Polskie ZOO Polskie ZOO
2365
BLOG

Kto zabił ks. Popiełuszkę? Rozmowa z prok. Andrzejem Witkowskim

Polskie ZOO Polskie ZOO Społeczeństwo Obserwuj notkę 2

NOTA: Odsuwanie od śledztw i zakaz wypowiedzi

 

Prok. Andrzej Witkowski, dziś prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie to nieskazitelna postac Prokuratury Polskiej. Gdy powiedziałem Piotrowi Pytlakowskiemu z Tygodnika "Polityka", że sprawa śledztw dot. błędu medycznego, fałszowania dokumentów, składania fałszywych zeznan trafiła w jego ręce to zareagował "To świetnie!". Osobiście na początku miałem olbrzymi dystans do prok. Witkowskiego. Później przekonałem się że Piotr Pytalkowski mial rację. Powiedział, ze prok. Witkowski jako jeden z nielicznych nie wchodzi w żadne układy i układziki. Ale... może właśnie dlatego prok. Andrzej Pogoda go odsunął. Prok. Pogoda to Prokurator Apelacyjny w Lublinie. Prok. Witkowski dążył do prawdy i ustalenia faktów w moim śledztwie. Gdy na moich oczach sędzia bez powołania biegłych z medycyny orzekła, że bęłdu medycznego nie było wiedziałem, że doszło do przestępstwa w sądzie - oczywiście tylko możliwego bez żadnego stwierdzenia, bo to może orzec tylko prokurator albo sędzia. Strasznie się spłakałem na ulicy. Pierwszą myślą było zadzwonić do Witkowskiego. Nie wiem co on zrozumiał z rozmowy bo szlochałem jak zbity dzieciak. Powiedziął tylko "Proszę byc pewnym, że Prokuratura Apelacyjna zajmie stanowisko". Po trzech chyab dniach nadszedł list, że prok. Witkowski zarządził kontrolę śledztw przez samą Prokuratur Apelacyjną z pominięciem Prokuratora Okręgowego w Siedlcach Roberta Więckieiwcza. Śledztwa były w Prokuraturze Rejonowej w Siedlcach i prok. Więckiewicz został pominięty. Prok. Witkowski zanegował w całej rozciągłości dochodzenia.  

Poniżej nieznana szerzej rozmowa z prok. Andrzejem Witkowskim o ks. Popiełuszce. Cytuję ją, bo wiem, że doszedłby prawdy wbrew układom i układzikom. Rozmawiałem z prok. Witkowskim o tym śledztwie w sprawie ks. Jerzego Popiełuszki na margineise rozmowy o prokuraturze. To nie był temat rozmowy lecz "uwaga na marginesie". Może malo istotna i prok. Witkowski nawet nie pamięta. Mialem z prok. Witkowski rozmowy o prokuraturze jako takiej, o jej strukturze i funkcjonowaniu w aspekcie trybu nadzoru. Nagrania rozmowy oczywiście nie mam. Nie nagrywałem moich rozmów z prok. Witkowskim. Prok. Witkowski to arystokrata zawodu prokuratorskiego. Nagrywa się złoczyńców a nie arystokratów. Innych nagrywałem. Z prok. A. Witkowskim rozmawiałem dziesiątki godzin. Powiedziałem mu, że jest moim "Nieustającym Tygodniem Pomocy Ofiarom Przestępstw". On znalazłby mocodawców morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki. I w moich sprawach by ich ustalił. Jestem pewien, że nie zawahałby się wsadzić jednego prokuratora za kratki. Powiedziałem mu to kiedyś. Prok. Witkowski odpowiedział: „Tego może być pan pewien”. Nie musiał zapewniać. Ja jestem pewien. Musiał być zatem odsunięty od moich spraw. Zresztą już prok. Alicja Denkowska-Janiuk z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie pisąła o "zawiadomieniu o przestępstwie" w prokuraturze w Siedlcach. Dodaję, że prok. Andrzej Pogoda, Prokurator Apelacyjny w Lublinie dokonywał prób podważenia obiektywności i bezstronności prok. Andrzeja Witkowskiego i negował słowa prok. Denkowksiej-Janiuk jakoby nie pisała o "awiadomieniu o przestępstwie" do prok. Roberta Więckiewicza, Prokuratora Okregowego w Siedlcach. Pisała. Mam jej pismo. Przysłała mi.  Później już po odsunięciu prok. Witkowskiego okazało się, że podległy prok. Pogodzie prok. Robert Więckiewicz otrzymywał "pouczenia" od swoich zwierzchników, w wyniku których nie podejmowano żadnych czynności dowodowych. Pytany przeze mnie kto mu te "pouczenia" dawał odpisał, że nie otrzymał instrukcji, jakie przewidywała ustawa o prokuraturze. Otrzymał zatem "pouczenia" niezgodne z prawem od swoich zwierzchników. Spytałem później wszstkich kto dawał "pouczenia" Więckiewiczowi? Poznikali "pouczający" i "pouczani". 

