Nie chciałem się wypowiadać na temat homoseksualizmu, bo ciężko jest być sędzią w swojej własnej sprawie (tak, jestem homoseksualistą). Jednak gdy czytam artykuły jednej i drugiej strony, to czuję, że muszę się odezwać, bo i jedni i drudzy wpadają w pewne błędy i dyskusja często prowadzi na manowce.
Wielu patrzy na osoby homoseksualne bardzo podejrzliwie. Często się myśli, że taki człowiek chce przelecieć wszystko, co się rusza, że w głowie mu tylko i wyłącznie seks. Oczywiście, same środowiska homoseksualne nie są bez winy, bo w swoich publikacjach czy stronach internetowych często podkreślają aspekt seksualny, robiąc ze swojej tożsamości seksualnej temat nadrzędny, jakby to i tylko to stanowiło centrum ich osobowości, jakby poza tym nic innego się nie liczyło.
Dla wielu homoseksualista to człowiek, który nie potrafi kochać czy być wiernym, to tylko seks-maszyna, w której nie ma uczuć, co nie przeszkadza tym sędziom zdradzać swoje żony z pierwszą - lepszą kobietą.
Wielu ludzi patrzy na homoseksualistów z pogardą, co nie przeszkadza im ślinić się na widok całujących się lesbijek. Podobnie przeszkadza im widok trzymających się mężczyzn za ręce, ale nie widzą nic niestosownego, gdy chłopak i dziewczyna migdalą się na ławce w parku. Tak samo rzecz ma się z seksem homoseksualnym. Brzydzi niektórych fakt seksu analnego między mężczyznami, a sami w domach uprawiają taki sam seks z żoną (podobnie ma się rzecz z seksem oralnym). W tym wszystkim widoczne jest założenie "nie ważne jak, ważne, że facet z babą".
Z homoseksualizmu zrobiono - niestety - sprawę polityczną. Tak naprawdę, nie zdając sobie z tego sprawy, cierpią najbardziej sami zainteresowani, stając się przedmiotem politycznej rozgrywki. A politycy tak naprawdę gejów mają gdzieś. Myśląc, że w końcu ktoś nimi się zainteresował, często nacinają się na tak zwanych sojuszników. Wiele osób z tzw. środowiska gejowskiego woła o tolerancję, a sami tą tolerancją nie grzeszą. Narzekają na wykluczenie, a sami robią listy "homofobicznych" ludzi czy instytucji (tak stało się chociażby z "Wartą"). Zdając, bądź nie zdając sobie z tego sprawy, drogą prawną chcą zmusić ludzi do tego, by ich lubili. A nikt przecież nie chce być do czegoś takiego zmuszany. Co mi po wymuszonym szacunku?
P.S. Świadomie podkreślam tutaj wyrazy: "niektórzy" czy "wielu", żeby nikt mi nie wmówił, że mówię o "wszystkich".



Komentarze
Pokaż komentarze (17)