MOTTO:
"Gdyby ktoś się poskarżył, że jakiś sąd skazał go na obdarcie żywcem ze skóry, dostałby odpowiedź, że sąd jest niezawisły i minister nic obdzieranemu nie pomoże."
Janusz Wojciechowski ("Nowo malowany minister tak zwanej umownie sprawiedliwości", 3 maja 2015)
Gdy Pani Sędzia Barbara Piwnik dowiedziała się o niektórych poczynaniach sędziów Sadu Rejonowego w Siedlcach nazwała to co się dzieje anomalią w wymiarze sprawiedliwości. Chodziło o Żyłkę-Kalicką. Nie rozmawiałem z Panią Sędzią Piwnik, tylko ktoś inny. Taką wiadomość dostałem. Myślę, że nawet ona, mądra kobieta, doświadczony sędzia, były Prokurator Generalny i były Minister Sprawiedliwości nie domyśliłaby się do czego jeszcze posuną się sędziowie siedleckiego sądu. Kilku z nich pomyliło epoki. Kilku z nich to bohaterowie Archipelagu GULAG i metod z tamtych czasów. Metody UB-eckie mianowicie nie wyginęły i są nadal sprawnymi metodami niszczenia niewygodnych ludzi przez rasowych złoczyńców. Są to metody wygrywania spraw sądowych z pomocą zaprzyjaźnionych osób z wymiaru sprawiedliwości. Media donoszą o takich jak Żyłka-Kalicka ciągle. Ostatnio był skandal trzymania bezpodstawnie człowieka przez osiem lat w zakładzie psychiatrycznym. Winnych brak. Poznikali? Nie. Kryją ich koledzy po fachu. A to zrobili tacy jak Żyłka-Kalicka. Tak też i ja wpadłem w szpony niektórych. Za dużo wiem o "dr. Tester". I pech. Napisałem kiedyś temu "dr. Tester", że zniszczy każdego kolegę, który mu stanie na drodze. Każdego, który stanie na drodze jego ambicji. Każdego kolegę lekarza. Sam mi zresztą opowiadał jak robił awanturę innej lekarce że się ośmieliła skrytykować jego metody leczenia wobec pacjenta.
No cóż. Ja jestem pierwsza ofiara tego człowieka. Za dużo mu prawdy powiedziałem w oczy. I za dużo o nim wiedziałem. Rozpoczęła sie kampania robienia ze mnie chorego psychicznie. Łajdacka przestępcza kampania z użyciem adwokata, który znany jest z tego, że możliwe, że jak on występuje, jeden sędzia i jeden biegły, to delikwent trafia do psychiatryka. Tak i wobec mnie zastosowali te metodę. Zwykłą UB-ecką metodę. No cóż... "dr Tester" ładuje bowiem chłopakom jako urolog "Amitryptylinę" rutynowo. Tak, "rutynowo" w jego medycynie i ci biedni chłopcy trują sie tym lekiem. Toksycznym preparatem. Wiem tez o sprawach prywatnych zbyt wiele o "dr. Tester". Miasto małe. Wiedza niebezpieczna.
Niemniej oskarżył mnie ten lekarz, że zarzuciłem mu wzięcie łapówki w szpitalu. Postawił łajdaczkę ze szpitala na świadka, że słyszała określone słowa. Ale ja mam nagranie rozmowy. Łajdaczka kłamała. Zapewne jej zapłacił, by złożyła fałszywe zeznania? Nie wiem, ale "charytatywnie" chyba nie kłamała? Czy jak to jest w branży medycznej? Na dzień dobry sędzia Żyłka-Kalicka, bo o nią dziś chodzi dawaj mnie do psychiatry. Stare UB-eckie metody są nadal w obiegu u Żyłki-Kalickiej. To mistrzyni tych metod i zapewne byłaby w zgranym teamie ze słynna prok. Wolińską i tak jak ona bez wyrzutów sumienia uśmiercałaby ludzi. To jest ten typ osobowościowy i etyczny znany z historii, którym nie przeszkadza krew na rekach. Zgodna z prawem! To jest ta mentalność. Byleby wziąć swoje pieniądze i wygodnie żyć krzywdą innych. Zgodnie z prawem!
