Przeglądając posty bywalców Salonu trafiłem na stary tekst Adama Wielomskiego „Lewicowość”. Wielomskiego cenię. Różni się on od większości prawego skrzydła salonu. Jego tekstów nie cechuje mściwość (może troszkę), bezmyślność i żądza krwi (może troszkę) tak obecna po prawej stronie Salonu. Oczywiście to nie przeszkadza mi się z Wielomskim prawie nigdy nie zgadzać. Uważam, że czasem warto poczytać, choćby dla przekory, spójne i dość przekonujące teksty, z którymi nam nie po drodze. Dla przekory, i aby nie osiąść na mieliźnie własnych fantazmatów.
Jako, że z teksem „Lewicowość” w większości się nie zgadzam, postanowiłem dać temu wyraz. Nię będzie to krytyka z gruntu lewicowa. Nie śmiałbym sobie rościć pretensji do wypowiadania się w imieniu lewicy. Uważam zresztą, że dzisiaj podział lewica-prawica się dość mocno zamazał. Same poglądy tracą ostrość w coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości i tracą moc ideologicznego uderzenia wraz z rozwojem nauk społecznych. Szyldy lewicy/prawicy stają się coraz częściej wyznaniem wiary i elementem (rozbitej) tożsamości. Dlatego będzie to krytyka moja własna, wyrastająca z gruntu mojej najlepszej wiedzy (domniemań).
„Cóż to takiego owa „lewicowość”? Lewica powstaje zwykle jako ruch protestu przeciwko pewnemu ustalonemu porządkowi, a jej celem jest zmiana tegoż ładu na „sprawiedliwszy”. Porządek, który lewica kontestuje, zwykle ma zadawnione korzenie i trudno wskazać jego dokładną genezę. Opiera się więc na konstatacji o istnieniu pewnych realiów świata (porządku naturalnego), które istniały zawsze, istnieją i zapewne istnieć będą nadal. Zwykle taki niemiły dla lewicy ład istnieje na podstawie doświadczenia. Lewica porządek ten oprotestowuje w imię wzniosłych, jej zdaniem, ideałów.”
Zgadzam się, ale tylko w połowie. Rzeczywiście lewica, czy też umysłowość/postawa lewicowa dąży do zmiany i wierzy w możliwość jej dokonania. Jest ruchem protestu i niezgody wobec zastanej rzeczywistości. Ale czy lewica mówi o porządku naturalnym? Według mojej najlepszej wiedzy nie. Przynajmniej nie lewica, nazwijmy ją meinsreamowa. Gdyby lewica wierzyła w naturalny porządek świata, „który istniał zawsze, istnieje i zapewne będzie istniał”, jaki sens miałaby kontestacja? Moim nieskromnym zdaniem porządek naturalny odnosi się do fizyki (takiego przedmiotu z podstawówki), chociaż chyba taka nazwa jest niestosowna. W naukach społecznych porządek naturalny przez wielkie P nie istnieje. Na porządek naturalny powoływano się chcąc usankcjonować feudalny podział na pana i wasala, na tyranię, absolutyzm, na nieprzyzwolenie praw wyborczych kobietom. Tyrania zniknęła, absolutyzm pozostał tylko w Watykanie, kobiety mają prawo głosu, a świat istnieje nadal. Czy robi to na złość swojemu „naturalnemu porządkowi”? W naukach społecznych nie ma determinizmu. Gorzko przekonałby się o tym Marks, gdyby przyszło mu obserwować jak świat skręcił ze swoich naukowo zaprojektowanych/przewidzianych torów, Hegel, widząc, że historia nie skończyłą się w 1806. Przekonał się o tym Fukuyama, gdy 11 września historia spłatała kolejnego figla i znowu zaczęła się toczyć. Nie wierzę w autorytarne twierdzenie o naturalnym porządku świata społecznego, tak jak i jestem nieufny wobec autorytarnych tez o końcu historii, lub odkryciu jej mechaniki.
„Badanie empiryczne wskazuje, że człowiek normalny nie jest swobodnie kursującym atomem, który podróżuje sobie po świecie, lecz zawsze jest bytem zakorzenionym w pewnej wspólnocie, skutkiem czego, czuje się z tą wspólnotą związany, zdając sobie sprawę, że jest jedynie żywą cząstką w szeregu pokoleń minionych i przyszłych. Człowiek zakorzeniony jest gotów tej wspólnoty bronić, zginąć za wierność ziemi przodków.”
