W tym roku minie 10 lat od kiedy, wraz z odejściem Helmuta Kohla z urzędu kanclerskiego, koalicja CDU/CSU i FDP zakończyła swoją misję. Od 10 lat niemieccy liberałowie są więc w opozycji. Jest to zdecydowanie najdłuższy okres abstynencji w historii tej „naturalnej” partii rządzącej, która wcześniej była poza rządem tylko w latach 1956-1961, 1966-1969 oraz przez kilka tygodni w 1982 roku. Przez całą dekadę pracy opozycyjnej FDP dość jednoznacznie komunikowała swoim wyborcom i opinii publicznej, że jej jedynym potencjalnym partnerem koalicyjnym jest chadecja i konsekwentnie odrzucała propozycje wejścia w inny układ rządowy.
Ostatnio kusił ich Gerhard Schroder, który mimo porażki wyborczej z 2005 roku chciał zachować stanowisko kanclerza na trzecią kadencję, a dołączenie FDP do koalicji jego SPD i Zielonych by to umożliwiło. Lider liberałów Guido Westerwelle wybrał pryncypialność i wierność deklaracji przedwyborczej ponad stołki rządowe, co polskiego obserwatora życia politycznego ma jak najbardziej prawo wprawić w osłupienie. Schroder z urzędu kanclerskiego przeniósł się do Gazpromu. Niektórzy twierdzą, że już wcześniej pracował tak naprawdę dla tego koncernu.
Jak by na to nie patrzeć, pozostanie w opozycji na trzecią kadencję to porażka FDP, nawet jeśli własny wynik wyborczy w okolicach 10% musiał zostać obiektywnie uznany za sukces. Nie mniej, system partyjny w Niemczech zmienił się w sposób jakościowy za sprawą wejścia Partii Lewicy na scenę, jako że koalicje złożone z dwóch partii (z wyjątkiem nienaturalnej tzw. „wielkiej koalicji” obecnie rządzącej), w tym tradycyjna koalicja sił „mieszczańskich” CDU/CSU i FDP, mają teraz znikome szanse na pozyskanie większości w Bundestagu. Pozbawia to sensu dalsze podtrzymywanie przez liberałów deklaracji gotowości koalicyjnej wyłącznie z chadecją. Konieczna jest redefinicja własnej pozycji w centrum niemieckiej sceny politycznej, przekroczenie mentalnościowych barier i określenie warunków zawarcia zupełnie nowych sojuszy politycznych.
Szczególnie że chadecja nie zasługuje już bynajmniej na bezwarunkową lojalność ze strony FDP. Nie można co prawda uczynić Angeli Merkel zarzutu z tego, że w sytuacji bez wyjścia, gdy inne konfiguracje polityczne po prostu nie miały większości, zawarła „wielką koalicję” z SPD. Wymagała tego elementarna odpowiedzialność za kraj. To samo dotyczy innych koalicji chadecko-socjaldemokratycznych, które z braku realnej alternatywy funkcjonują w kilku landach niemieckich. Nie można także nawet czynić kanclerz Merkel wyrzutów z tego powodu, że wyniki rządów „wielkiej koalicji” są tak mizerne. Tego należało się spodziewać. Wspólny rząd dwóch partii, ideologicznie zupełnie sobie obcych, a przede wszystkim będących dwoma głównymi aktorami sceny politycznej, musi z natury rzeczy być rządem stagnacji i braku zdolności reformatorskiej, skoro cały jego program jest „zgniłym kompromisem” opartym o bardzo niewielki wspólny mianownik. Ponadto CDU/CSU i SPD zawsze będą konkurentami, wrogami politycznymi, nigdy zaś rzeczywistymi partnerami, nawet jeśli formalnie są w koalicji, to przecież nie z wyboru, tylko z konieczności. W każdym razie, całkowite porzucenie sygnalizowanej przed wyborami 2005 roku woli reform podatkowych, czy zmian w chronicznie niewydolnych systemach polityki społecznej, można i trzeba przekuć w zarzut pod adresem CDU/CSU. Chadecja przesunęła się ostatnio w lewo, tak jak niemal cała niemiecka scena polityczna. W koalicji z SPD dokonuje się „socjaldemokratyzacja” CDU, w efekcie czego wspólnych poglądów między chadekami a liberałami jest po prostu coraz mniej. Zamiast odważnie uelastyczniać państwo niemieckie, obniżać obciążenia podatkowo-składkowe, wprowadzać dalsze elementy konkurencji do systemu opieki zdrowotnej, czy zaufać aktywnym obywatelom i mechanizmom rynkowym, CDU woli realizować program lewego skrzydła SPD, polegający na wycofaniu się z i tak rachitycznych reform Agendy 2010 czasów Schrodera czy na wprowadzaniu instytucji płacy minimalnej w coraz to nowych branżach zawodowych. Nawet co bardziej prorynkowi politycy prawej frakcji SPD reagują na to już z zażenowaniem.
