Ursynowska Biblioteka Publiczna posiada wydział multimedialny. Śmierć komercyjnym wypożyczalniom filmów! Człowiek idzie, wyrabia sobie kartę i pobiera film, koncerty i muzykę całkiem za darmo. A filmy wszystkie działają: żaden, z tych które wypożyczyłem nie miał na sobie ni ryski. Zapewne dlatego, że klient biblioteki jest mniej awanturujący się i nie rysuje płyt. Poza tym nie działa tu mechanizm: płacę-wymagam-rysuję-bo-dużo-płacę. A same filmy nie liche. Nie wiem czy w komercyjnych wypożyczalniach można zaznać dobry dokument. Nigdy się z takowym nie spotkałem. A jako, że biblioteka jest publiczna i posiada misję, to obok ekranizacji Grochowi i filmów z Chuckiem Norrisem są ze 2 półki dokumentów z planet.doc. I tak osławiony „W górę Jangcy”, „Koszmar Darwina”, czy „Śmierć człowieka pracy” można obejrzeć zupełnie za darmo.
Kino przez to, że jest medium - za McLuhanem, albo za Levinsonem – akustyczno-wizualnym pochłania i oddziałuje na odbiorcę jak żadne inne. Można się naczytać o wykorzystywaniu pracowników w Chinach, ale dopiero po obejrzeniu „Chiny w kolorze blue” zaczyna się rozumieć, że nasze ubrania szyte są w warunkach niewiele odbiegających od obozów koncentracyjnych. Można zdawać sobie sprawę z tego, że siedmiuset milionowa Afryka eksportuje legalnie towary o wartości porównywalnej z 40 milionową Polską, ale dopiero po obejrzeniu „Koszmaru Darwina” zaczyna się rozumieć, jak wygląda życie mieszkańców Czarnego Lądu. Można wiedzieć, że Chiny to kraj, który skręcił w prawo z lewym migaczem, ale dopiero po obejrzeniu „W górę Jangcy” zaczyna się rozumieć jak wygląda koszmar rozwarstwienia społecznego.
Po obejrzeniu kilku dokumentów wypożyczonych za darmo z biblioteki ursynowkskiej zaczyna mieć się pewną budzącą dyskomfort myśl. Myśl, która kołata się gdzieś między uszami i która zostaje spotęgowana przez akustyczno-wizuale medium. Ziemia jest planetą obozów koncentracyjnych i globalnego piekła. Łączna liczba ludności mieszkającej w slumsach na Ziemi jest o kilkaset milionów wyższa niż łączna liczba mieszkańców UE i USA. Nasze ubrania produkowane są w obozach pracy. Apokaliptyczne wizje wycieńczonej i utrapionej ludzkości snute przez hollywoodzkie głowy się spełniły, tylko mało ludzi z naszej strefy cywilizacyjnej zdaje sobie z tego sprawę. Jesteśmy na wyspie radości pośród miliardów żyjących w postapokaliptycznym świecie. Dziwny to świat postapokaliptyczny, bo apokalipsy tam nigdy nie było. Tylko wieczne umęczenie. 30 tys. dzieci dziennie umiera z głodu i chorób pochodnych. Itd. Itp.
W jaki sposób możliwe było zaistnienie komunizmu, albo holokaustu? Pewnie w taki sam, w jaki dzisiaj możliwe jest istnienie piekła dla ogromnej większości ze ślepotą mniejszości. Jesteśmy tymi samymi konformistami, co zomowcy, ormowcy, sbecy i zwykli Kowalscy, co kupowali pralki za węgorze. W jednym z filmów była ukazana opowieść skacowanego moralnie wschodnioeuropejczyka, który samolotami dostarcza do Afryki broń, aby zaopatrywać lokalne konflikty: „Na Boże Narodzenie dzieci z Afryki dostają broń, a dzieci z Europy winogrona. Prezenty latającymi samymi samolotami. Taki jest biznes.”
Na szczęście w bibliotece urynowskiej można wypożyczyć również koncert Metalliki z San Diego z 1992 roku. Świetna sprawa. I za darmo.
Komentarze
Pokaż komentarze (23)