Niemniej od czasu jednego pytania prok. Witkowskiego do siedleckiej prokuratury po którym został odsunięty wszystko gładko tuszowano nie podejmując czynności dowodowych. Analogicznie w śledztwie w sprawie ks. Popiełuszki – jak mówi prok. Witkowski – nie rozwijano pewnych wątków po jego odsunięciu. Nie porównuję swojej sprawy do spraw ks. Jerzego. Ale tę samą metodę zastosowano: odsunięto prok. Witkowskiego i sprawy trafiły, do tych, o których była pewność, że nie wykryją przestępstw. Czy prok. Pogoda odsunął prok. Witkowskiego by mieć pewność, ze przestępstwa nie zostaną wykryte będzie jeszcze przedmiotem analiz i na tę chwile o tym nie rozstrzygam wskazując jedynie możliwą inspirację. Prok. Andrzej Pogoda każdą moją bowiem interwencje pozostawił „bez biegu” i orzekł, że prok. Więckiewicz nie był w konflikcie interesów, gdy postanawiał sam o sobie i o swojej żonie Iwonie Więckiewicz - prezes Sądu Rejonowego w Siedlcach. W Prokuraturze Apelacyjnej w Lublinie utrudniano i uniemożliwiono mi kontak z prok. Andrzejem Witkowskim. Sekretarka prok. Pogody mówiła na przykład, że prok. Witkowski jest na urlopie. Nabrałem podejrzeń już wczesniej, bi ilośc jego naglych "nieobecnosci" była mało prawdopodobna i wcześniej nigdy nie miałem trudności w kontakci z nim. Zdobyłem numer telefonu bezpośredni tego dnia, gdy znowy był... na urlopie. Zadzwoniłem na bezpośredni numer. Zmieniałem nawet numery telefonu by się do niego dodzwonic. Po 10 minutach pan prok. Witkowski był w swoim gabinecie i nic nie wiedział jakoby był na urlopie. Dopiero po wielu miesiącach mu powiedziałem jak mnie i jakimi metodami mnie izolowano od niego. Nagrałem to wszystko co mówi sekretarka o "urlopie". Kłamała. Był w swoim gabinecie. O urlopie nic nie wiedział. Spytałem nie wprost. Miesiącami mu nie mówiłem do czego doszło. Nie chcialem mu sprawiac przykrości. Wiedziałem, że zapadły decyzje o zatuszownaiu przestępstw. Spyta ktoś czy nie obawiam sie odwetu i zemsty. W styczniu 2014 roku doprowadzili mnie do granicy samobójstwa. Gdy człowiek staje w oknie i jest wściekły, że jest tylko szesc pieter i przezyje to się bardzo zmienia. Życie zawdzięczam trzem osobom i... Panu Prok. Andrzejowi Witkowskiemu. Później powiedzial mi, że gdyby nie podjęto interwencji u mnie domu to jechałby z Lublina do Siedlec mnie ratowac. W przeddzień wydarzeń wysłałem list do prok. Witkowskiego. Prok. Andrzej Pogoda mu go nigdy nie przekazał...   

