Czy Adrian z Big Brothera jest gejem? Od jakiegoś czasu różne media i nie tylko one zastanawiają się nad orientacją seksualną jednego z uczestników tego programu. Temat iście tabloidalny, jednak skłonił mnie on do pewnej refleksji.
Tematem tym poruszeni są zwłaszcza geje. Niektórzy aż się palą do tego, żeby Adrian otwarcie przyznał się do swego gejostwa. Niektórzy nawet twierdzą, że znają go osobiście. Niektórzy z nim podobno sypiali. Niektórzy myślą o tzw. outingu Adriana czyli o postawieniu go pod przysłowiową ścianą i o wymuszeniu przyznania się do bycia gejem. I robią to osoby, które tak bardzo walczą o to, żeby nikt im nie zaglądał do łóżka, które chcą, aby żadna władza, niezależnie od liczebnika nie zaglądała im do łóżek.
Jeśli Adrian jest gejem, to jest to jego prywatna sprawa i nikomu nic do tego nawet, jeśli występuje on w programie Big Brother. Jeśli będzie chciał się przyznać do swojej orientacji (o ile rzeczywiście jest gejem), zrobi to sam. Zmuszanie kogoś do tzw. coming outu jest posunięciem wysoce nieetycznym i nosi w sobie znamiona uszczęśliwiania kogoś na siłę i pogwałcenia jego intymności. Każdy człowiek ma swój rytm i swoją niepowtarzalną psychikę. Człowiek ma prawo zadecydować komu i kiedy i czy w ogóle powie, że jest gejem. No, bo co z tego, że nawet będzie homoseksualistą? Mamy mu bić wtedy brawo? Przytulić go? Dać mu prezent? Sam nie wiem.
A już najgorszym posunięciem według mnie jest tzw. outing, o którym wspomniałem wyżej. Ujawnienie czyjejś orientacji seksualnej bez pozwolenia i wiedzy danej osoby jest skandaliczne. Często w środowisku gejowskim jest to akt czystej rozpaczy. Kiedy na przykład osoba, która otwarcie deklarowała swój sprzeciw wobec homoseksualizmu, zostaje przez środowisko gejowskie ukazana jako osoba jakby nie było homoseksualna (oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to odrzucenie jest spowodowane tym, że dana osoba była przeciwna homoseksualistom i że okazała się być hipokrytą). Bo w rzeczywistości outing nie jest czyimkolwiek zwycięstwem, wręcz przeciwnie. W swoim finale staje się on aktem wewnętrznie homofobicznym (jak ja nie lubię tego wyrazu), bo tak naprawdę dochodzi do tego, że taka osoba zostaje odrzucona przez środowisko gejowskie. Jest to typowy strzał w stopę, nieopłacający się żadnej ze stron.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)