Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie jestem sympatykiem PO. Tym samym chcę uciąć ewentualne komentarze, które ustawiałyby mnie w roli adwokata Platformy. Nie jestem liberałem, ani konserwatystą. Post ten jest jedynie próbą szkicu, tworzonego na bierząco, tego, co dzieje się na gnieźnieńskiej Konwencji.
Od kilku dni PO obiecała na sobotę bombę. Nastała sobota. Bomby brak. Był za to piątkowy strzał w platformową stopę Jana Rokity. Na tle wczorajszego zamieszania, dzisiejsza konwencja PO jest sporym sukcesem. I choć bomby raczej już nie będzie, Tusk wypadł bardzo korzystnie. W tak dobrej formie nie widzieliśmy go już dawno. Myslę, że swoim wystapieniem przypudrował wczorajsze niesnaski i dzisiejsze rozczarowanie związene z brakiem wcześniej zapowiadanej sensacji.
W czasie, kiedy PiS odkrywa nowy układ w swoim spocie o oligarchach (nota bene niezwykle fizycznie podobnych do polskich biznesmenów), Tusk wskazuje na realne problemy, z którymi styka się przeciętny wyborca. Jan Kowalski może zrzucać oczywiście winę za niską emeryturę na pana z pisowskiego spotu, który się niesamowicie złoszcząc mówi, że przecież "k... nie biorą!" Ale Jan Kowalski bardziej odczuwa to o czym mówił dzisiaj Tusk, a o czym zapomina Kaczyński. O emigracji, której Jan Kowalski jest świadkiem, bo pojechał jego syn, syn znajomego, znajomy, a może sam Kowalski. O drogach, po których Kowalski jeździ i o mieszkaniach, na które Kowalskiego nie stać.
Tusk w dzisiejszym wystapieniu pokazał, że prawdziwy świat i jego problemy są gdzie indziej i myślę, że to dla platformy zapunktuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)