Dodatkowo CDU coraz aktywniej szuka płaszczyzny pod przyszłe porozumienia koalicyjne z Zielonymi. Na razie koalicja taka ma szanse zaistnieć w Hamburgu, gdzie FDP nie udało się wejść do lokalnego parlamentu, ale niektórzy chadecy otwarcie przyznają, że w przyszłości Zieloni mogliby zastąpić FDP jako partner koalicyjny pierwszego wyboru ich ugrupowania. To ostatecznie zwalnia liberałów z upierania się przy CDU jako jedynym dopuszczalnym koalicjancie w imię, co najwyżej teraz już tylko naiwnej lojalności.
Defetystyczna i kapitulancka postawa CDU/CSU w koalicji z SPD, co wyraża się tym, że dziś w Niemczech realizowany jest program wyborczy socjaldemokratów, mimo że kanclerz nazywa się Angela Merkel, szkodzi całemu systemowi politycznemu. Ponieważ środek ciężkości niemieckiej polityki przeniósł się, za sprawą „socjaldemokratyzacji” CDU/CSU i wejścia Partii Lewicy do systemu, na lewo, także SPD ciąży w tym kierunku. Decyzja szefa tej partii, Kurta Becka, aby zrezygnować z pryncypialnej odmowy wchodzenia w koalicję z socjalpopulistami z Linkspartei, jest tego ewidentnym potwierdzeniem. Próby prawego skrzydła SPD, zorganizowanego wokół ministrów Steinmeiera i Steinbrucka, aby temu zapobiec wydają się skazane na porażkę, co prawdopodobnym czyni scenariusz koalicji SPD-Linkspartei-Zieloni pod wodzą aktualnego nadburmistrza Berlina Klausa Wowereita po wyborach w 2013 roku. Wowereit już od dawna współrządzi u siebie z postkomunistami, więc nie będzie miał żadnych oporów, aby skazać Niemcy, ich system opieki społecznej i gospodarkę na taką fatalną koalicję.
Jedynym ugrupowaniem, które jednoznacznie przeciwstawia się ekonomicznemu przesunięciu na lewo pozostaje FDP. Tylko powrót liberałów do władzy może zapobiec „opcji Wowereita”, czyli silnie socjalistycznej koalicji, która już dziś ociera się o większość. Ze względu na to, że system partyjny w Niemczech jest dziś pięciopartyjny, koalicje dwóch partii z trudnością będą w przyszłości zdobywały większość. Dla FDP programowo najbliższa w sytuacji powszechnego zwrotu w lewo pozostaje CDU/CSU, ale perspektywa wewnątrzpartyjnego sukcesu Steimeiera i Steinbrucka w SPD czyni z socjaldemokracji także możliwego koalicjanta liberałów. Jakby na to nie patrzeć, realne szanse na większość po wyborach 2009 roku będzie jednak mieć tylko układ trzypartyjny: albo CDU/CSU-FDP-Zieloni, albo SPD-FDP-Zieloni. Oznacza to, że dotychczasowi zaciekli konkurenci z FDP i Zielonych są dziś skazani na współpracę: obie partie mają szanse, aby wrócić do rządu, ale chyba tylko razem. Jeśli będą w dalszym ciągu nawzajem się wykluczać, wymuszą odnowienie „wielkiej koalicji” na drugą kadencję, a w perspektywie 2013 roku być może „opcję Wowereita”. Jeśli podejmą współpracę, mają szansę uzyskać znaczącą pozycję przetargową w kontekście negocjacji koalicyjnych z którąś z dużych partii.
Czy jednak koalicja FDP i Zielonych jest realna? Partia ekologów od zawsze podzielona jest na dwie, zasadniczo różniące się podejściem strategicznym, frakcje. „Realos”, czyli pragmatycy, dostrzegają szanse związane z zawarciem porozumienia z FDP, natomiast frakcja „ideowców”, czyli generalnie lewe skrzydło Zielonych, prezentuje postawę nacechowaną wrogością wobec idei neoliberalnych, stanowiących osnowę programu ekonomicznego FDP. Nie znaczy to jednak, że frakcja ta skłonna byłaby wybrać na koalicjanta postkomunistyczną Linkspartei zamiast FDP. Niechęć wobec NRD-owskiej dyktatury może się okazać silniejsza od programowych rozbieżności, szczególnie że polityka ekonomiczna składa się w większości z tematów, gdzie możliwy jest kompromis „w połowie drogi”. Niewykluczone, że największym problemem, dzielącym obie partie okażą, się poglądy na przyszłość elektrowni atomowych, ale jeśliby miało się okazać, że w tym zakresie Zieloni potrafią się porozumieć z CDU, to tym bardziej uda się znaleźć zgodę z FDP.
Ze strony FDP, odnalezienie się w sojuszu z Zielonymi może być nawet łatwiejsze. Partia liberalna ma zbieżny program z ekologami, jeśli chodzi o tematykę społeczno-obyczajową (Zieloni w tym zakresie prezentują poglądy bardziej radykalne, ale dla liberałów nie będzie to problemem), a także w zakresie dylematów pomiędzy wymogami bezpieczeństwa zapewnianego przez silne instytucje państwowej kontroli a wolnością i prawami obywatela do życia w prywatności. Problematyka ochrony środowiska, centralna dla Zielonych, zaś z punktu widzenia FDP należąca do grupy 5-7 głównych problemów współczesnej polityki, to potencjalne pole konfliktu, ale do przezwyciężenia pod warunkiem gotowości do pragmatyzmu po obu stronach. Zieloni niestety absolutyzują potrzeby ekologii, podczas gdy liberałowie uzależniają swoje poparcie od wymogów zachowania efektywności i konkurencyjności gospodarki. Nie są jednak przecież przeciwnikami ochrony środowiska.
Jaka jest FDP roku 2008? Ciekawe rozbieżności pojawiają się w wynikach sondażu na jej temat pomiędzy poglądami ogółu opinii publicznej a poglądami jej członków i sympatyków.
Na pytanie czyje interesy FDP reprezentuje 44% Niemców odpowiada: interesy klasy średniej, ale 47%: interesy najbogatszych. 32% uważa FDP za partię progresywną, ale aż 58% za raczej konserwatywną. 49% uważa że FDP jest wiarygodna, ale 44% że niewiarygodna; 38% że bliska obywatelom, 55% że jest wobec nich zdystansowana. Zwolennicy FDP widzą to inaczej. 83% widzi w liberałach reprezentantów klasy średniej, tylko 16% reprezentantów najbogatszych. 65% ocenią FDP partią progresywną, a 35% konserwatywną. Wiarygodność FDP uznaje 86% jej zwolenników, 12% jest tu krytyczne. Bliskość wyborcom zauważa 55%, ale aż 37% zwolenników partii, uważa że jest wyobcowana.
Jeśli FDP ma uzyskać szansę na powrót do władzy, a warunkiem tego jest porozumienie z Zielonymi, warto aby przez czas pozostały do następnych wyborów, czyli przez półtora roku, starała się realnie zbliżyć do tego wizerunku, jaki posiada u swoich sympatyków. Szczególnie wiarygodność, bliskość obywatelowi i progresywność FDP muszą zostać mocniej podkreślone. Zachowując podstawowe założenia swojej polityki gospodarczej, FDP powinna zrezygnować z tak silnego akcentowania neoliberalnych elementów swojego profilu ideowego. Należy włożyć wysiłek w to, aby wyborcy i członkowie Zielonych zaufali szczerym intencjom liberałów, nawet jeśli w niektórych kwestiach się z nimi nie zgadzają. Aby nie określali FDP mianem „neoliberalnych wrogów państwa”, „turbokapitalistycznych zwolenników społeczeństwa ludzi przepychających się łokciami” czy „aniołów-stróżów oszustów podatkowych”. Takie epitety są zupełnie niezgodne z prawdą i nie służą przyszłości obu partii, która najwyraźniej musi być przyszłością wspólną.
Piotr Beniuszys
artykuł ukazał się również na www.polskaliberalna.net


Komentarze
Pokaż komentarze (3)