejszeniu wydatków budżetu (mniejsze dotowanie ZUS, bo wpływy ze składek większe) i bezpieczny system emerytalny oraz progresywną strukturę wiekową ludności, co ma niebagatelne znaczenie dla państwa i gospodarki.
W kolejnym wpisie przedstawię symulację i kalkulację przedstawionej projekcji polityki demograficznej.
Spodziewam się licznych krytyk i recenzji oskarżających o populizm, ale nic nie jest w polityce bardziej zgubne niż krótkowzroczność. A dlugofalowe myślenie wymaga szukania rozwiązań, które wydają się nierealne, choć to one właśnie warunkują sukces w rozwiązywaniu problemów, zwłaszcza w makroskali.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)