Lekarz i jego adwokat prowadzili całą kampanię dyskredytacji mojej osoby. Wszędzie gdzie popadło adwokat i lekarz pisali, że jestem chory psychicznie. No cóż... Mamusia lekarza to biegła sądowa z psychiatrii i zna swoje własne metody. To są metody, wypracowane przez UB-eckie służby. Nie myślałem nigdy i nie spodziewałem się, ze Archipelag GULAG przeżyję na własnej skórze. Lecz tak jest i powstanie opis jak działa dziś w Polsce sitwa, przestępcza sitwa w organach Państwa. Powstanie inny opis tego, co twórcy przedstawili w słynnym filmie "Układ zamknięty". Znam sponsora tego filmu i skoro wyłożył milion złoty, by go dokończono, to wierze mu, że też to przeżył i tak jest w organach Państwa a Seremet może sobie gadać co chce. „Układ zamknięty”. U mnie będzie to jednak historia z nazwiskami. Broń Boże przestępców. Żaden z bohaterów nie popełnił żadnego przestępstwa. Ale będą nazwiska osób publicznych i wykonujących funkcje publiczne.
W roku 2014 wniosłem prywatny akt oskarżenia za kampanię oszczerstw i pomawiania mnie. Lekarzyna i jego pełnomocnik poszli za daleko. Oskarżyłem ich, bo żeby napisać, ze ktoś jest chory na parafrenię i schizofrenię to trzeba mieć dowody, żeby pisać, że ktoś symuluje chorobę płuc to trzeba być ścierwem niesłychanym. Pisali to do PZU SA, by uchronić Mazowiecki Szpital Wojewódzki w Siedlcach od wypłaty odszkodowania na moja rzecz. Pismo takie wysłał o ile mogę przypuszczać adwokat lekarza działając jako jego pełnomocnik. Ale dowodów nie ma. Nie byłem i nie jestem chory na żadną chorobę psychiczną. Lekarz i eks-mecenas mają prostą drogę do więzienia. Nie w Siedlcach jednak. Nie w anomalii w wymiarze sprawiedliwości. I tu pojawia się sędzia Sądu Rejonowego w Siedlcach Aneta Żyłka-Kalicka. No przecież na to nie pozwoli by lekarz poszedł siedzieć razem z adwokatem. Nie po to jest sędzią, by do tego dopuścić. Żyłka-Kalicka. To ona jest prowodyrką tego szwindlu siedleckiego.
W końcu po jakimś czasie dorwali mnie, by zrobić ze mnie wariata. Prowodyrką "action" i jej organizatorką była Żyłka-Kalicka. To ona zorganizowała najście mnie przez dwie kobiety podające się za lekarki i biegłe. Zrobili to wbrew przeciwwskazaniom w szpitalu, gdzie leżałem z paraliżem. Nie poinformowali ani mnie ani adwokatów. Nie mieli zgody szpitala i ordynator oddziału. Robili to wbrew orzeczeniom Sądu Najwyższego i Naczelnego Sadu Lekarskiego. Działali jak zgraja przestępców. Michalak łamał prawo. To sędzia w Sądzie Rejonowym w Siedlcach. Wydzwaniał po szpitalu. Szukał mnie. Nielegalnie ścigał. Nakłaniał lekarzy by łamali tajemnice, jakimi są związani. Przez telefon. W sądzie nie ma sentymentów. Kalicka jak dorwie ofiarę, to z trupa zrobi chorego psychicznie, gdy jest to jej potrzebne. Zdarzenia miały miejsce 15 stycznia 2014 roku. Biegłe Żyłki-Kalickiej tak mnie "przebadały", że wywołały reakcje samobójcza. Stwierdziły w badaniu, że jestem zdrowy psychicznie a wyszedłem doprowadzony do samobójstwa. Metody lekarzy zatrudnianych przez SB. Cztery dni po tym zdarzeniu, 19 stycznia 2014 roku, tak opisywałem to w liście do Pana Prok. Andrzeja Witkowskiego:
