UPR była partią na którą oddałem głos w pierwszych wyborach w moim życiu. Dziś, po kilkunastu latach, wiem że zagłosowałem na partię której były lider, Janusz Korwin Mikke, traktował swoja karierę polityczną jako możliwość publicznego przedstawiania kontrowersyjnych poglądów, mając na celu nie tyle karierę polityczna, ile wywołanie publicznej dyskusji, a niekiedy tylko oburzenia. UPR jako partia głosiła coś co nazwałbym skrajnym konserwatyzmem z wolnorynkową refleksją, nie mającego nic wspólnego z liberalizmem poza reminescencjami leseferystycznego podejścia akurat tylko w tych sektorach w których mu się żywnie podoba. Janusz Korwin Mikke i jego ideologia polityczna okazała się dla mnie być skrajnym konserwatyzmem, bezrefleksyjnie zapatrzonym w rzekomo amerykański pierwowzór.
Jego wolnorynkowość jest wyrywkowa, on jej nie dopuszcza np. w transporcie (jak wówczas wyglądałyby przecież mocno dotowane i budowane z państwowych funduszy amerykańskie autostrady, których jest piewcą)?
Janusz Korwin Mikke zaczął tracić moje poparcie gdy np. usłyszałem o jego propozycji zaasfaltowania torów kolejowych i przeznaczenia ich na drogi (wszak mimo problemów kolei gówne linie z reguły są bardzo dochodowe, a japońskie koleje przynoszą średnio 22 % zysku). Tego typu propozycje w Europie Zachodniej padały z ust osób które polityki nie traktowały serio. Tak też jest z J.Korwinem- Mikke. On zdaje się traktować politykę niezbyt serio, i tak też jest odbierany przez elektorat.
Niemal wszystkie propozycje Korwina-Mikkego były niemożliwą do zrealizowania abstrakcją. Zabrakło realpolitik. Zabrakło faktów, połączenia z realnością, z praktyką gospodarczą, z dorobkiem współczesnej ekonomii neoklasycznej która jakoś dziwnie rzadko daje poparcie do rzekomo „pro-gospodarczych” poglądów K. Mikkego na temat czy to infrastrukury, czy to optymalej roli państwa w gospodarce. W istocie jego podejście jest sprzeczne z dorobkiem szkoły ekonomii neoklasycznej na którą wyrywkowo się powołuje. W jego wyrywkowej ekonomii nie istnieją monopole naturalne, nie ma market failures (zawodności rynku), nikt nie słyszał o zmiennych korzyściach skali. Ekonomia JKM jest bardzo prosta, swą wiedzę wydaje się zdobywać poprzez wzrokowe obserwowanie praktyki gospodarczej USA. Są, owszem, tacy ekonomiści którzy twierdzą że państwo nie powinno rozwiązywać "zawodności rynku", bo rynek sam ten problem rozwiąże (jak Milton Friedman czy Szkoła Austriacka), ale Korwin-Mikke nawet swych autorytetów nie podaje ani nie cytuje.
W mojej opinii J. Korwin Mikke nie wgłębił się w dziedziny które miał zamiar reformować. Jego ideologia nie polegała na analizie np. ekonomiki przemysłowej, ale na czysto doktrynalnym, ideologicznym podejściu, pozbawionym kontaktu nie tylko z rzeczywistością gospodarczą, ale nawet z istniejącymi teoriami. JKM by rodzajem politycznego pasażera na gapę, który swe teorie budował w odcięciu od rzeczywistości. On nie skończył jako liberał, bo jest tej ideologii zaprzeczeniem. On skończył jako ultrakonserwatysta, podpierający najabrdziej konserwatywną ścianę spektrum politycznego. Jego poglądy to wręcz manifest ultrakonserwatstów, i z czasem coraz bardziej się redykalizował.
Czy Janusz Korwin Mikke i jego twór pod nazwą UPR traktują politykę serio? Moim zdaniem, nie. Wystąpienia publiczne są dla nich rzadką szansą do zademonstrowania ich skrajnie konserwatywnych poglądów. Poglądów, które niekoniecznie są poparte wiedzą ekonomiczną. Są raczej doktryną, polegającą na ślepej wierze w wyrywkowo pojmowany amerykański kapitalizm, podobnie jak wiejscy ludzie wierzą lokalnemu proboszczowi i cenią jego zdanie jako znającego coś co im samym jest obce.
Wszak Korwin Mikke i jego partia nie są jakąś kuźnią liberalnej polityki gospodarczej, nie proponują konkretnych rozwiązań, w takim stylu jak czynią to zachodnioeuropejskie partie liberalne. Oni proponują tylko ślepy kierunek o nazwie leseferyzm lub neoliberalizm (niestety, w polskiej prasie nawet brak dyskusji na te tematy). Wyrok na siebie Janusz Korwin-Mikke wydał w momencie porzucenia realpolitik i odpłynięcia w świat utopii. Dziś szkoda czasu, by się dłużej nad tym tematem rozwodzić.
Krótkie i niepełne to obituarium, przyznaję, ale dla Janusza Korwina Mikkego, którego na zawsze zapamiętam jako niezbyt szkodliwego Don Kichota (tak też był przedstawiany w jednym z konserwatywnych pro-wolnorynkowych czasopism, gdzie miał swój felieton) jest ono moim zdaniem niezbędne. Janusz Korwin Mikke ogłosił bowiem już dość dawno swoje odejście ze świata polityki, którego niestety nie zrealizował. Ten niedoszły mąż stanu i twórca jednej z najbardziej skrajnie konserwatywnych partii w naszym kraju odejdzie dla mnie nie jako liberał, ale jako zajadły konserwatysta, propagujący staroświecki styl nieuświadomionego gospodarczo ultrakonserwatyzmu.
Nie jestem co prawda konserwatystą, moje serce na zawsze bije gdzie indziej- w świecie wolności jednostki, jej prawa do decydowania o sobie samej, jednakże to właśnie Korwina-Mikkego zakwalifikowałbym do szufladki konserwatyzmu. Odmawiam mu prawa do miana liberała. On nim nigdy nie był, jego ideologia to wykluczała. Jako polityk był bezkompromisowym konserwatystą, w stylu tych tak zapatrzonych w Amerykę brytyjskich Tories. Mimo naiwnej wizji gospodarki, był bez wątpienia najbardziej kosmopolitycznym i prowolnorynkowym spośród polskich skrajnych konserwatysów, częściej zafascynowanych narodowym socjalizmem i polonocentryzmem.
Adam Fularz
artykuł ukazał się również na www.polskaliberalna.net


Komentarze
Pokaż komentarze (4)