To prawda człowiek (co to znaczy normalny? I kto jest wzorem człowieka normalnego- konserwatysta?) nie jest swobodnie kursującym atomem i jest zakorzeniony. Kwestią sporną jest pytanie gdzie jest zakorzeniony? Czy człowiek normalny swoje korzenie wpuścił w glebę o powierzchni 320 tys. Km kwadratowych jak w przypadku Polski? W średniowieczu człowiek nie oddalał się średnio od miejsca swojego zamieszkania na 20-40 km. To była jego ziemia, którą kultywował, i z którą był związany. Nie miał pojęcia o ojczyźnie- ta była domeną wyższych stanów. Konstatując- tak człowiek jest zakorzeniony, a zakorzenienie to jest częścią jego tożsamości, ale z drugiej strony Ojczyzna jest produktem historii, a nie jakąś mistyczną wspólnotą.
Zginąć za wierność ziemi? Pomijając kwestie tego, że ginięcie za ojczyznę nie jest tak piękne jak w poematach, bo wojna relatywizuje winę, cierpienie i ideały, możemy chyba już chyba wyzwolić się z kajdanów śmiertelnego umiłowania ziemi? Tak jak wyzwoliliśmy się z kompulsywnej potrzeby stawiania świecy w oknie kiedy jest burza.
„Tymczasem lewicowiec tak nie patrzy na świat. On nie dostrzega wojen, neguje zasadniczy fakt, że agresja tkwi u podstaw ludzkiej natury. Obok sąsiedzi się zbroją? Nieważne, lewicowiec nie dostrzega faktów, gdyż myśli w kategoriach ideologicznych: jest piewcą pokoju i internacjonalizmu, gdy przeciwnik ładuje działa, gdy strzela, i gdy strzelanina się skończy.”
Czym jest do licha ta ludzka natura? Ma Pan żonę Panie Wielomski? Czy nie zauważył Pan, żeniąc się, lub będąc na randce, jako prawicowiec, że w podstawą ludzkiej natury jest również miłość? I niech mi Pan teraz rozwiąże dylemat- która z podstaw jest bardziej ludzkonaturalne?
Odrębną kwestią jest realizm. Realizm w stosunkach międzynarodowych (szkoła, która moim nieskromnym zdaniem wiele złego wyrządziła ludzkości). Nie jest ona zależna od podziału lewica/prawica. Zresztą czy konserwatysta nie powinien być katolikiem? Czy nie o powstrzymaniu się od agresji mówił Chrystus: nastaw drugi policzek. Pamięta Pan?
„Tymczasem wojna jest częścią natury świata. Wystarczy pojechać do lasu aby ujrzeć jak trwa tam bezustanna wojna drapieżników z ich ofiarami. Tu kot złapał mysz i, zmiażdżywszy jej głowę, niesie kociętom; tam mrówki otoczyły gąsienicę i kroją ją, mimo, że ta jeszcze żyje.”
Za dużo horrorów. Skąd tyle brutalności? Zmiażdżone głowy, agonia liszki. To jest zboczone. Jest fundamentalna różnica między ludzkim światem, a światem zwierząt. W pewnym momencie zeszliśmy z drzewa, a później wyszliśmy z jaskini. Wielu ludzi nie je dzisiaj mięsa. A Ci którzy jedzą, są na tyle współczujący, aby naciskać na masarnie, aby te zabijały zwierzęta w sposób jak najbardziej bezbolesny. Dlatego, że człowiek jest obdarzony empatią, której próżno szukać u większości istot żywych.
„Tam zaś z kolei pies przeszedł przez siatkę gospodarstwa w pogoni za kotem? Czy uszło mu na sucho to pogwałcenie cudzego terytorium? Nie, gdyż miejscowy rottweiler stoi dumny, cały obryzgany krwią agresora. Oto natura.”
Czy mi się zdaje, czy jest to opis świętego prawa własności prywatnej? Ale, żeby psy?...
„Kilka tysięcy lat historii ludzkości to zapis kolejnych wojen, zwycięstw, triumfów, wielkich wodzów. Prawem natury świata ożywionego jest wojna, konfrontacja, zmaganie się. Lewicowa wizja świata pacyfistycznego to utopia sprzeczna z prawem świata stworzonego przez samego Pantokratora.”
Tak. Zgadzam się. Ale czy nie widzi Pan niemożliwości wystąpienia wojny w państwach dzisiejszej cywilizacji euroatlantyckiej? Czy wyobraża sobie Pan wojnę między Niemcami a Francją? Ablo międzi USA a Kanadą? Ewentualnie między Finlandią a Watykanem? Nie ma żadnych, ale to absolutnie żadnych przesłanek, które by wskazywały na taką możliwość w jakkolwiek dającej się przewidzieć przyszłości. Czy był czas, w którym Europa nie wojowała ze sobą w ogóle przez prawie 70 lat? Podglebiem dla tego typu zachowań są te idee, których Pan tak nie lubi. Nie ma nikogo poważnego w Europie (oczywiście mam na myśli decydentów) czyja tożsamość nie byłaby oparta o idee pokoju i współegzystencji całej cywilizacji euroatlantyckiej. Oczywiści jest problem Afryki, Islamu, Azji, ale te kwestię zostawmy McDonaldowi. Jak zauważył Friedman kraje w których jest McDonalds nie wojują ze sobą. Módlmy się (jeśli mamy do kogo) aby McDonald jak najszybciej się rozlał na cały świat. Amen.
„Czy historia zna jakiekolwiek państwo, które zbudowało imperium i trwało kilkaset lat mając za suwerena ciało złożone z 460 obieralnych kreatur?”
Zna. Takim państwem są Stany Zjednoczone i całkiem nieźle sobie radzą.
„Czy historia zna jakiekolwiek społeczeństwo gdzie „ludzie są równi”, gdzie zanegowano podział na elitę i tłum i dopuszczono tłuszczę do decydowania kto ma rządzić? Historia zna tylko hierarchię, autorytet, dyscyplinę. Demokracja to ustrój hord jaskiniowców i plemion pasterzy. Demokracja w społeczeństwie na wyższym poziomie kultury to utopia. Równość ludzi istnieje tylko na cmentarzu, a i tam nie do końca, gdyż jedni leżą w grobach z marmuru, a innych zarosła trwa.”
Nie chodzi o absolutną równość. Czym według Pana jest równość? Równością majątków, zdolności i urody? Sam Pan wpada w sidła własnej kliszy. Równością może być równość wobec prawa, równość szans. Elity są otwarte (zgrubsza). Są nieporównywalnie otwarte do elit np. XVIII wiecznych, gdzie elitą stawało się tylko przez założenie sutanny. Dzisiaj ktoś kto jest dzieckiem chłopa może za 30 lat być elitą. Przynajniej jest mu o wiele, wiele łatwiej uwolnić swoje rezydua, że tak brzydko powiem. Tłum trzeba edukować, a nie batożyć Panie Wielomski. W przeciwnym razie, co mnie powstrzymuje przed batożeniem Pana, jeśli dajmy na to, przeczytałem więcej uczonych książek, a do tego np. znam się na mechanice kwantowej i biegle władam siedmioma językami? Skąd tyle nienawiści do tego niewykształconego (tak brzydko go nazwijmy) człowieka? Ktoś opluł Panu siedzenie w autobusie?
Pomyłka-świat ZNAŁ tylko hierarchię, autorytet i dyscyplinę. Na szczęście się z tego wyzwolił. Cały nasz rozwój opiera się na kwestionowaniu dyscypliny i autorytetu. Gdybyśmy ich nie kwestionowali stalibyśmy w miejscu. Na ten temat też są niezliczone badania. Nauka lepiej rozwija się gdy jest rozproszona. Gdy jest domeną wielości a nie wielkich monolitycznych machin (czy to państwowych, czy korporacyjnych). o upadku hierarchi świadczy historia wszystkich najnowszych ruchów społecznych. Ludzie coraz częściej organizują (roją) sieciowo, czy konserwatyście się to podoba czy nie. Demokracja w jaskiniach? Chyba przespał Pan zajęcia z historii. Nota bene ten średniowieczny pasterz przez całe swoje życie pochłaniał średnio tyle, wiedzy ile dzisiaj zawiera jeden poważniejszy, papierowy dziennik. Na to też są badania. To z kolei zadaje kłam pańskiej tezie, że w społeczeństwach bardziej rozwiniętych niż pasterskie demokracja jest utopią. Bo chyba w całej pańskiej pogardzie dla człowieka statystycznego, przyzna Pan, że pochłania on dzisiaj przez całe życie więcej wiedzy niż zawiera, a, nie przymierzając –jedna Gazeta Wyborcza?
„Polityka nie jest kwestią wiary w abstrakcyjne ideologie. Rzeczywistość przez jakiś czas można ignorować, lecz nie można jej zmienić. Polityka opiera się na dwóch wiecznych filarach: 1/ zasadzie, że wygrywa ten, kto posiada siłę, a nie moralną lub prawniczą rację; 2/ budując ustrój nie powinniśmy kierować się ideologią, lecz wymogami natury ludzkiej zapisanymi w prawach biologii, psychologii i socjologii, a których zapisem jest historia. Ci, którzy tego nie widzą, mogą przez pewien czas istnieć, a nawet rządzić. Jednak w chwili decydującego starcia nie są zdolni podjąć racjonalnej decyzji, preferując myślenie schematami ideologicznymi. I wtedy przypominają stado owiec prowadzone na nieuchronną rzeź. Dlatego narody prowadzone przez ludzi myślących ideologicznie, czyli lewicowo, umierają na demokrację. Nie, nie umierają spokojnie w łóżku, lecz są masakrowane, a jedyną ich obroną nie są wtenczas czołgi, lecz ideologiczne zaklęcia.”
Czy konserwatyzm ze swoim konserwowaniem, które nie bardzo się udaje, bo świat przecież się zmienia, nie jest abstrakcyjną ideologią? Czy równość wobec prawa, prawo wyborcze kobiet, prawo swobodnej ekspresji, z którego Pan korzysta, prawo do sądu, niezbywalne prawo godności, wolności osobistej, odmowy zeznań, dwuinstancyjności sądów nie są aby dowodem na mimo wszystko zmienianie się rzeczywistości? Czy nie zagalopował się Pan w swoich metawizjach? Przez ostatnie kilkadziesiąt lat z lepszym lub gorszym skutkiem ruguje się zasadę, że zwycięża, ten kto silniejszy. I jak na kilkadziesiąt lat dość dobrze nam to idzie. Czytając Pański tekst mam wrażenie, że ma Pan bardzo nikłe pojęcie o psychologii, biologii i socjologii (ja mam tylko nikłe).
Co to za magiczne słowa? Decydujące starcie? A kto ma brać w nim udział? Hedora? Rozumiem, ze istnieje w Panu nachylenie w stronę Schmidta, ale chyba nie muszę Panu przypominać, że sankcjonował on przez pewien czas system, o którym nawet konserwatyści mówią, że był „fe”.
Moim nieskromnym zdaniem pańskie poglądy opierają się na błędnym założeniu. To jest grzech pierworodny wszystkich pana rozważań, przez co są one w większości jałowe. Pańska myśl to skamielina, a poglądy, które Pan głosi są czasami tak naiwne, że aż słodkie. Główną Pana przewiną jest wiara w coś takiego jak „NATURA LUDZKA”. Człowiek nie ma metanatury! Nie jest z natury ani dobry ani zły. Człowiek jest taki, jaka otacza go kultura, dlatego na tą kulturę trzeba wpływać, aby człowiek w niej osadzony stawał się lepszy. Najlepszym dowodem na nieistnienie natury ludzkiej są dzieci, które zostały odnalezione po wielu latach w odosobnionych miejscach. Kilka dni temu taki przypadek miał miejsce gdzieś w Rosji. Odnaleziono tam chłopca, który przez 7 lat przebywał w ptaszarni. Matka nigdy z nim nie rozmawiała i traktowała jako jednego ze swoich opierzonych przyjaciół. Chłopiec nie umiał mówić. Piszczał. Jak ptaki. Machał rękami naśladując stworzenia, z którymi był związany. Nie był zły. Nie potrafił się mścić. Nie był leniwy. Nie był też dobry. Nie potrafił kochać. Nawet nie kochał ojczyzny. Zakorzenił się w ptaszarni. To było jego miejsce. Nie potrzebował za nie ginąć, ani czcić ziemi. Podobny przypadek był z dziewczynką, która przez 12 lat, gdzieś w USA wychowywała się z psami. Te dzieci zachowały swoje podobieństwo do człowieka jedynie fizycznie. Około 7-9 roku życia zanikają w mózgu te obszary, które są odpowiedzialne za gramatykę. Te dzieci nigdy nie nauczą się już mówić i nie wyzbędą się atawistycznych zachowań, jakich nauczyły się od zwierząt. Na tej podstawie widać zupełną jałowość i bezprzedmiotowość sporów o ludzką naturę. Ludzka natura nie wynika z boskiego nadania, ani nie jest zdeterminowana biologicznie. Jest funkcją kultury, w której żyjemy. Jest to straszne i piękne. Straszne dlatego, że moim nieskromnym zdaniem na świecie nie ma porządku, takiego jakiego pragnie Pan Wielomski i mu podobni. Nie ma determinizmu i nie ma absolutności. A piękne z przynajmniej dwóch powodów. Gdyby świat był emanacją jakiejś transcendentalnej hierarchii i porządku umarlibyśmy z nudów. Drugim powodem jest to, że ta przestrzeń i nieprzewidywalność daje nam wolność.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)