Polskie ZOO Polskie ZOO
1319
BLOG

Na Sokólskim czapka gore? Tak i to niezłym płomieniem. Próbuje go ugasić!

Polskie ZOO Polskie ZOO Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Na Sokólskim czapka gore? Tak i to niezłym płomieniem. Próbuje go zagasić. Nadeszło pismo od prezesa Sądu Okręgowego w Siedlcach Mirosława Sokólskiego. Widzę niezły pożar. To pismo z dnia 30 stycznia 2015 roku, nadane 2 lutego a w nim odpowiedz na cztery moje pytania, które mam w związku z nakłanianiem mnie przez niego i wywieraniem presji psychicznej, bym poddał się badaniom psychiatrycznym, jakie zarządził Sąd Rejonowy w Siedlcach. Sokólski powiedział mi, że "słyszał" o takim postanowienie. Spytałem go także od kogo "słyszał" o takim postanowieniu. W radiu przecież nie mówili i z telewizji też nie można było tego usłyszeć. Proces jest o wyłączonej jawności. Ja wniosłem o jawność procesu, który wytoczył mi lekarz, że pomówiłem go o wzięcie łapówki. Lekarz nie - niejawny proces ma być, bo watki z mojego leczenia się pojawią. Choroba nie jest wstydem lecz sposób jej leczenia. Wytoczył go na podstawie fałszywych zeznań pielęgniarki ze szpitala, z która pracuj. Mam nagranie rozmowy, że nie było słów, które... usługowa pielęgniarka słyszała. Pewnie słyszał o tym i Sokólski, że takie nagranie jest i jest dowód na oparcie prywatnego aktu oskarżenia na fałszywych zeznaniach pielęgniarki? Może słyszał i to. Żaden proces nie ma szans powodzenia, bo ja mam dowody na kłamstwa lekarza, fałszywe zeznania pielęgniarki, ukrywanie dokumentów medycznych, ich fałszerstwo. Ale jestem w Siedlcach. Tu prezes Sokólski szybciej będzie nakłaniał mnie do pójścia do psychiatry niż lekarza, by dostarczył moją "pełną dokumentację medyczną" do sądu. Tak powstała jak sie okazało na przykładzie Sokólskiego kampania zrobienia ze mnie wariata obejmująca osoby rozpowszechniające informacje jak lekarz i jego adwokat i słyszące te informacje jak Sokólski. 

Sokólskiemu zadałem cztery pytania:

"Uprzejmie proszę o podanie mi w ciągu 3 dni:

  1. podstawy prawnej, wedle której Pan Prezes reprezentując wobec mnie organ Sądu Okręgowego w Siedlcach nakłaniał mnie w rozmowie, na która poszedłem zachęcony przez prezesa Sądu Apelacyjnego w Lublinie, bym poddał się badaniu przez biegłych psychiatrów.
  2. powodu, dla którego mnie Pan nakłaniał w tej rozmowie do poddania się badaniu przez biegłych psychiatrów
  3. Ile osób (orientacyjnie) będąc na stanowisku prezesa Sądu Okręgowego w Siedlcach nakłaniał Pan do poddania sie badaniom psychiatrycznym?
  4. Ile osób (orientacyjnie) nakłaniał Pan jako sędzia do poddania sie badaniom psychiatrycznym?"[1]

Oto odpowiedź prezesa Sadu Okręgowego w Siedlcach Mirosława Sokólskiego:

"W trakcie przedmiotowej rozmowy, dążąc do wyrobienia w Panu poczucia obowiązku wynikającego z treść przepisów kodeksu postępowania karnego i poszanowania decyzji sądu, jedynie sugerowałem Panu poddanie się badaniom psychiatrycznym w celu realizacji postanowienia sądu. Zawarte w pkt 3 i 4 pytania nie dotyczą Pana spraw sądowych w związku z czym brak jest podstawa do ustosunkowywania się do zawartej w nich treści"[2]

Moja rozmowa z Sokólskim dotyczyła innej kwestii. Jej przedmiotem nie były postanowienia sądu, żeby mnie przebadać psychiatrycznie, tylko stały uporczywy brak dostępu do mojej dokumentacji medycznej z leczenia u owego lekarza. Dla Sokólskiego ważniejsze było nakłonić mnie do badań, by zrobić ze mnie wariata, bo bez tego proces nie będzie wygrany przez lekarza. Jak to było w roku 2013? Tak to było: 30 kwietnia 2013 roku Prokuratura Rejonowa w Siedlcach wszczęła przeciwko mnie  śledztwo o rzekome nękanie lekarza po tym jak 8 kwietnia 2013 roku zażądałem od lekarza odszkodowania za nieudostępnianie mi dokumentacji z leczenia nerek! W lutym 2013roku inny lekarz stwierdził możliwość zaatakowania przez chorobę obu nerek. Miesiąc później po wszczęciu "śledztwa ochronnego" lekarza przed wypłatą odszkodowania na moją rzecz usłyszałem w maju 2013 roku od innego lekarza wykonującego USG o podejrzeniu najgorszej diagnozy - nowotworu nerki lewej. Pilnie potrzebowałem dokumenty. 28 maja 2013 rokurozpocząłem starania o leczenie w Szwajcarii u dr. Frediego Furrera we Fryburgu. Nigdy dokumentów nie dostałem, by móc się leczyć w Szwajcarii.

Sprawę opisze Neue Zuercher Zeitung jak zostaję kaleką na skutek przestępstw w wymiarze sprawiedliwości i uniemożliwianiem mi leczenia, jakie chciałem podjąć. Pokazują to daty zdarzeń. Sokólski wiedział, że podejrzewano u mnie nowotwór nerek i że potrzebowałem dokumenty z leczenia urologicznego od tego lekarzyny, który nie udostępniał mi ich od września 2011 roku bo chciałem jechać do Szwajcarii się leczyć. Opiszą też - jak mam nadzieję  metody sędziego Sokólskiego nakłania ludzi do poddawania się bezpodstawnym badaniom psychiatrycznym. W moim wypadku była to Jadwiga Orzechowska-Borucińska. Od lat nikogo nie leczyła i od lat nie jest lekarzem psychiatrii w żadnym podmiocie medycznym ani nie prowadzi praktyki prywatnej.  W żadnym podmiocie medycznym nie jest lekarzem medycyny. Jest ona koleżanką lekarza ze szpitala i koleżanką matki lekarza, także lekarki. Powołując ją na biegła Sokólski nawet żadnej opinii medycznej o jej wiedzy specjalnej nie miał. Nie miał podstaw do stwierdzenia u niej takowej wiedzy. Powołał ją mając opinię... psychologa z Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej w Siedlcach i opinie zadowolonych sędziów z działalności tej pani. To właśnie ją później gdy leżałem z paraliżem w szpitalu nasłano mi do szpitala, by wywołać u mnie myśli samobójcze a następnie klasnąć w dłonie, że zwariowałem. Tak też klasnęli. I pewnie Sokólski w swoim gabinecie też "słyszał" o tym od nie wiadomo kogo. Od lekarza? Od jego matki, którą ustanowił biegłą? Od adwokata lekarza?

Lecz przeanalizujmy odpowiedź Sokólskiej dlaczego mu czapka gore. Sokólski pisze stek naruszeń moich dóbr osobistych:

1. Słowa "dążąc do wyrobienia w Panu poczucia obowiązku wynikającego z treść przepisów kodeksu postępowania karnego" stanowią naruszanie moich dóbr osobistych przez Sokólskiego, że ja nie mam owego "poczucia obowiązku", podczas, gdy ja zgłosiłem się na pierwszy termin 25 kwietnia 2012 roku, jaki wyznaczono.

2. Słowa "i poszanowania decyzji sądu" to kłamstwo naruszające moje dobra osobiste przez Sokólskiego, że ja tej decyzji nie szanuję i tu dowód kłamstwa: zgłosiłem się na pierwszy termin 25 kwietnia 2012 roku, jaki wyznaczono. 

3. Słowa "jedynie sugerowałem Panu poddanie się badaniom psychiatrycznym" to pożar na czapce i to wielki płomień. Sokólski nie podał podstawy prawnej dla owego "sugerowania" mi czegokolwiek. A obok tej "sugestii" sugerował także, bym zaniechał starań o dostęp do dokumentów z leczenia nerek, od których zależało moje leczenie w Szwajcarii.  

Sokólski może głosić swoje oświadczenia o "jedynie sugerowaniu". To tylko subiektywne oświadczenie autobiograficzne. Faktycznie mnie nakłaniał do określonego zachowania i wywierał presję psychiczną a dis narusza moje dobra osobiste. Sokólski nie miał prawa nawet mówić jednego słowa o tym, że "słyszał" o badaniach psychiatrycznych i nie miał prawa w ogóle o nich słyszeć. Nie podał nazwisk swojej "poczty pantoflowej" lub tych, którzy meldowali mu wykonania zadania. Naruszył wszystkie przepisy KPK w kwestii toczącego się procesu. jako osoba postronna chciał wywierać wpływ na przebieg procesu  Dowód? Oto on: w sierpniu 2013 roku Sąd Rejonowy w Siedlcach zażądał mojej pełnej dokumentacji medycznej od lekarza. Lekarz nie wydał jej sądowi ani w sierpniu 2013 roku ani nigdy później. Sokólski jakoś nie kwapił się do dziś do "wyrobienia w lekarzu poczucia obowiązku wynikającego z treści przepisów kodeksu postępowania karnego i poszanowania decyzji sądu i sugerowania lekarzowi dostarczenia mojej pełnej dokumentacji medycznej do Sądu Rejonowego w Siedlcach  w celu realizacji postanowienia sądu"

Gdyby Sokólski spróbował zasugerować lekarzowi poczucie obowiązku i poszanowania decyzji sądu w celu realizacji postanowienia sądu o dostarczeniu mojej dokumentacji medycznej do sądu szybko by mu lekarz wytłumaczył, by Sokólski się nie "wpieprzał" w nie swoje sprawy.Dokumentacji urologicznej z mojego leczenia nie ma do dziś. Do dziś. Sąd Rejonowy w Siedlcach nie ma dowodu z opinii biegłego urologa. Mija półtora roku a lekarz olewa sąd za zgodą Żyłki-Kalickiej. I w oklaskach Sokólskiego? Łapanka, by zrobić z mnie wariata trwała i będzie trwać. Jest to jedyna metoda wygrania procesu przez lekarza i uniknięcia wypłaty odszkodowania. Matkę lekarza Sokólski też mianował swoją biegłą z medycyny. 

Dziś Sokólski posuwa się do naruszania moich dóbr osobistych insynuując mi brak poszanowania decyzji sądu i poczucia obowiązków wynikających z KPK. Ale to na Sokólskim dziś czapka gore i to płomieniem gorącym. "Wpieprzał się" w nie swoje sprawy albo należy do prowodyrów wszystkiego. I na to też jest dowód. Sokólski ingerował w sprawy toczące się w innym sądzie. Podstawy prawnej nie wskazał swojego działania - nie miał jej i nie ma takiej po prostu w polskim prawie. Jest podstawa zaś z prawa ustanowionego w sitwie: zrobić wszystko, by lekarz nie musiał zapłacić odszkodowanie. Sokólski zaś stał sie prezesem Agencji Ochrony Konta Bankowego Lekarza.  

Słowo "wpieprzać" używam jako cytatu, bo to nie mój język ale w przypadku Sokólskiego gotów byłbym nawet mu to w twarz powiedzieć jako słowo z mojego języka. Ciąg dalszy dziejów Agencji Ochrony Konta Bankowego Lekarza i jej prezesa nastąpi. Lekarz udostępnił mi dokumenty po 3 latach i 3 miesiącach walki o nie. nadal mi ich nie wypożyczył w oryginałach. Już nie wyzdrowieję jednak. Nie mam juz szans na leczenie w Szwajcarii. Gwarantem uniemożliwienia mi tego był Prezes Agencji Ochrony Konta Bankowego Lekarza Mirosław Sokólski - człowiek zaangażowany w robienie ze mnie wariata, bym nie otrzymał odszkodowania i nie mógł swobodnie leczyć tych moich nerek...  Wiedział, że mam podejrzenie raka nerek.

Dwa miesiące po rozmowie z Sokólskim sędzia prowadząca proces Małgorzata Semeniuk z Sądu Rejonowego w Siedlcach nie zezwoliła mi na leczenie w Szwajcarii rozpowszechniając później kłamstwa jakobym unikał czynności procesowych. Sokólski i ją wziął w swoją obronę posuwając się do łamania przepisów Ustawodawcy dotyczących reprezentacji Skarbu Państwa? Czy odpowiedź Sokólskiego z pisma z dnia 30 stycznia 2015 roku ma związek z Semeniuk? Tak, oczywiście. Teraz Sokólski posunął sie do kłamliwych insynuacji, że ja nie mam poczucia obowiązku wynikającego z treści KPK i nie szanuję postanowień sądu a wcześniej posunął się do naruszania moich dóbr osobistych jakobym przez 20 miesięcy unikał badań psychiatrycznych. Dlaczego? Bo zażądam odszkodowania od Skarbu Państwa za naruszanie moich dóbr osobistych przez ową Semeniuk (znajomą adwokata lekarza) i Sąd Rejonowy w Siedlcach. Sokólski nie wahał się złamać przepisów o reprezentacji Skarbu Państwa by autoryzować kłamstwa tejże sędzi Semeniuk? Czy coś to zmieni, że o tym relacjonuję? Nie wiem. Wiem, że sędzia Sokólski na pewno zarobił na poparcie Semeniuk na następną posadę.

Zaiste prawdę powiedziała sędzia Barbara Piwnik o tym, co się w Siedlcach dzieje - była Minister Sprawiedliwości i były Prokurator Generalny. Mówiła, ze o "anomalia w wymiarze sprawiedliwości". A ja dodaję: anomalia z Sokólskim na czele - człowiekiem który brał udział w robieniu ze mnie chorego psychicznie i... który gdy z nim rozmawiałem o dokumentach potrzebnych mi do leczenia w świetle diagnozy, że mam nowotwór nerek... "sugerował" mi, bym zaprzestał starań o dostęp do dokumentów medycznych, które potrzebowałem do leczenia nerek. To jest cały Sokólski ale tylko fragment jego udziału w sprawie. Ciąg dalszy nastąpi. 

 


[1] Pismo moje z dn. 19 stycznia 2015 do Sokólskiego.

[2] Pismo Mirosława Sokólskiego z dn. 30 stycznia 2015 roku, sygn. Wyk.Sk.041-1/15/K

 

Polskie ZOO
O mnie Polskie ZOO

Ludzie nie wierzą, że to co się zdarzyło miało miejsce. Ale się zdarzyło. Pani Sędzia Barbara Piwnik, była Minister Sprawiedliwości nazwała to "anomalią siedlecką" w wymiarze sprawiedliwości. Na blogu tym nie będzie nazwisk przestępców. Będą tylko nazwiska osób wypełniających funkcje publiczne i będące osobami publicznymi. Będę wyciągał ich pochowanych za organami Państwa. Tak jak nawołuje Leszek Balcerowicz. A za myśl przewodnią obieram pytanie europosła Wojciechowskiego "Czy sędzia Zych wzięła łapówkę?" A i słowa Adama Sandauera powtórzę jako moje "Ta strona poświęcona będzie skur..stwu. Oczywiście tylko i nie całemu. Za dużo tego w naszym państwie. Opisuje ona to co było moim losem. Każdej zamieszczonej informacji mogę dowieść i bronić dokumentami". Jednocześnie przepraszam za błędy literowe. Jestem po ciężkim paraliżu i czasem mam kłopoty ze wzrokiem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo