No, właśnie, na kogo? Kiedy patrzę na to, co dzieje się w polityce, to rzeczywiście taka decyzja urasta do problemu arcytrudnego. Bo przecież obecnie tak naprawdę jest to wybór pomiędzy mniejszym a większym złem. Z moich obserwacji wynika, że partie, które uważają się za prawicowe nie potrafią wspólnie rządzić, bo wystarczy jedna mała pierdoła, jedna maleńka jakaś tam różnica, a już z potencjalnych sojuszników obie partie stają się zaciekłymi wrogami. Jako człowiek o poglądach raczej prawicowych nie wiem, co robić. Głosować na lewicę? Zbyt dobrze pamiętam różne afery, żeby chcieć zaufać jakiejkolwiek partii lewicowej.
Może zabrzmi to prowokacyjnie, ale chyba pozostają mi dość nieciekawe alternatywy:
1) nie pójść na wybory;
2) pójść, ale wrzucić pustą kartkę;
3) pójść, ale zakreślić więcej niż jedno nazwisko, albo przy nazwiskach narysować kwiatuszki lub inne "esy-floresy";
4) zagłosować na jakąś kanapową partyjkę, która i tak nie będzie miała szans na dostanie się do parlamentu.
Naprawdę trudny wybór. A Wy, co o tym wszystkim myślicie?



Komentarze
Pokaż komentarze (11)