Poniższą rozmowę cytuje dlatego, że na UKSW miała miejsce konferencja o ks. Jerzym Popiełuszce. Nieco przemilczana przez media. Postawiono tam właśnie kwestię daty śmierci ks. Popiełuszki. Prof. Jan Żaryn omawiał tę kwestię.  Warte przytoczenia są, wg prof. Polaka także zeznania lekarki, która powiedziała, że 25 października przyszło do niej dwóch funkcjonariuszy SB, którzy wypytywali o różne sprawy, m.in. o to, jakie leki i w jakich dawkach zażywa ks. Popiełuszko. Prokurator Andrzej Witkowski na podstawie tych doniesień sformułował hipotezę, że ks. Jerzego poddano podobnym torturom, jakie stosowano w tzw. porwaniach toruńskich. Kapłan na skutek maltretowania doznał zapaści, funkcjonariusze SB próbowali go ratować, o czym może świadczyć wizyta u lekarki, co jednak nie pomogło. Ksiądz umarł 25 października, jego ciało wrzucono do rzeki.

Prokurator Andrzej Witkowski bardzo szybko dostał zakaz wypowiadania się w tej sprawie. Ten zakaz obowiązuje go do dzisiaj…

 

 

   ***
 

 Oto rozmowa z prokuratorem Andrzejem Witkowskim o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. 

 

"Śledztwo w tej sprawie powierzono jednemu z najbardziej skutecznych lubelskich prokuratorów Andrzejowi Witkowskiemu. I dwukrotnie go od tego śledztwa odsuwano. Ustalenia jego zespołu wskazujące prawdziwych mocodawców zabójstwa, były nie tylko szokujące dla opinii publicznej, ale też niewygodne dla wielu osób. Prokuratorowi zabroniono rozmawiać o tej sprawie z mediami. Potrzeba było lat, by dowody zgromadzone przez niego ujrzały światło dzienne. A sam prokurator - dzięki obecnemu ministrowi sprawiedliwości - mógł zacząć o niej mówić

 

- To pan pierwszy podważył oficjalną wersję z procesu toruńskiego, która mówiła, 
że ks. Popiełuszko zginął 19 października. To pan nie chciał poprzestać na ukaraniu płotek, ale szukał wysoko postawionych mocodawców tego zabójstwa. Co pan dziś czuje, gdy po latach te tezy poznaje opinia publiczna?


- Namiastkę satysfakcji, bo prawda o tej zbrodni powoli przebija się na światło dzienne. Już nie są w stanie przesłonić jej niedorzeczne wypowiedzi gloryfikujące wersję skonstruowaną przez gen. Kiszczaka i sztab jego oficerów. Publiczna debata na temat śmierci ks. Popiełuszki osiąga bardziej merytoryczny poziom, oparty na ustaleniach śledztwa IPN z lat 2002-2004. 

• Ale to pana śledztwo z ‘91 diametralnie zmieniło spojrzenie na śmierć księdza. Ustalił pan, że ks. Popiełuszko nie zginął 19 października, ale mógł być więziony i torturowany aż do 25 października.

- Esbecka wersja, według której księdza zamordowano 19.10 nie wytrzymuje krytyki. Zgodnie z ustalonymi faktami, zwłoki księdza wrzucono do Wisły w dniu 25 października. Wraz z grupą policyjną nie zdążyliśmy ustalić, co działo się z księdzem od dnia uprowadzenia, do dnia, w którym pozbyto się jego zwłok, to jest między 19 a 25 października. Są podawane na ten temat różne hipotezy przez dziennikarzy. Prokurator nie ma jeszcze podstaw do ich analizowania i oceny wiarygodności. 

• Kolejna sprawa: wyłowienie zwłok. Dotarł pan do świadków, którzy 30 października widzieli na tamie na Wiśle pod Włocławkiem gen. Czesława Kiszczaka. Miał on wydać polecenie: "On tu dzisiaj musi się znaleźć”.

- Życzenie gen. Kiszczaka musiało zostać spełnione, co nie było wcale takie trudne. Istotnym problemem była kwestia: co dalej?

• Postać gen. Kiszczaka była kluczowa w pana śledztwie?

- Gen. Kiszczak był szefem resortu, który realizował wobec księdza Jerzego dyrektywy kierownictwa PZPR. To on otrzymał zadanie rozwiązania "problemu ks. Popiełuszki”. Istotny sygnał w tym kierunku stanowiła publikacja z września ‘84 w centralnej prasie sowieckiej, której zasadnicze tezy powtórzono kilka dni później w "Pro Memoria”, skierowanym przez Urząd do Spraw Wyznań do Episkopatu Polski. Kierowany przez gen. Kiszczaka resort miał definitywnie spowodować, że ksiądz "zamilknie”. Nawiasem mówiąc, na kolejną urzędową rozmowę z gen. Kiszczakiem oczekuję od listopada 1991 roku.

• Dlaczego?

- Przesłuchanie generała w Departamencie Prokuratury w połowie ‘91, które przeprowadziłem osobiście, miało wstępny charakter, podobnie jak dwukrotne przesłuchania gen. Jaruzelskiego. Czynności te trwały po ok. 10 godzin. Świadkowie ci przekazali prokuratorowi istotne informacje, które pomogły ukierunkować dalsze śledztwo. Zdało się to wszystko na nic, gdyż 3 grudnia ‘91 odsunięto mnie od prowadzenia sprawy. Prokuratorzy, którzy przejęli po mnie śledztwo, nie rozwijali już tego wątku.

• Powód?

- Otwarcie zaprotestowałem przeciwko kierowaniu aktu oskarżenia jedynie wobec generałów Ciastonia i Płatka. Alarmowałem, że decyzja ta zakończy się kompromitacją prokuratury. Argumentowałem, że ława oskarżonych ma być tym razem pełna. Muszą na niej zasiąść wszystkie osoby mające związek z zabójstwem księdza. Przemawiały za tym istotne względy natury dowodowej. W przeciwnym razie fiasko oskarżenia Ciastonia i Płatka zamknie drogę do postawienia w stan oskarżenia innych. Czas, niestety, potwierdził te negatywne prognozy. 

• Kogo jeszcze chciał pan objąć aktem oskarżenia?

- Odpowiedź na to pytanie mogło dać tylko dalsze śledztwo. Powiem tylko, że już w ‘91 udowodniono, że w resorcie spraw wewnętrznych PRL funkcjonowała zorganizowana grupa przestępcza, której działalność była wymierzona przeciwko działaczom opozycji politycznej i wobec księży. Dodam, że uprowadzenie i zabójstwo ks. Jerzego było skoordynowaną, szeroko zakrojoną, akcją służb podległych ministrowi spraw wewnętrznych.

• Odsunięcie od śledztwa stało się początkiem publicznego szkalowania pana osoby i deprecjonowania kwalifikacji zawodowych. Wszystko po to, by pana słowa nie były traktowane poważnie.

- Owym nieszczęsnym oponentom w sposób zupełnie naturalny brakowało argumentów merytorycznych. Jedni sięgali po retorykę prasy bulwarowej, inni czynili to w sposób pozornie subtelny, jak wilki w owczych skórach. Tak jest zresztą do dzisiaj. Z drugiej strony, znajduję pełne wsparcie wśród prokuratorów znających specyfikę złożonych śledztw w sprawach o zabójstwa.

• Co pan wtedy robił zawodowo?

- Jako prokurator w Ministerstwie Sprawiedliwości, 3 grudnia 1991 r. zostałem oddelegowany do pełnienia obowiązków w Prokuraturze Wojewódzkiej w Lublinie. Zostałem później powołany przez prokuratora generalnego do pełnienia funkcji konsultanta do spraw zabójstw. W latach 90. prowadziłem najcięższe śledztwa kryminalne. Wspomnę o znanej sprawie zorganizowanej, międzynarodowej grupy przestępczej Roberta K., ps. "Ciolo”. W stosunku do sprawców zabójstw i napadów rabunkowych zapadły wieloletnie kary pozbawienia wolności. Wobec Roberta K. orzeczono pięciokrotnie karę dożywotniego pozbawienia wolności. 

• Czyli znowu okazał się pan skutecznym prokuratorem. A co w tym czasie działo się ze śledztwem, które panu odebrano?

- Po wyłączeniu wspomnianego wątku generałów Ciastonia i Płatka, pozostałe materiały - tzw. sprawę matkę - przekazano z departamentu do ówczesnej Prokuratury Wojewódzkiej w Warszawie, jak zapowiadano, celem kontynuowania śledztwa wobec pozostałych osób. Tam materiały śledztwa rozbito na kilkanaście odrębnych wątków, tworząc w ten sposób "nowe” sprawy, po czym każdą z nich umorzono. Dorobek półtorarocznej pracy całego zespołu śledczego - prokuratorów, policjantów i funkcjonariuszy UOP - zmarnotrawiono. 

• A jednak śledztwo do pana wróciło.- W końcu lat 90., kiedy powstawała ustawa o IPN, prof. Witold Kulesza zaproponował mi przejście z Prokuratury Apelacyjnej do pionu śledczego instytutu i ponowne zajęcie się sprawą ks. Popiełuszki. Tak też się stało. W międzyczasie powołano mnie na stanowisko naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie. 5 lutego 2002 r., po zgromadzeniu dostępnych materiałów z 1991 roku, wszczęto w lubelskiej Komisji IPN, nowe śledztwo dotyczące "funkcjonowania związku przestępczego w resorcie spraw wewnętrznych PRL, w tym kierowania wykonaniem zabójstwa ks. Popiełuszki przez osoby, które w hierarchii partyjno-państwowej zajmowały stanowiska wyższe od gen. Ciastonia i Płatka”.

• Konsekwentnie szukał pan mocodawców zabójstwa?

- Nie tyle ich szukano, co zaczęto od początku, w sposób usystematyzowany, gromadzić dowody w stosunku do nich. Wspaniałą pracę wykonali w tej sprawie dwaj lubelscy policjanci, tworzący grupę powołaną do tego śledztwa przez komendanta głównego policji. Na jej efekty nie trzeba było długo czekać. Odnalezieni zostali świadkowie, którzy widzieli, jak zwłoki księdza wrzucano do Wisły nie 19 października, lecz sześć dni później. Prowadzono niezwykle intensywne czynności procesowe, które wprowadziły do postępowania nowe, nieznane dotąd wątki.

• W tym samym czasie próbowano pana "zniechęcić”. Były próby zastraszania: krzyż przed drzwiami, atrapa granatu w oknie...

- Strzał z wiatrówki w tylną szybę mojego samochodu na ulicy ks. Popiełuszki i kilka innych tym podobnych drobiazgów. Prokuratura nawet prowadziła śledztwo w sprawie jednego z tych zdarzeń. Nie ma o czym mówić.

• Nie bał się pan?

- W pracy prokuratora tego typu sytuacje są wkalkulowane w decyzję o wykonywaniu tego zawodu. Każda sprawa jest inna. Ta, o której rozmawiamy, nie przestała mobilizować pewnych kręgów środowiskowych. Brak odporności na owe "niuanse” eliminuje z mojego zawodu. Drżenie za biurkiem to strata czasu własnego i tych, którym ma się służyć swoją powinnością. 

• Ale cios przyszedł z nieoczekiwanej strony: w październiku 2004 prof. Kulesza odebrał śledztwo.

- Tak, historia lubi się powtarzać. Okazało się, jak powiedział wówczas dyrektor pionu śledczego IPN, prof. Kulesza w jednym z wywiadów, prowadziłem śledztwo "niejako od dołu, a nie od góry”. To znaczy, że zajmowałem się "rybakami na tamie” a nie tymi, którzy pełnili funkcje kierownicze w resorcie spraw wewnętrznych PRL. Tyle że aby "dotrzeć” do tych z kierownictwa resortu i zarzucić im kierowanie zabójstwem, trzeba najpierw wiedzieć, kiedy i w jaki sposób zabójstwa dokonano. A więc czym, tak naprawdę, kierowali. Tu natomiast powstały, jak wiemy, zupełnie nowe ustalenia, które dopiero wytyczyły dalsze czynności procesowe prowadzące do poznania pełnej prawdy. Zaniechanie śledztwa w tym kierunku poprzez kolejne odsunięcie mojej osoby, sprawiło więc, że owi domniemani sprawcy kierowniczy mogą już całkowicie swobodnie odetchnąć.

