Z przerażeniem czytałem artykuł autorki wielu wybitnych tekstów Ewy Siedleckiej w "Gazecie Wyborczej" - "Wybory prezydenckie 2015. Zaczęła się druga runda sprzedawania gruszek na wierzbie". To aluzja także i do Komorowskiego. Ale może juz czas wyborczej kiełbasy minął. Nie dlatego, że jej nie ma, lecz dlatego, że wyborca wie, że się nią nie pożywi. "Gazeta Wyborcza" w innym - naciąganym - artykule "Dudapomoc przyciąga tłumy. "Nie pójdę na dializę, najwyżej umrę. Kto pomoże, jak nie on?" atakuje nowy pomysł Andrzeja Dudy – otwarcie Biura Pomocy Prawnej. Bez wątpienia jest on istotowo związany z kampanią, lecz bez wątpienia załatwi kilka spraw - pomoże konkretnym ludziom. I o tę pomoc chodzi.
W swoim artykule Ewa Siedlecka pytała: Dlaczego posłowie PiS do tej pory nie załatwili tych wszystkich spraw, z którymi wyborcy przez całą kadencję zgłaszali się do ich biur poselskich?
To opowiem dlaczego. W roku 2010 popełniono makabryczne błędy w moim leczeniu urologicznym. Zaczęły znikać dokumenty z leczenia. Zaczęły się pojawiać inne dokumenty niż ja mam. Zaczęło się ukrywanie dokumentów przede mną, przed sądem, przez towarzystwem ubezpieczeniowym. I przed samą prokuraturą. Przestępstwa tuszowano. Brutalnie po trupach do celu. Celem było niewykrycie tzw. czynów zabronionych. I tak oto nie jest w Polsce czynem zabronionym nieudostępnianie mi dokumentacji medycznej przez ponad 3 lata. Można olewać sąd i jemu też jej nie wydać. Tak zdecydowali prokuratorzy: prok. Agnieszka Sobczak i prok. Kamil Żmudziński z Siedlec. Można nie wydać dokumentów PZU, by pacjent nie mógł dowieść poniesionej szkody. Tak zdecydowała prok. Agnieszka Sobczak. Można mataczyć w procesie. Tak zdecydowała prok. Patrycja Klimiuk i sędzia Magdalena Banasiuk z Sądu Rejonowego w Siedlcach to przyklepała odrzucając moje zażalenie. Do dziś od sierpnia 2013 roku – niebawem 3 lata – nie ma dowodu z opinii biegłych z urologii. Nie ma go, bo lekarz nie wydal sadowi dokumentacji medycznej z leczenia urologicznego a sędzia prowadząca proces Żyłka-Kalicka kłamie w ślad za Tomasiewicz-Celińską okłamująca posła Tchórzewskiego, że lekarz nie posiada „innej dokumentacji” medycznej, co miało wprowadzać w błąd Tchórzewskiego, że jakąś sądowi wydał a „innej” nie posiada. Nie wydał żadnej.
Prosiłem wiele osób o pomoc. Pierwszą interwencje podjął poseł Krzysztof Tchórzewski (PiS). Pytał prok. Andrzeja Seremeta i ówczesnego Ministra Sprawiedliwości Biernackiego o moje dokumenty. Seremet bzdury mu odpisał. Nawet jednym słowem nie poinformował Tchórzewskiego o dwóch zawiadomieniach o nieudostępnianiu mi mojej dokumentacji z 25 kwietnia 2012 roku i 3 grudnia 2012 roku. Do dziś nie ma postanowień. Biernacki wysłał pismo interwencyjne Tchórzewskiego do prezes Sądu Rejonowego w Siedlcach Iwony Więckiewicz. Na interwencje posła nie raczyła odpowiedzieć.
Po interwencjach posła Tchórzewskiego poprosiłem wicemarszałka Senatu Stanisława Karczewskiego o pomoc, o podjecie sie mediacji z lekarzem, by mi udostępnił moje dokumenty z leczenia nerek. Pisał do niego dwukrotnie. Lekarz odmówił. A co! Wolno mu nie udostępniać dokumentów. Kolesie z prokuratury go chronią. To nie przestępstwo. Sobczakowa tak zdecydowała.
Gdy marszałek Karczewski napisał mi maila, że lekarz w ogóle nie reaguje na jego list zwróciłem się także do innych posłów: posłanki Stanisławy Prządki z SLD oraz posła Jarosława Kalinowskiego z PSL. Oboje podjęli interwencje. Prządka u Ministra Zdrowia a Kalinowski u Rzecznika Praw Obywatelskich. Minister zdrowia odpisał, że w opisanej sytuacji wchodzi w grę rozważanie przestępstwa ukrywania dokumentów. To Minister Zdrowia ale prok. Sobczak nie po to pieniądze bierze z budżetu Państwa, by Minister Zdrowia miał rację. I nie po to je bierze Żmudziński.
Napisałem też do posła Platformy Obywatelskiej Jacka Kozaczyńskiego. Było to 3 października 2014 roku. Minęło siedem miesięcy i nie ma od niego jakiejkolwiek odpowiedzi. Dlaczego zatem nie udało sie Tchórzewskiemu i Karczewskiemu, Prządce i Kalinowskiemu? Bo to Platforma Obywatelska serwuje "gruszki na wierzbie"? Te gruszkę zaserwował mi Kozaczyński. Nie należę do PiS-u i wielokrotnie z nim się nie zgadzałem ale gruszkę na wierzbie dał mi poseł Platformy. Może nawet gorzej. Zlekceważył moje życie i zdrowie. Gdy Komorowski był w trakcie kampanii w Siedlcach to Kozaczyński kręcił się wokół niego jako pierwszy. Ubolewam, że prezydent mojego Kraju pokazuje się publicznie z takim człowiekiem.
Wczoraj wysłałem pismo do prezydenta Komorowskiego i Andrzeja Dudy prosząc ich obu o pomoc. Dziś dzwoniono do mnie z Biura Poselskiego Andrzeja Dudy z Krakowa. Z biura prezydenta Komorowskiego nikt nie zadzwonił... "Wybierz zgodę i bezpieczeństwo". Nie daję zgody na łamanie bezpieczeństwa dla mojego zdrowia i życia.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)