"Przeżyłem traumę. Nagonka i łapanka trwa. [...] Napisałem pismo do sądu, że strasznie się rozchorowałem i jestem w szpitalu i by wzięto pod uwagę to przy ustalaniu terminów sadowych. Myślałem naiwnie, że pozwolą mi się spokojnie leczyć. Chyba 10 stycznia mój taksówkarz złożył pismo. Nie wiem, bo nie mam jeszcze kopii od niego. I co robi ta sędzia Semeniuk, która wydała postanowienie, że je wysłałem do [lekarza] 2 paczki z materiałami i szkodliwymi dla zdrowia i życia? Wydaje postanowienie, ze zbadają mnie psychiatrycznie koleżanki lekarza [...], pracownice Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach. Tak Panie Prokuratorze! Koleżanki lekarza maja wydawać opinię w jego sprawie. tak działa sąd prokuratorowej Więckiewcz. Kumpelki lekarza zgłosiły się na biegłe w jego sprawie. Nic jednak o tym nie wiedziałem, że pracownice szpitala, w którym jestem, wobec którego się toczy dochodzenie o błąd medyczny i fałszerstwo dokumentów, kumpelki lekarza mają mnie badać. Jest 15 stycznia 2014 roku. Wchodzi do Sali lekarz dyżurny i mnie podstępem wywabia do pokoju lekarzy. A tam rzekome badanie przez biegłe sadowe. Chciałem je przerwać i nie pozwoliły i nawet zadzwonić do adwokata. Byłem zniewolony. Wypytały mnie o wszystko w kwestii linii obrony i w kwestii dowodów, jakie mam i o których panu niegdyś mówiłem, że akty oskarżenia są oparte na przestępstwie i ja mam na to dowód. Przeżyłem traumę. Skoczyło mi ciśnienie. Do dziś mam 210/120, 198/120 i takie tam kłopoty zdrowotne. Ale w czym problem spyta ktoś? Zmuszały mnie te kumpelki lekarza do ujawnienia dowodów w obu sprawach. Załamało mi się w szpitalu zdrowie strasznie. Miałem skoki ciśnienia po tym przestępczym najściu mnie. Dostałem niewydolności oddechowej takiej jak wtedy, co Panu opisałem, ze wozili mnie nogami do przodu. W szpitalu prosiłem o kardiologa i pulmonologa. Mówiłem, że już tak miałem, ze saturacja była poprawna a niewydolność oddechu niebezpieczna. Nie wezwali lekarza. Męczyłem się okropnie tej nocy. Prosiłem lekarkę a ta nic. Myślałem że umrę. Nie dostałem pomocy. Dzwoniłem na pogotowie żeby spytać jakie leki mam przyjąć, bo miałem swoje własne. Byłem w takim stanie, że zapomniałem numer telefonu
alarmowego z komórki. Nie udzielili mi pomocy. Wykończą mnie. Zobaczy Pan. Giermkowie i ich żony."