• Chciał pan postawić zarzuty wysoko postawionym mocodawcom tego zabójstwa?

- W lipcu 2004 roku przedstawiłem moim przełożonym plan podjęcia kluczowych decyzji dla dalszego biegu postępowania w tej sprawie. Miały one zapaść na przełomie września i października 2004. Tylko tyle mogę teraz powiedzieć na ten temat. Akta sprawy zabrano z Lublina do Komisji IPN w Katowicach 19 października 2004. Po upływie około półtora roku, dalszym etapem ich wędrówki okazała się Komisja IPN w Warszawie. Tutaj śledztwo wciąż się toczy.

• Przez te kilka lat od momentu odebrania śledztwa pana zwierzchnicy zabronili panu wypowiadać się w tej sprawie dla mediów.

- Od 2004 roku obowiązywał mnie zakaz publicznego wypowiadania się w tej sprawie, sformułowany później na piśmie. Minister Zbigniew Ćwiąkalski przywrócił w tej mierze, w sposób bardzo elegancki, normalny stan rzeczy. Mam więc przyjemność z panią rozmawiać. To prawda, czułem, że włożony mi w usta knebel redukował obywatelskie prawo do publicznej wypowiedzi, która przecież w żadnych okolicznościach nie może naruszać porządku prawnego. Czy zakładano, że mówiąc o tej sprawie mogę komuś lub czemuś zaszkodzić? Nie wiem. Dzięki decyzji ministra Ćwiąkalskiego, czuję się w pewien sposób zrehabilitowany, zwłaszcza że, jak mówiłem, debata publiczna w tej sprawie została uporządkowana i zyskała wyższy, merytoryczny pułap. Tak jak wszyscy, oczekuję na wyniki dalszej pracy prokuratorów, obecnie zajmujących się śledztwem.

• Gdyby pan dalej prowadził to śledztwo to...

- Sprawa byłaby już w sądzie z aktem oskarżenia. Naprawdę, tyle lat upłynęło, nawet od 2004 roku!

• Ci, którzy stoją za tą zbrodnią, żyją i mają się dobrze?

 

 - Tym, którzy żyją, życzę jak najlepiej. Nie wiem, jak się "mają” ze swoją przeszłością. To sprawa ich sumienia. Myślę, że spotkanie z prokuratorem wiele pomogłoby im w tych rozrachunkach."

 

 

Na podstawie: http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081031/MAGAZYN/741280847

Polskie ZOO
O mnie Polskie ZOO

Ludzie nie wierzą, że to co się zdarzyło miało miejsce. Ale się zdarzyło. Pani Sędzia Barbara Piwnik, była Minister Sprawiedliwości nazwała to "anomalią siedlecką" w wymiarze sprawiedliwości. Na blogu tym nie będzie nazwisk przestępców. Będą tylko nazwiska osób wypełniających funkcje publiczne i będące osobami publicznymi. Będę wyciągał ich pochowanych za organami Państwa. Tak jak nawołuje Leszek Balcerowicz. A za myśl przewodnią obieram pytanie europosła Wojciechowskiego "Czy sędzia Zych wzięła łapówkę?" A i słowa Adama Sandauera powtórzę jako moje "Ta strona poświęcona będzie skur..stwu. Oczywiście tylko i nie całemu. Za dużo tego w naszym państwie. Opisuje ona to co było moim losem. Każdej zamieszczonej informacji mogę dowieść i bronić dokumentami". Jednocześnie przepraszam za błędy literowe. Jestem po ciężkim paraliżu i czasem mam kłopoty ze wzrokiem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo