Sfałszowanie mojej dokumentacji medycznej było proste i tak samo proste do udowodnienia. Niestety prok. Katarzyna Wąsak nadzorowana przez Prokurator Rejonową w Siedlcach Marię Kempkę i z pozwoleniem prok. Roberta Króla z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach przy odmowie objęcia nadzorem śledztwa prok. Roberta Króla postawili sobie za cel nie wykryć przestępstwa. Postawili sobie za cel zatuszowanie tego przestępstwa. Później by chronić skórę tych trojga ludzi prok. Kamil Żmudziński postanowił mnie oskarżyć, że to ja kłamałem o mojej dokumentacji. Chciał też chronić lekarza przed wypłatą odszkodowania a mediom zamknąć usta. Zrobił to tydzień po publikacji "Gazety Wyborczej".
Jak lekarz sfałszował dokumenty? Bardzo prosto. W okresie mojego leczenia w jego gabinecie prywatnym sporządzał dokumenty medyczne za pomocą oprogramowania komputerowego przeznaczonego do tego celu. nazywało się ono MPsystem. Stworzyła je polska firma. Był to w zamyśle twórcą taki medyczny "word". Tak quasi "baza danych". Program en nie był przeznaczony do prowadzenia dokumentacji medycznej w formie elektronicznej tylko do sporządzania dokumentów papierowych. Faktycznie jednak lekarz używał danych zebranych w tejże "bazie danych" pacjentów jako dokumentację elektroniczną. Nie miał do tego prawa. W roku 2010 i 2011 były już odpowiednie dyrektywy Ministra Zdrowia dotyczące prowadzenia dokumentacji elektronicznej i warunki do prowadzenia takiej. Niestety nie było na rynku programu komputerowego spełniającego te warunki.
Lekarz wpisywał dane o pacjentach, ich wizyty, dolegliwości, terapię do tejże "bazy danych", która posiadał w oprogramowaniu MPsystem. Oprogramowanie to nie miało żadnych zabezpieczeń przed wprowadzaniem zmian w dokumentacji. Lekarz mógł swobodnie wpisywać co chce w dowolnym czasie - nawet po śmierci pacjenta. Mógł dowolnie edytować wpisy, daty, godziny bez pozostawienia śladu w tej "bazie danych". Mógł drukować w dowolnym momencie dokumenty papierowe z dowolna data i godziną. Wystarczyło tylko zmienić w bazie danych.
Lekarz to wiedział. Gdy doszło do sporu o dokumentację i zapisy o fikcyjnej wizycie w dn. 29.07.2011 roku o godz. 20.30 lekarz pozmieniał wszystkie zapisy, które chciał. Podopisywał bajki. Wyłożył się na tym, że wpisał w dn. 29.07.2011 wizytę ambulatoryjną, której nie było. Powieść napisał. Diagnozował pacjenta, badał, wywiad medyczny robił, chciał USG robić pacjentowi, badać fizykalnie itp. Problem medyczny sam w sobie, że wcześniej napisał, że pacjent nie ma dolegliwości. Po co zatem te ekstra usługi USG i badanie fizykalne, skoro pacjentowi nic nie dolega? Nadto badanie USG i wizyta lekarska są u lekarza oddzielnymi świadczeniami medycznymi, za które trzeba oddzielnie płacić po 60 zł. za każde w tamtym czasie. Krótko mówiąc lekarz - w sytuacji gdy pacjentowi nic nie dolega - wpisał wizytę i zamiar nieodbytego badania USG. Ale pacjent nie był umówiony ani na wizytę ani do pracowni diagnostycznej na USG! 29 lipca 2011 roku to był piatek. Lekarz ma czynny gabinet i pracownię diagnostyczną w czwarti. Raz w tygodniu. Otwierał specjlanie firmę dla pacjenta, któremu nic nie dolegało? Bingo!
Po kiego licha zatem wpisana wizyta i nieodbyte USG, gdy pacjentowi nic nie dolegało? Ano po to, by pozorować udzielenie świadczenia medycznego a nawet dwóch świadczeń medycznych: jednego jako gabinet lekarski i drugiego jako pracownia diagnostyczna. Lekarz dokumentował nie udzielone świadczenia medyczne? Zupełne novum w zasadach dokumentowania leczenia pacjenta, że nie odbyło się USG na które pacjent wcale się nie zapisał i nie było wskazań medycznych do jego przeprowadzenia. To jest właśnie fałsz intelektualny: dokumentowanie nieodbycia badania USG, gdy nie było wskazań medycznych, by takie badanie w ogóle przeprowadzić. Bingo!
29 lipca 2011 roku pacjent jest u siebie w domu i rozmawia przez telefon. Więc jak mogła się odbyć wizyta ambulatoryjna skoro pacjenta nie było w gabinecie lekarza? Jak miało się odbyć badanie fizykalne genitaliów? Jak miało się odbyć owo USG w pracowni diagnostycznej? Nie mogło. Fałsz - dokładnie ten, jaki nazwał później prokurator w Łomży Grzegorz Bielski - fałsz intelektualny. Mamy zatem udowodniony fałsz intelektualny podwójnie: wpisaniem świadczenia medycznego - wizyty ambulatoryjnej i wpisaniem nieodbytego badania USG również ambulatoryjnego w pracowni diagnostycznej - badania, dla którego brak było wskazań medycznych, by je przeprowadzić. Lekarz odnotował wszak wywiad: pacjent dobrze się czuje, nie ma dolegliwości i nic mu nie jest.
A teraz fałsz materialny. Lekarz mógł dowolnie wpisywać do dokumentacji w komputerze co chciał i kiedy chciał do momentu w którym wysłał do pacjenta wersję wiążącą tych fałszerstw tj. w dn. 20 września 2011 roku. Do tego dnia mógł dowolnie wpisywać co chciał kiedy chciał i zmieniać poprzednie zapisy. tak też zrobił. Podopisywał historie w tym ową wizytę ambulatoryjną. Następnie wydrukował tak spreparowaną historię choroby pacjenta i wysłał mu. ten oczywiście dostał szału jak zobaczył pofałszowane wpisy łączenie z wizytą i badaniem USG w dn. 29.07.2011 roku o tej ważnej godz. 20.30, o której rozmawiał przez telefon, co jednak zostało udowodnione później. Owa historia choroby to było 7 stron wysłanych do pacjenta. Nie wysłał badań USG. Jest to łatwo dowieść, że owe 7 stron wydrukował około 19-20 września 2011 roku jeśli się przebada je i porówna z innymi dokumentami medycznymi, które lekarz powinien mieć u siebie w kartotekach innych pacjentów ale wystarczy także porównać z pismem a nawet dwoma w związku z tą dokumentacją i... parametry techniczne są identyczne jak w dniu, w którym drukował ten dokument towarzyszący. To ważne, bo później gdy lekarz gdy dostał wezwanie do zapłaty odszkodowania kłamał w prokuraturze, że wysłał 6 stron historii choroby i 1 badanie USG.
W roku 2012 lekarz został przesłuchany Prokuraturze Rejonowej w Siedlcach w śledztwie 1 Ds. 382/12. Pokazano mu owe 7 stron historii choroby, które do prokuratury dał pacjent. Lekarz uznał faktycznie, że te dokumenty mi wydał we wrześniu 2011 roku drogą pocztową. Tłumaczył, że odmawiał mi drogi pocztowej z troski by kopie dokumentacji nie zginęły. Bzdura. Po prostu utrudniał dostęp do dokumentacji jak tylko mógł. Poczta jest prawną drogą w Polsce. W tym samym czasie innym pacjentom wydawał dokumentację drogą poczty elektronicznej. W prokuraturze tłumaczył, że nic nie można było dopisywać w innym dniu niż wizyta lekarska. Kłamał. Można było i to potwierdził producent oprogramowania MPsystem. Lekarz mataczył. Prok. Wąsak palcem nie kiwnęła, by zweryfikować te zeznania lekarza o tym, iż program automatycznie rejestrował zmiany i nie można było niczego dopisać później. Prok. Witkowski pewnie by spytał prok. Wąsak czy i jak weryfikowała te dane od lekarza. Prok. Król zaś odmówił objęcia śledztwa nadzorem.
W te wszystkie kłamstwa uwierzyła - może nawet nie uwierzyła tylko świadomie zignorowała - prok. Katarzyna Wąsak i nadzorując śledztwo Maria Kempka. By uchronić lekarza przed więzieniem i umożliwić mu dalsze matactwa nie zrobiły nic z wniosków dowodowych zgłoszonych przez pacjenta. Nie ustaliły miejsca pobytu pacjenta i lekarza o owej godz. 20.30 w dniu 29.07.2011 roku. Podstawowa czynność dowodowa w każdym śledztwie: gdzie kto był. Miały pewność, że pacjenta u lekarza nie było bo... o owej 20.30 pacjent rozmawiał przez telefon z lekarzem. lekarz do niego zadzwonił parę minut wcześniej i ten pacjent oddzwonił. Żadna wizyta ambulatoryjna nie miała miejsca. Nie było diagnozy, nie było wywiadu, nie było badań fizykalnych, nie było badania USG. Nie były udzielone żadne świadczenia medyczne. Wąska i Kempka nie powołały biegłych do oceny kiedy powstała historią choroby w wersji papierowej, która lekarz pokazał prokuraturze a było to 12 stron a nie 7 stron. Prokuratorki nie powołały biegłych informatyków, żeby sprawdzili autentyczność plików z dokumentacją elektroniczną. Dowiedliby oni, że pliki, które lekarz ma w komputerze zostały wytworzone po zakończeniu leczenia pacjenta i nie pochodzą z roku 2010. Dowód: lekarz sam zeznał, że pozbył się oprogramowania MPsystem i ma inne. Materialnie oznacza to, że zniszczył oryginalne pliki z dokumentacją, którą pisał w programie MPsystem (lub też nadal są w komputerze na twardym dysku jako pliki wykasowane). Sam powiadomił prokuraturę o zniszczeniu oryginałów a prokuratorki nic. Nieruchome nie stwierdzały przestępstwa, choć Ustawodawca widzi to inaczej. Kempka i Wąsak uznają niszczenie oryginalnej dokumentacji za dozwolone. Tak też uznała później sędzia Magdalena Banasiuk z Sądu Rejonowego w Siedlcach i sfinalizowała tuszowanie przestępstwa w roku 2012. Zalegalizowała zniszczenie oryginalnej dokumentacji w postaci elektronicznej przez lekarza. Mimo iż nie była to dokumentacja prowadzona zgodnie z prawem to istniała i lekarz sie nią posługiwał jako faktyczną dokumentacją elektroniczną. Podlegała zatem wszystkim warunkom Ustawodawcy. Nie w Siedlcach jednak.
W roku 2014 nadszedł jeszcze jeden dowód. Lekarz przysłał mi wyciągi z dokumentacji elektronicznej. Nie miał już programu MPsystem a wydruki wydają się podobne. Przeoczył jedną rzecz - Ustawodawca nakazał wprowadzić do dokumentacji elektronicznej cyfrowe odwzorowania dokumentów papierowych i nie zezwolił na wpisanie do niej danych w inny sposób. U mnie się to odbyło skopiowaniem danych z programu MPsystem do nowej bazy danych lub ręcznym ich wpisaniem. W każdym wypadku ta dokumenatcja nie jest dokumenatcją z okresu mojego leczenia wpod względem materilanym. Lekarz zeznał, że moją dokumentacje elektroniczną prowadził w programie MPsystem, którego się pozbył. Nie prowadził jej zatem w nowym programie przeznaczonym dla dokumentacji elektronicznej. Po zakończeniu mojego leczenia w tym podmiocie medycznym lekarz wytworzył nową dokumentację medyczną w wersji elektronicznej. Ta nowa dokumentacja elektroniczna powstała pomiędzy 30 lipca 2011 roku a 20 września 2011 roku. Dlatego właśnie prok. Wąsak nie badała mojej dokumentacji w tym okresie wskazując inny okres by zatuszować przestępstwo to jest do 29.07.2011 roku. To tak jak z kradzieżą. Ktoś ukradł coś 30 lipca a prok. Wąsak prowadzi śledztwo czy ukradł do 29 lipca. Niezły szwindel. Lekarz sam w roku 2014 dostarczył dowód: przysłał mi wyciągi dokumentacji medycznej, którą stworzył po 29 lipca 2011 roku tj. po zakończeniu leczenia mnie.
Tak właśnie prok. Katarzyna Wąsak nadzorowana przez Marię Kempkę i z kluczową rolą prok. Roberta Króla z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach tuszowały fałszowanie i niszczenie oryginalnej dokumentacji z mojego leczenia. Prok. Robert Król w roku 2012 odegrał zasadniczą rolę w zatuszowaniu przestępstwa w śledztwie 1 Ds. 382/12. To on odmówił objęcia nadzorem śledztwa przez jednostkę nadrzędną. To on dał gwarancję podwładnym, że mogą tuszować przestępstwo metodą niewykrycia z powodu niewykonania podstawowych obowiązków regulaminowych i ustawowych prokuratora. Tak to się odbyło. Lekarz mataczył dalej a prokuratura mu w tym pomagała. Byłem już ciężko chory. W październiku 2011 roku stwierdzono chorobę nerek - później także podejrzenie nowotworu nerek. Tak Wąsak, Kempka i Król poświęcili moje zdrowie i jak się z czasem okazało życie, by przestępca nie poszedł siedzieć. Sami stali się... przestępcami w prokuraturze? Co na to V Wydział Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie? Jak do tej pory nic na to. Prok. Andrzej Pogoda i jego V Wydział trwa "bez biegu". A kto kłamał o oprogramowaniu MPsystem - lekarz czy jego producent? Dziś pałeczkę tuszowania przestępstw przejęła apelacja białostocka prok. Andrzeja Tańcula. Musi wszystko zatuszować, bo udowodni przestępstwa swoim siedleckim kolegom - prokuratorom. I sędzi!
Zdrowie, życie człowieka? A co go obchodzi takiego prok. Króla! Tańcułę? Dla Tańcuły jak się u niego prokurator zabijał z powodu mobingu nic szczególnego się nie stało. Najważniejsze, by nie udowodnić błędu medycznego i fałszerstwa dokumentów i ich niszczenia. Najważniejsze, by koledzy prokuratorzy nie poszli siedzieć. I sędzia!Nie jestem jedyną ofiarą błędu medycznego w Siedlcach i obszarze działania Prokuratury Okręgowej w Siedlcach. O wypadkach skandali prokuratorskich w Okręgu Siedleckim donoszą stale media. Prokuratorem Okręgowym w Siedlcach jest Robert Więckiewicz. Prezesem sądu w Siedlcach jego żona Iwona Więckiewicz. Na tym polega układ.
"Układ zamknięty" w organach Państwa. To układ ludzi, którzy doprowadzili mnie do śmierci. Nie zawahali się tego zrobić... pod przykrywką organów Państwa. Dziś już wiadomo, że umrę. Zrobię to jednak tak, by innym pomóc - innym ofiarom błędów medycznych i prokuratorskich przestępstw. Czy coś to zmieni? Oczywiście. Uświadomi ludziom, ze trzeba demaskować przestępców we wszystkich organach Państwa i dążyć do ich wykluczenia społecznego jako zwykłych przestępców zagrażających ludziom - jako tych którzy używają posiadaną władze do celów sprzecznych z prawem i zasadą praworządności. Tak jak nawołuje prof. Leszek Balcerowicz: ujawniać nazwiska, powiązania i kto kogo krył i awanse dawał, ujawniać przełożonych i ich udział w procederze. Niejedna jest wśród nas „prok. Wolińska”. Niejeden jest wśród nas „prok. Woliński". Ich pomiot wcale nie wyginął z przodkami...
ANEKS
KORESPONDENCJA OD PRODUCENTA OPROGRAMOWANIA MPSYSTEM
Poniższe pismo od producenta oprogramowania PMsystem Prokurator Rejonowa w Siedlcach Maria Kempka uznała za... "polemikę" i to tak nieistotną, że przyklepała kłamstwa lekarza o programie komputerowym MPsystem i kłamstwa prok. Katarzyny Wąsak. Sędzia Magdalena Banasiuk uznała wywody prok. Katarzyny Wąsak za "logiczne i spójne" i odrzuciła moje zażalenie. "Logicznie i spójnie" wzięła udział w zatuszowaniu przestępstwa.
25 maja 2012 11:08
Witam
Poniżej przesyłam odpowiedzi na Pana pytania. Przepraszam że trwało to tak długo
1. Czy program MPSysytem rejestrował zmiany wprowadzane do historii pacjenta czy też zmiany były rejestrowane tylko gdy lekarz ze swojej po prostu używał funkcji zapisywania?
Zmiany wprowadzane podczas edycji danych pacjenta/historii/wizycie pacjenta były zapisywane w bazie po użyciu przycisku "OK", który jednocześnie zamykał okno. Nie było tzw. automatycznego zapisywania danych, np. co określony czas.
2. Czy w przypadku modyfikacji historii pacjenta zmiany były rejestrowane automatycznie tzn. czy po zapisaniu pliku np. o 15.30 zmiany o 16.00 były w w pliku uwidocznione lub zarejestrowane przez program MPSystem?
Zatwierdzenie zmian wprowadzonych w dokumentacji pacjenta obywało się przez użycie przycisku "OK" który zamyka okno i jednocześnie zapisuje dane w bazie. Tym samym zmienione dane są w bazie od tej chwili.
3. Czy w programie MPSystem była jakakolwiek automatyczna rejestracja zmian na przykład raz dziennie albo na koniec dnia tak, że zmiana w wprowadzona do historii pacjenta pod datą np. 16.09.2011 ale dokonana faktycznie kilka dni później była przez program MPSystem zarejestrowana, czy też była zarejestrowana jeśli lekarz ją zarejestrował?
Program MPsystem nie posiadał mechanizmu automatycznej rejestracji zmian. Dane do bazy trafiały jeśli użytkownik zapisał wprowadzone dane ("OK"), niezależnie od daty z którą są były związane.
A mówiąc "po polsku":
Czy można było dopisywać do historii pacjenta w różnych godzinach lub dniach dodatkowe informacje bez wykazania tego w historii pacjenta?
Dopisanie informacji do dokumentacji pacjenta w tym również do poszczególnych wizyt nie pozostawiało śladów w postaci daty i godziny dokonania wpisów lub zmian. Jedna data to data i godzina (rozpoczęcia i zakończenia) poszczególnych wizyt, która podlega swobodnej edycji przez lekarza. Zatem możliwa była dowolna modyfikacja danych w dowolnym momencie bez pozostawiania informacji o fakcie dokonywania tych zmian/modyfikacji. Takie zachowanie programu jest wprawdzie niezgodne z aktualnymi przepisami dotyczącymi dokumentacji medycznej przechowywanej w wersji elektronicznej, ale w czasach działania MPsystemu konieczna była i tak papierowa wersja dokumentacji medycznej, zatem spełnienie tych wymogów nie były konieczne. Program należało traktować tylko jako narzędzie do sporządzania dokumentacji a następnie jej drukowania.
Serdecznie pozdrawiam
[imie i nazwisko osoby]
ul. Krakowska 41, 31-066 Kraków
tel.: 12 293 40 08, fax: 12 293 40 10
e-mail: empendium@mp.pl
http://www.mp.pl/empendium
Prosimy nie usuwać treści wcześniejszych konwersacji.
Pozwoli nam to na szybsze ustalenie problemu


Komentarze
Pokaż komentarze