ezekiel ezekiel
24
BLOG

O debacie krótko i na gorąco

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 0

Tym razem moc była po stronie Donalda "Donka" Tuska. Nie ma chyba co do tego specjalnego sporu. Jarosław był tak pewny zwycięstwa po ostatniej debacie z Kwaśniewskim, że nie szczególnie do spotkania z Tuskiem się przygotował. To było widać. "Donek" natomiast pracował ze spin doktorami chyba po 40 godzin na dobę. Miał przygotowaną odpowiedź na prawie każde pytanie i każdy zarzut ze strony premiera. Chociaż pod koniec starcia pojedynek się wyrównywał (podobnie było podczas debaty Kwaśniewski - Kaczyński, z tym, że wtedy fortuna sprzyjała temu drugiemu). Kaczyński kilka razy chlapnął coś, co wręcz prosiło się o złoślwe uśmiechy. Był zdenerwowany; Tusk raczej wyluzowany: ta sama asymetria co w debacie poprzedniej, z tym, że odwrócone pozycje- premier był w defensywie, Tusk w ofensywie.

Spotkanie było żywsze, publiczność lepiej przygotowana. Adwersarze siedzieli częściowo zwróceni do siebie licami, a nie profilami, jak podczas poprzedniej debaty. Dziennikarze chyba pozwalali na trochę więcej, co ogólnie wyszło in plus dla dramaturgii spektaklu.

Co moim zdaniem było najważniejsze w tej bebacie? -"To karty podwyższają jakość życia? -Ha Ha Ha"- Słowa (może niedokładnie zacytowane) Kaczyńskiego odwołujące się do pytania Tuska o Kartę Praw Podstawowych. Kaczyński ukazał swoją niewiarę w instytuje. Obnażył swoje stanowisko w sprawie deklaracji, kart, umów etc. -"Niech sobie będę. Ja w nie nie wierzę. Jak ktoś w nie wierzy to... ha ha ha"- takie słowa przemawiały przez rechot premiera. Tak jak niegdyś przez rechot Leppera przemawiała niewiara w możliwość zgwałcenia prostytutki. Doktrynę "instytucje ha ha ha" Kaczyński stosował wobec TK i służby cywilnej. Liczy się siła spryt i gra, a nie konwenanse prawno-politycze. W tych krótkich słowach Kaczyński ukazał jak daleko jest od polityki nowoczesnej, która nawet jeśli nie wierzy w karty, nigdy nie pozwoliłaby sobie na rechot.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka