O czym świadczy podwyżka VAT?
Niektórych może to urazić, ale odpowiadając na to pytanie pozwolę sobie trochę pojechać terminologią marksistowską.
Z punktu widzenia państwowości i zdolności państwa do działania podwyżka VAT oznacza, że państwo jest słabe. Państwo polskie od 20 lat nie jest w stanie wypracować tzw. nadwyżki. Przez nadwyżkę należy rozumieć taką część dochodu, rezerwę, którą można wydać na dowolne strategiczne cele, w przeciwieństwie do koniecznej konsumpcji.
Była powodź? Nie ma problemu, mamy parę miliardów na nowe wytrzymałe wały. Boimy się napaści Rosji? Kupujemy 50 myśliwców z USA. Rozbił się Tupolew? Kupujemy LearJety.
W tej chwili budżet państwa jest napięty do granic, a nawet powyżej granic wytrzymałości. Rząd nawet nie jest w stanie dokonać w ramach budżetu przesunięć, czy też cięć, które pozwalałyby na stworzenie takiej nadwyżki, bo wszystkie wydatki są poustawiane na sztywno. Budżet jest spętany przez te wszystkie kategorie wydatkowe, na które MUSZĄ iść pieniądze, bo tak zostało to sztywno zapisane w ustawach albo są takie zobowiązania polityczne lub socjalne.
Ja rozumiem argumentację premiera, że on nie może obciąć wydatków na zaliczki na fundusze europejskie. Mamy obowiązek jako państwo finansować 25% kosztów takich projektów (nasza składka), a resztę nam dofinansowuje Unia. Jest to bardzo korzystna operacja, bo daje nam czterokrotny mnożnik na tworzeniu PKB. Dzięki tym funduszom z Unii mamy dodatni wzrost PKB, a więc również mniejsze bezrobocie.
Ale są jeszcze inne kategorie wydatków z budżetu państwa, które nie są wspierane przez kasę z UE i o nich się jakoś nie mówi. Wzrosła rzesza urzędników o te kilkadziesiąt tysięcy. Mówi się, że są potrzebni nowi urzędnicy do rozdzielania funduszy z UE, ale nie mówi się o zredukowaniu ilości urzędników w innych obszarach. Tam się nie próbuje racjonalnie oszczędzać.
Wiemy, że podwyżka VAT zaszkodzi gospodarce, bo odbije się na wzroście PKB poprzez ograniczenie konsumpcji prywatnej. Wiemy, że to nam zaszkodzi od strony sfery prywatnej, ale i tak to zrobimy, żeby nie spadło nam PKB na drugim froncie. Trudno jest powiedzieć, jaki będzie efekt netto. To jest symptomatyczne - robimy coś, co szkodzi, ale i tak to robimy, bo musimy.
Porównajmy, jak wygląda ta sytuacja w Rosji. Rosja dzięki wielkim dochodom z eksportu gazu spłaciła parę lat temu swoje zadłużenie zagraniczne w całości. De facto Rosja to jest Gazprom plus trochę małej produkcji na potrzeby ludności. Ponieważ Gazprom i inne spółki jest w rękach państwa, to może ono dowolnie zarządzać nadwyżką wypracowywaną w sektorze surowcowym. Co to powoduje?
Rosja od paru lat prowadzić politykę odtwarzania imperium. Gruzja, Ukraina, Nordstream, i tak dalej. To wszystko są projekty, na które trzeba wydać ogromne ilości pieniędzy. To nie jest tak, że Rosja pewnego dnia z niczego postanowiła zmienić swoje zachowanie na bardziej ekspansywne. Warunkiem koniecznym było wypracowanie dużej nadwyżki budżetowej. Najpierw potrzebne są pieniądze, a dopiero potem jest decyzja polityczna, na co je wydać. Gdyby nie ta nadwyżka, to polityki neoimperialnej by po prostu nie było.
A my tu sobie siedzimy w tej Polsce i biadolimy, że na nic nie mamy pieniędzy. Na nic nie starcza. Ani na zdrowie, ani na wojsko, ani na wały, ani na nic. Nie, pieniądze są, tylko są wydawane na jakiś bullshit.
Pierwszy bullshit, który bym zlikwidował, to zabawa w chowanego z talibami w Afganistanie, na którą co roku idzie kilkaset milionów złotych. To jeszcze nie są te potrzebne miliardy, ale niech ktoś mi powie, jaką realną korzyść z tego odnosimy? Czy mamy jakieś długofalowe interesy w Afganistanie? Może na Madagaskarze? Komorowski w czasie kampanii obiecał wycofanie z Afganistanu, więc to może dojść do skutku.
Po drugie, odwołałbym zabawę w kopanie szmacianki o dumnej nazwie Euro 2012. A niech sobie PZPN i kibice protestują. Żaden kraj w historii nie odniósł ekonomicznej korzyści z takiej imprezy, a jeden kraj nawet ostatnio przez taką imprezę (Grecja!) zbankrutował. To są imprezy prestiżowe, a nie dochodowe.
Po trzecie, przesunąłbym wiek emerytalny na 70 lat dla wszystkich bez wyjątku. Na socjal z budżetu idzie jakieś siedemdziesiąt miliardów z 300 miliardów. To jest największa kategoria kosztów w budżecie.
Jakbym wykonał te wszystkie ruchy, to następnego dnia dziki tłum fanów piłki nożnej i emerytów by mnie wywiózł na taczkach z Kancelarii Premiera i powiesił na najbliższej latarnii w Alejach Ujazdowskich. Tak więc sam sobie udowodniłem, że sprawne rządzenie nie jest możliwe w demokracji, a jedynie w dyktaturze albo monarchii Korwina-Mikke.
I tyle mam do powiedzenia na temat przyszłości reform ustrojowych w Polsce...


Komentarze
Pokaż komentarze (15)