Nadeszło parę pism. Niektóre sensowne a w niektórych bełkot. Nadeszły też dwa pisma od prok. Kamila Żmudzińskiego. Nie zgodził się by podjąć zawieszone śledztwo - śledztwo przeciwko mnie. Zawnioskowałem o jego podjecie, bo nie ma od 10 miesięcy przeszkód by prowadzić czynności dochodzeniowe. Niech mnie ściga!
W dniu 9 kwietnia 2015 roku (data doręczenia 16 kwietnia 2015 roku) Żmudziński wydał "Postanowienie" o odmowie podjęcia zawieszonego śledztwa. Pisze, że wprawdzie wcześniejsza przyczyna zawieszenia śledztwa ustała ale nadal jest kolejna. Poprzednia ustała w czerwcu 2014 roku. Dziesięć miesięcy to śledztwo było zawieszone bez podstawy prawnej.
Wprawdzie opinia dwóch lekarek stwierdzała bez badania mnie i wbrew Ustawie o ochronie zdrowia psychicznego, że jestem chory psychicznie, niebezpieczny dla siebie i innych, mam urojenia i trzeba mnie leczyć (kobiety te stwierdziwszy owe niebezpieczeństwo nie objęły mnie opieką zgodnie z prawem medycznym), to prok. Kamil Żmudziński wie z urzędu, ze lekarki te przesłuchane w Prokuraturze Rejonowej w Siedlcach zaprzeczyły mojej chorobie psychicznej i stwierdziły, że nie wymagam leczenia a nawet, jeśli nie będę brał leku łagodnego antydepresyjnego „Citabax” to też mi się nic nie stanie i mi „się nie pogorszy” i nie było nigdy żadnej przeszkody do prowadzenia śledztwa. Jeden z Ministrów Zdrowia słusznie spytał jaki jest numer statystyczny schorzenia jakie diagnozowały biegłe raz w opinii a raz w zeznaniach tj. takiego, które raz leczyć trzeba a raz nie. W sposób oczywisty wybitne lekarki poświadczyły nieprawdę.
„Gazeta Wyborcza” bezspornie ustaliła, że opinia sądowo-psychiatryczna dla Prokuratury Rejonowej w Siedlcach została sporządzona przed 3 lutego 2014 roku a Żmudziński powołał dwie kobiety na biegłe dopiero 28 lutego 2014 roku. Zresztą gdy go pytałem skąd on je wziął to nie potrafił powiedzieć. Proste pytanie a jego zatkało. Doszło do możliwego przestępstwa w Prokuraturze Rejonowej w Siedlcach? Zachodzi uzasadnione prawdopodobieństwo, ze Żmudziński wszedł w zmowę z w/w kobietami przeciwko mojej osobie i na szkodę wymiaru sprawiedliwości lub też wywierał jakieś presje na te kobiety by napisały opinię wedle jego instrukcji i z niedopuszczeniem do badania mnie przez te kobiety? Czy Żmudziński wywierał na nie presje? Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Lekarski orzekły, ze niemożliwe jest diagnozowanie objawów psychopatologicznych inaczej niż w badaniu pacjenta i że niedopuszczalne jest orzekanie o stanie zdrowia psychicznego inaczej. Trudno przypuszczać, by lekarki rzekomo posiadające wiedze specjalną i doświadczenie nie znały tak podstawowych zasad wiążących lekarza psychiatrii. Nadto nietypowo Żmudziński zażądał tylko opinii o aktualnym stanie zdrowia i pominął podstawową kwestię czy in tempore criminis byłem poczytalny. Żmudziński robił wszystko by nie dopuścić do badania mnie przez biegłe, gdyż 27 lutego 2014 roku – dzień przed powołaniem biegłych, którym Żmudziński nakazał napisać opinię - sam poddałem się badaniu przez lekarza psychiatrii i nie stwierdził on żadnych objawów psychopatologicznych. Badanie mnie zatem pokrzyżowałoby szyki Żmudzińskiemu? Dwa tygodnie później na zlecenie Żmudzińskiego już byłem chory i to tak, że byłem wedle biegłych Żmudzińskiego tak niebezpieczny dla siebie i innych, że trzeba mnie leczyć. Normalnie niemal poczułem więzy kaftanu bezpieczeństwa i kaganiec na twarzy. Czy jest to oczywiste przestępcze działanie w organie Państwa i z użyciem posiadanej władzy? Pleciuga – adwokat lekarza – wypaplał w „Wyborczej” kiedy została sporządzona opinia dla Prokuratury w Siedlcach. Dziś już tego adwokata wywalili na zbity pysk z adwokatury. Karnie! Składam szereg wniosków, by go wywalono. Facet miał około 15 wyroków skazujących i ok. 70 skarg w Adwokaturze. Jest oskarżony w na pewno dwóch procesach karnych. Bronił się jak mógł nawet tym, że był niepoczytalny i leczył się u psychiatry.
Możliwość istnienia takiej zmowy jest zupełnie uzasadniona, gdyż Żmudziński wszczął śledztwo z powodu moich roszczeń odszkodowawczych wobec lekarza i biegła zeznała, że właśnie to jest problem ze mną, że zażądałem pieniędzy. Biegła ta jest koleżanką z pracy tego lekarza i znajomą jego matki.
Żmudziński pisze w „Uzasadnieniu” że „zaistniała inna długotrwała przeszkoda uniemożliwiająca zakończenie postępowania przygotowawczego związana z faktem leczenia podejrzanego”. Uległem w sądzie wypadkowi i skręciłem kolano. Miałem naderwane ścięgno Achillesa i skręcony staw skokowy. To już nic nie kumam. Żmudziński nie dopuścił przecież dowodu z opinii biegłych z medycyny i neguje ustalenia lekarza sądowego o 6-miesiecznej niezdolności do stawiennictwa i wskazania lekarza sądowego w kwestii możliwego terminu zdolności do stawiennictwa po zakończeniu leczenie. Chodzę bowiem o dwóch kulach ledwo. Czasem jak mi lepiej kuśtykam o jednej. Uraz był okropny i pechowy. W dn. 16.04.2015 roku otrzymałem wezwanie do osobistego stawiennictwa na dzień 21 kwietnia 2015 roku od owego Żmudzińskiego (i w tym samym dniu „Postanowienie” o odmowie podjęcia śledztwa z powodu przeszkody długotrwałej na skutek mojego stanu zdrowia). Oznacza to, że wedle Żmudzińskiego nie zachodzi żadna przeszkoda do ogłoszenia mi zarzutów i przesłuchania. To zaś oznacza także że nie ma żadnej przeszkody w wykonaniu czynności dowodowych zgodnie z moimi wnioskami dowodowymi. To zaś oznacza, ze nie ma de facto – wedle Żmudzińskiego – podstawy do dalszego zawieszenia śledztwa. Żmudziński wikła się we własne sprzeczności. Wikła sie po uszy. Czy z tego powodu, ze wydał swoje "Postanowienie" dotyczące mojej dokumentacji medycznej, o której zielonego pojęcia nie ma, bo jej nigdy nie widział i nie wie z czego się skalda? A może wierzy w pomówienia, jaki pisemnie skierował do sądu w innej sprawie tj. że lekarz nie ma mojej dokumentacji? Żmudziński pomawiał mnie bezczelnie o gołosłowność, że lekarz ma moją dokumentację i podważał wiarygodność sędzi Żyłki-Kalickiej z Sadu Rejonowego w Siedlcach, która znała stan faktyczny, ze ów lekarzyna ma moją dokumentację medyczną. No bo skoro ja dla takiego Żmudzińskiego jestem "gołosłowny" to tym samym i Żyłka-Kalicka. Ją też niech oskarża. Czy to dowodzi łamania ustawy o prokuraturze? W Apelacji Lubelskiej na pewno nie.
Zadzwoniłem do Żmudzińskiego dziś, bo się połapać nie mogłem o co mu chodzi z tym wezwaniem mnie. Telefonicznie Żmudziński powiedział mi, że wzywał mnie by sprawdzić czy już mogę się stawić. Co takiego? Facet testuje mnie czy się mogę stawić? Żmudziński nie jest lekarzem sądowym ani biegłym z medycyny by sprawdzał czy mogę się stawić metodą wzywania mnie. Instrumentem prawnym od sprawdzania czy mogę uczestniczyć w czynnościach są biegli sądowi a nie wzywanie w okresie zawieszenia śledztwa. Złożyłem wniosek o powołanie biegłych właściwych specjalności celem wypowiedzenia się o moim stanie zdrowia (pulmonologicznego, urologicznego, kardiologicznego, ortopedycznego i in.) ale Żmudziński go odrzucił mimo iż upłynął okres 6 miesięcy wskazany przez owe biegłe Żmudzińskiego. Biorąc pod uwagę metody dochodzeniowe Żmudzińskiego w kontekście pomówień mnie i podważania wiarygodności Żyłki-Kalickiej całkiem możliwe jest do pomyślenia, że Żmudziński zacznie twierdzić, że ja kłamię, że nerki mam. To jest jego logika śledztwa: negacja faktów, gołosłowna negacja. Czy wtedy załapie za skalpel i mi zrobi operację nerek, gdy już się stawie i mi je wytnie? No bo dlaczego miałby nie twierdzić, że jestem „gołosłowny”, że mam nerki? Mój Boże! Trafił mi się „prokurator-medyk”.
Żmudziński odrzuca wszystkie wnioski dowodowe w tym wniosek o zabezpieczenie jako dowodu oryginałów (aktualnie posiadanych) przez lekarza „dokumentów medycznych” i „dokumentacji medycznej” i komputera oraz aparatu USG mimo iż ich nigdy nie widział powołując się na fakt zawieszenia śledztwa i niemożność wykonywania czynności poza tymi, które wskazuje właśnie art. 308 KPK. A na „testy medyczne” w kwestii stanu zdrowia pozwala? Tak, tyle tylko, że kwalifikacja tych „testów” to rażące naruszenie zasad praw procesowego.
Żmudziński kłamie, że dwukrotnie podjął próbę przedstawienia mi zarzutów. On mnie wzywał tylko by sprawdzać mój stan zdrowia. Nie można bowiem przedstawić zarzutów w zawieszonym śledztwie i śledztwo nigdy od lutego 2014 roku nie było podjęte. Mam to na piśmie jak kłamie.
Zawieszenie śledztwa ma jeden cel: dalsze uchylanie się przez Żmudzińskiego od wykonania obowiązków ustawowych w zakresie dowodowym, gdyż udowodniłby przestępstwa rzekomemu pokrzywdzonemu lekarzowi i to tak dalece, że w pismach do mnie wielokrotnie kręcił i pisał nieprawdę o biegu śledztwa i odmawiał podania stanu śledztwa unikając podania mi podstawowych danych jak na przykład podania numerów akt sprawy, do których odnosi się jego „Postanowienie” o postawieniu mi zarzutów. Pół roku skargami i pismami wyciągałem od niego informację pisemną, że on nie ma w materiale dowodowym żadnych moich dokumentów medycznych i dokumentacji medycznej. Taki prokurator zdolny! Postanowienie ich dotyczące wydał a materiału dowodowego nie ma. Nie ma, bo wierzy w swoje pomówienia, że lekarz ich nie ma?
Żmudziński jest świadomy, że zostanie złożony wniosek o ściganie go dyscyplinarne za "ustawkę" z biegłymi lekarkami. Jeden już złożyłem - skargę na te pomówienia. Dlatego nie chce podjąć śledztwa, gdyż będzie stale się powoływał na zawieszenie śledztwa jako przeszkodę do czynności dowodowych i wszyscy będą rozkładać ręce, że skargi nie można rozpatrzeć, Oczywiście, gdy złoże wniosek zwierzchnicy zamienią się w „czyścicieli” i będą ukręcać sprawie łeb. Mam już doświadczenie z kilkoma skargami. To ludzie nieomylni we własnym przeświadczeniu i trzeba chronić narybek przed utratą pracy. Wyjątkowa rasa ludzka tylko co na to antropolodzy? Zwykła fasada a za nią niezłe bagno.
Żmudziński wielokrotnie podjął działania niegodne (to najdelikatniejsze określenie) prokuratora w tym posunął się do podważenia wiarygodności sędzi Anety Żyłki-Kalickiej i Sądu Rejonowego w Siedlcach o tym, ze lekarz posiada moją dokumentację medyczną. Robił to dlatego, że niewydanie dokumentacji sądowi, PZU SA i mi jest obiektywnie przestępstwem ukrywania i niszczenia jej zgodnie z wyrażonym później stanowiskiem Ministra Zdrowia przedstawionym Przewodniczącej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Sejmu RP. Pomawiał też mnie, że jestem „gołosłowny”, że lekarz ma moją dokumentację. To właśnie Żmudziński orzekła, że nie jest przestępstwem olać sąd i nie wydać dokumentów do opinii biegłych z urologii. Dokumentów z leczenia urologicznego. Gdy rozmawiałem z prezesem Sądu Apelacyjnego w Lublinie Markiem Wolskim, to nie mógł w to uwierzyć, że lekarz nie wydał dokumentów na żądanie sądu. Nie wydał, bo Żyłka-Kalicka palnęła niezłą „koleżeńską gafę” żądając tych dokumentów: oryginały obciążały prok. Wąsak, sędzię Banasiuk i prok. Kempkę – byłą Prokurator Rejonową w Siedlcach, dziś już wysłaną na szeregową w Garwolinie. Nie ona jedna tak zakończy karierę. Po cichutku Prokurator generalny „posprząta” to towarzystwo i upchnie w zapadłych dziurach. Ta „anomalia siedlecka” w wymiarze sprawiedliwości jak to określiła niegdyś sędzia Barbara Piwnik nie pozostanie bez skutków. Za dużo ta „anomalia” narobiła kłopotów a że ja głupi nie byłem, to nawet nagrałem jaj Sobczakowa mi mówi, że na anonimach się może nie skończyć w kontekście pobicia mnie. Czy tak się zachowuje prokurator w Polsce, że podważa stan rzeczy znany sądowi? Tak – tak się zachowuje Żmudziński ale ja dopilnuję, by za to beknął.
Cóż... Żmudziński wzywa mnie, by sprawdzić czy już się mogę stawić. Wolałbym, by Żmudziński stosował przepisy KPK i nie weryfikował mojej zdolności do stawiennictwa wzywaniem mnie, gdyż to nie jest instrument prawny przewidziany przepisami KPK, by taką metoda weryfikować zdolność lub nie do stawiennictwa. Od tego są biegli z medycyny. Ja nie jestem „królikiem doświadczalnym” dla Żmudzińskiego a Prokuratura Polska to nie jest organ dla testów medycznych Żmudzińskiego o ile on nie jest z zamiłowań jakimś niespełnionym medykiem. Ale może idą ręka w rękę z lekarzem. Z tym, który dawał mi leki najbardziej toksyczne a nie postawił nawet diagnozy. Ciężko być "królikiem doświadczalnym" i dla lekarza i dla prokuratora zarazem. Właściwie najpierw dla lekarza a później dla prokuratora. Nie zarazem, tylko jeden po drugim. Ja tej "medycyny" Żmudzińskiego nie przeżyję. Żaden "królik doświadczalny" nie przeżywa takiej "medycyny". To jest "medycyna" z metod słynnej Wolińskiej. Wolałbym, by Żmudziński robił testy medyczne na własnej żonie a nie na mnie. Niech jej zrobi operację na mózgu albo co tam sobie chce. Na mnie niech swojej "medycyny testów" czy sie mogę stawić niech nie stosuje.
Czy mam napisać skargę do Pogody? Pogoda z uporem maniaka odpisze, że Żmudziński jest niezależny. Także od Ustawodawcy? A jakże! U Pogody tak. Tylko jeden Witkowski stał mu na drodze… Dziś Żmudziński testuje na mnie swoją medycynę… Co tam lekarz sądowy! A na diabła biegły z medycyny! Żmudziński swoje metody testów medycznych ma.


Komentarze
Pokaż komentarze