Biegłe sądowe orzekły, że nie stwierdziły w badaniu 15 stycznia 2014 roku żadnych objawów psychopatologicznych. Orzekły to zgodnie. Zgodnie też orzekły, że byłem odpowiedzialny za swoje czyny w okresie rzekomych przestępstw tj. w roku 2011, gdy lekarzyna oskarżył mnie o pomówienie o łapownictwo, brak jakiś tam zasad etycznych, brak umiejętności zawodowych. Clou tego aktu oskarżenia były zeznania pielęgniarki, że słyszała jak zarzucałem lekarzowi wzięcie łapówki w rozmowie w szpitalu. Kłamała. Nic takiego nie miało miejsca. Te biegłe zmusiły mnie do ujawnienia, że mam nagranie tej rozmowy. Przeżyłem szok po co mi te baby podesłali. Po ujawnienie dowodów przestępstw lekarzyny i jego wspólniczki? Kłamał lekarz i kłamała pielęgniarka. Wiedział o tym nagraniu jedynie Pan Prok. Andrzej Witkowski, Prokurator Apelacyjny w Lublinie Andrzej Pogoda i Prokurator Prokuratury Generalnej Janina Serowik. Zaufanie tym dwojgu ostatnim okazało się błędem do dnia dzisiejszego. Pogoda jako jedyny władny podjąć postępowanie w kwestii przestępstwa pielęgniarki się od tego uchylił a mowa o przestępstwie ściganym z urzędu. Pewnie zostawił sobie i przestępstwo i jego ściganie „bez biegu”, bo w jego apelacji on stanowi prawo a nie Ustawodawca. Tylko te trzy osoby w wymiarze sprawiedliwości. To był mój hak na lekarza i jego pielęgniarkę, na którym by zawiśli na parę latek w więzieniu. I tak zawisną - przynajmniej pielęgniarka - bo sam wniosę akt oskarżenia i pozew przeciwko tej babie. Niemniej w badaniu 15 stycznia 2014 roku byłem zdrowy. Sposób badania - zgodny z celem tych biegłych - wywołał reakcję samobójczą. Psychiatrzy niezależni, którzy analizowali co działo się pomiędzy 15 a 20 stycznia 2014 roku określili to jako reakcję adaptacyjną. Mam to na piśmie. Była to reakcja prawidłowa, bo normalny człowiek w danych okolicznościach może tak reagować. Nie jest to choroba psychiczna.
20 stycznia 2014 roku napisałem do Roberta Wieckiewicza maila, że jest "ścierwem moralnym" razem z żoną i pogratulowałem mu sukcesu w tuszowaniu przestępstw informując, że kończę swoją walkę o sprawiedliwość. Żadnych bluzg, żadnych wyzwisk tylko klasyfikacja moralna tego człowieka. Po prostu z takim bagnem nie wygram, że prokuratorki kłamią i ukrywają dowody przestępstw lekarza, adwokata i in. Wieckiewicz przefaksował tego maila do żony, Iwony Więckiewicz która jest prezesem sądu a biegłym lekarkom dał korespondencję Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta. Prokurator Generalny zapewnił mnie pisemnie, że te korespondencję miał tylko Więckiewicz i poza nim nikt więcej. Wieckiewicz dał im nielegalnie korespondencję Seremeta. Tak oto po 20 stycznia 2014 roku - w bliżej nieznanym terminie - owe biegłe zdiagnozowały u mnie chorobę psychiczną. W prywatnym interesie Więckiewicza i jego żony oczywiście. I w interesie Żyłki-Kalickiej jak czas pokazał, która była organizatorką całej tej szpitalnej "action", po której być może miałem umrzeć. Czy to science fiction? A byli w Polsce medycy, którzy zabijali dla tysiąca zł? Ci łowcy skór byli? Ja zażądałem dużo wyższego odszkodowania. Jak w Europie, jak w normalnym świecie a nie jak w świecie łowców skór. Bądźmy realistami. Nie za takie pieniądze, których ja zażądałem ludzie idą do piachu.
W maju 2014 roku złożyłem prywatny akt oskarżenia adwokata i lekarza za oszczerstwa liczne od choroby psychicznej po symulowanie chorób w szpitalu. Draństwo. No cóż... za dużo wiedziałem o lekarzu i jak mówi przysłowie na złodzieju czapka gore. No i Żyłce-Kalickiej się to pewnie nie spodobało, by lekarz i adwokat mieli pójść siedzieć. I przestała jej się podobać opinia biegłych. Okazało się, że orzeczenie u mnie choroby psychicznej "na faksa" Więckiewicza do zony a więc z wywiadu środowiskowego to za mało. Zawiodły tez widocznie oczekiwania Żyłki-Kalickiej że nie stwierdziły bym był niepoczytalny w roku 2011 - w okresie owych rzekomych przestępstw, które mi lekarzyna zarzucił. Postanowiła to naprawić.
Jest jesień 2014 roku. Nadchodzi "Postanowienie" Żyłki-Kalickiej z wielkim stemplem Sądu Rejonowego w Siedlcach. Oto nagle z diagnozy Żyłki-Kalickiej byłem chory psychicznie już w roku 2011. W "Postanowieniu" z dn. 22 października 2014 roku stwierdza ona: „Sporządzona na potrzeby toczącego się postępowania karnego przez biegłych lekarzy psychiatrów Dorotę Sznajder-Borkowska i Jadwigę Orzechowską opinia co do stanu tempore criminis oskarżonego [tu moje imię i nazwisko] wskazywała, iż tenże oskarżony z uwagi na stan jego zdrowia psychicznego nie może uczestniczyć w toczącym się postępowaniu karnym przez okres 6 miesięcy od daty przeprowadzenia badania”. Zagotowało się we mnie jak ta baba kłamie i po co to robi. Nie istnieje w Sądzie Rejonowym w Siedlcach taka opinia lekarska. Żyłka-Kalicka kłamie. Dlaczego? Oczywiście by oskarżony lekarz i adwokat mogli machać w procesie przeciwko nim postanowieniem sądu, że w roku 2011 byłem chory psychicznie a zatem mogli przypuszczać w roku 2013 że jestem chory o to rozpowszechniać. "Postanowienie" jest wiążące. Wydał je organ Państwa. Mamusia lekarza to też psychiatra i też biegła sądowa, z której usług korzysta Żyłka-Kalicka. Tak Żyłka-Kalicka spreparowała dowód w procesie i spreparowała dowód mający wybronić lekarza i adwokata przed więzieniem. Wczoraj, 27 kwietnia 2015 roku przyszło kolejne "Postanowienie" Żyłki-Kalickiej. Tym razem z 22 kwietnia 2015 roku a w nim "„biegli psychiatrzy w opinii sądowo-psychiatrycznej sporządzonej na potrzeby postępowania w niniejszej sprawie stwierdzili, iż oskarżony [tu moje imię i nazwisko] nie może uczestniczyć w toczącym się postępowaniu karnym przez okres sześciu miesięcy od daty przeprowadzenia badania sądowo-psychiatrycznego.". Również i takiej opinii nie ma. Żadna niczego nie stwierdzała, jakobym był chory "tempore criminis" a wiec w roku 2011 ani że mam być niezdolny do udziału w procesie przez 6 miesięcy licząc od dnia 15 stycznia 2014 roku. Nie istnieją opinie, o których pisze Żyłka-Kalicka. Biegłe pytane przez Żyłkę-Kalicką jak długo mam być rzekomo chory podały w kolejnej opinii, że nie wiedzą jak długo okres będzie trwał może 6 miesięcy a może dłużej a może krócej. Skąd Żyłka wytrzasnęła datę 15 stycznia 2014 roku, gdy biegłe stwierdziły, że jestem zdrowy i że od tej daty mam byc stuknięty 6 miesięcy? Ta kobieta kłamie. A kłamie dlatego, że 24 stycznia 2015 roku lekarz razem z adwokatem pisali do Izby Lekarskiej, ze jestem stuknięty i meldowali że zostałem przebadany. Nota bene dopiero 3 lutego 2015 roku ta informacja była w sądzie. Skąd wiedzieli? Sędzia Michalak do nich dzwonił czy kto? W takiej schizofrenii można by naprawdę zwariować ale to nie mi się w główce pomieszało.
Żyłka-Kalicka przeszła samą siebie w tej "anomalii siedleckiej" wymiaru sprawiedliwości. Jak jej dowodu zabrakło, to sama go spreparowała. Byleby tylko lekarz i adwokat nie poszli siedzieć. Ot stare przysłowie "po trupach do celu". Czy Żyłka-Kalicka popełniła przestępstwa:
1. Przekroczenia uprawnień służbowych wydając fałszywe postanowienia?
2. Pomocnictwa w matactwie procesowym z użyciem organu Państwa, by lekarz i adwokat nie poszli siedzieć?
3. Poświadczenia nieprawdy w oficjalnych dokumentach organu Państwa?
4. A może inne pytanie jest tu zasadne: Czy sędzia Żyłka-Kalicka sama była tempore criminis poczytalna?
Moi adwokaci jesienią 2014 roku uspakajali mnie. Mówili "im gorzej, tym lepiej". Gotowało się we mnie a oni mnie uciszali. Mieli rację. Zaciskałem zęby i siedziałem cicho. Tyle miesięcy! Nie mogliśmy przecież przewidzieć, ze Żyłka-Kalicka da poprawkę swojego procederu. Dała. Zajebiście! Sama podała kija i to dwa. Z jednego postanowienia Żyłka-Kalicka by sie wyłgała rzekomą "oczywista omyłką pisarską" ale z dwóch? Dwie "omyłki" uzasadniają tylko pytanie, czy Żyłka-Kalicka była tempore swojego criminis poczytalna. Nie ma takich opinii, o których ona pisze. Jak to było z nią tempore criminis? Jak będzie się wił Sokólski, gdy pozwę Skarb Państwa dowiemy się z czasem. Może i o tym też „słyszał”, że zostanę chorym psychicznie w roku 2011 na podstawie "diagnozy" Żyłki-Kalickiej? A może on ustanowił Żyłkę-Kalicką swoją "biegłą" w sprawie tej "diagnozy", skoro jako biegła wystąpiła sporządzając swoją „opinię” sądowo-psychiatryczną? Ktoś ją ustanowił, chyba że sama siebie "ad hoc" ustanowiła. Ktoś powiedział niedawno, że tak to jest jak się rzuciło granat w szambo. Tak? Tak to jest? To wrzucę tam z lubością następny. Niech cuchną.
Postanowiłem pozwać Żyłkę-Kalicką. Z lubością odpłacę jej „oskarżoną Żyłką-Kalicką” wszędzie gdzie popadnie tak jak ona mnie dyskredytowała wśród wszystkich lekarzy, u których się leczę, w przychodniach i szpitalach w różnych miastach. Namówię gazety, żeby pisały o sprawie i apelowały do sądu apelacyjnego z zgodę na oskarżenie jej i zabranie jej immunitetu. Wówczas ją nauczę, że w szpitalu jest pacjent a nie oskarżony i zwraca się o informacje o pacjencie a nie oskarżonym. Kobieta bowiem zagubiła w swoim „sądownictwie” domniemanie niewinności. Ot ludzie z ruskich czasów i z ruską mentalnością. Oskarżę ją w Sądzie Rejonowym w Siedlcach i wniosę o zwrócenie się tego sądu do Sadu Najwyższego o wyznaczenie innego sądu powołując sie na wyłącznie wszystkich sędziów sądu w Siedlcach ze sprawy związanej z sędzią Magdaleną Banasiuk. W tej sprawie, której łeb ukręcili w Apelacji Tańcuły. Nie będzie już tak, jak zrobili z Banasiukową – przerzucili sprawę parę kilometrów dalej i udają bezstronnych. Żyłce zagwarantuje medialne show. Głównie dlatego, że takiego jednego lewego psychiatrę z Siedlec karali w Lublinie za niewydanie dokumentacji medycznej a Żyłka grała z lekarzem, który mnie oskarżył w jednej lidze bym nie miał dostępu do dokumentów medycznych koniecznych mi do leczenia. Nie widziała podstaw do ukarania lekarzyny za łamanie praw sądu. I moich praw do uczciwego procesu. W lutym 2013 roku tu w szpitalu w Siedlcach orzekli, że ma torbiele rdzeniowe obu nerek. Mam też parę latek na zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury i powtórkę z wyłączenia sędziów w sprawie Banasiuk. Bingo! Tańcula będzie miał jeszcze co robić, bo chcę mega skandalu międzynarodowego ze ścinaniem po nim głów. Mogę ją też oskarżyć prywatnie. Zamienił stryjek siekierkę na kijek? Tę siekierkę zamienił. Koledzy wsadzili Żyłce nóż w plecy? Tym nożem jest Banasiuk. Bingo!
Pierwotnie myślałem, że „prowodyrką” tej anomalii jest Semeniukowa. A tu wyszło szydło z worka. To Żyłka-Kalicka! To ona „weryfikowała” mój stan zdrowia w Biurze Podawczym prokuratury. To ona odebrała mi prawo usprawiedliwienia nieobecności przez lekarza sądowego. To ona zorganizowała sprzeczną z prawem „action” w szpitalu. To ona kłamała o „innej dokumentacji” i to kłamstwo poszło do Ministra Sprawiedliwości i posła Krzysztofa Tchórzewskiego. Żyłka ciągle mnie straszy, że mnie do sądu Policją przyprowadzi. Może już czas, by Policją ją z sądu wyprowadzić? Niech Więckiewicz faksuje do żony i wyśle Policję… po Żyłkę!
POSTSCRIPTUM
Po napisaniu powyższego tekstu kilka osób poprosiło mnie, by go nie publikować, by nie niszczyć Żyłki-Kalickiej. Ktoś napisał, że opisane zdarzenia to karabin szybkostrzelny i nader celny oraz, że wystrzelonych pocisków już nie da się zatrzymać. Tak, to rzadkie złapać sędziego na tak ewidentnym przestępstwie a nawet kilku. Pocisków raz wystrzelonych nie da już się zatrzymać? A guzik mnie to obchodzi! Ta kobieta zrobiła sobie ze mnie tarczę strzelecką. Przez nią nie ma opinii biegłych z urologii. Nie miałem dostępu do dokumentów. Orzekli, że mam obie nerki chore. Dość skakania po moim zdrowiu i życiu. O działaniach Żyłki-Kalickiej zostali powiadomieni: Mirosław Sokólski – prezes Sądu Okręgowego w Siedlcach, Andrzej Pogoda – Prokurator Apelacyjny w Lublinie, Andrzej Tańcula – Prokurator Apelacyjny w Białymstoku, Robert Więckiewicz – Prokurator Okręgowy w Siedlcach. Do chwili obecnej żaden z nich nie kiwnął palcem. Apelacja Tańculi bezczelnie zatuszowała przestępstwo Katarzyny Wąsak, Marii Kempki – prokuratorek z Siedlec oraz Magdaleny Banasiuk – sędzi Sądu Rejonowego w Siedlcach - tych które kłamały, że lekarz nie drukował zdjęć z badania USG i że miałem wizytę w dn. 29 lipca 2011 roku w jego gabinecie. Żyłka-Kalicka tu też odegrała kluczowa rolę, by skardze w sprawie dokumentu uznanego przez Panią Prok. Alicję Denkowską-Janiuk z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie za „zawiadomienie o przestępstwie” ukręcić łeb. Takiej skardze, którą Więckiewicz kazał mi złożyć do sądu swojej żony i robił ze mnie głupka. Więckiewiczowa łamała prawo i nie wysłała tej skargi zgodnie z KPA do zwierzchników męża. Winna była to zrobić w ciągu siedmiu dni. Teraz niech sobie Tańcula z Pogodą ustalą który z nich zatuszuje przestępstwo Żyłki-Kalickiej. Postaram się, by dawka „Pavulonu” była skuteczna i zadziałała tak, jak podawali ją „łowcy skór” swoim ofiarom. Czy też Żmudziński mnie oskarży o obrazę majestatu tej kobiety w organie Państwa?
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska opisując w "Gazecie Wyborczej" moją historię pytała "Czy oskarżenie szpitala i lekarza o błędy medyczne i lżenie prokuratora to efekt choroby psychicznej? A może orzeczenie o psychozie jest zemstą medyków i prawników?”. Zemsta medyków i prawników… Dziś na to pytanie odpowiedziała sędzia Aneta Żyłka-Kalicka z Sądu Rejonowego w Siedlcach. I cóż z tego, że mam nagranie, które powinno wsadzić lekarzynę i jego łajdaczkę ze szpitala do więzienia. Przecież Żyłka-Kalicka może orzec że słyszy to, czego na nagraniu nie ma. Już pokazała jak potrafi kłamać i łamać moje prawa. I prawa Ustawodawcy.


Komentarze
Pokaż komentarze