4 obserwujących
9 notek
13k odsłon
  84   0

Historia prawdziwa (3) (Nie)święty Dziadek Od Nawrócenia

Jacek był lekko podchmielony. Minęła północ, a on wracał od kumpla, którego nie widział pewnie ze dwa lata. Zawsze do niego wpadał, gdy odwiedzał rodzinne miasto. Ulica wydawała się pusta, tonąca w mroku, skąpo rozświetlanym przez uliczne latarnie; wyglądała jak studnia wiodąca ku tajemniczemu przeznaczeniu. Vangelis na słuchawkach odbijał się echem samotności, niczym skrząca się lodem "Antarctica", zawieszona gdzieś pomiędzy ziemią, a niebem; asfaltem, chodnikiem i żywopłotem - a latarniami. I wtedy właśnie pojawił się On. Dziadek. Pchał wiekowy rower, przez którego ramę przewieszony był potężny wór.

Jacka coś tknęło. -Przepraszam pana – powiedział. -Wiem, że to niewiele, ale może pan potrzebuje tych paru złotych – Jacek sięgnął do porfela.

-A za co to? - zdziwił się Dziadek. -Przecież ja nic nie zrobiłem?! Dwie ręce mam, dwie nogi mam, siedemdziesiąt sześć lat na karku mam, potrafię o siebe zadbać! A pan nie Jehowy czasem?

Jacek zdębiał. Zrobiło mu się głupio, zaczął się tłumaczyć, zapewniać, że jest chrześcijaninem, katolikiem, choć grzesznikiem też na pewno. I tak absurdalna sytuacja potoczyła się w kierunku rozmowy o wierze.

-Ja jestem wierzący, ale do kościoła nie chodzę – powiedział Dziadek.

-Ja też kiedyś nie chodziłem. I nawet był czas, że tak z osiem lat nie byłem u spowiedzi. A teraz chodzę – odparł Jacek.

-Nie byłem u spowiedzi od ośmiu lat – jak echo odparł Dziadek. -A z czego ja mam się spowiadać? Ani nie ukradłem, ani nikogo nie zabiłem... - wyliczał.

Jacek zaczął oponować, tłumaczyć, że przecież w ten sposób nie uczestniczy w sakramentach świętych, ustanowionych przez Chrystusa, który mówił "to czyńcie na moją pamiątkę" - i cała ta rozmowa trwała jeszcze przez dłuższą chwilę. W końcu Jacek wpadł na pomysł: -To wie pan co, to niech pan chociaż pójdzie do spowiedzi wyspowiadać się z tego, że od ośmiu lat nie był pan u spowiedzi... Albo zrobimy tak: ja już od dłuższego czasu nie spowiadałem się i ciężko mi się zawsze na to zdobyć, więc jak tylko wrócę do domu, pójdę do konfesjonału z tą intencją, żeby i pan poszedł, dobrze?

Tydzień później Jacek, chcąc dotrzymać słowa, poszedł do spowiedzi, którą by pewnie jeszcze długo odwlekał. Nie wie, czy "Dziadek" też. Przede wszystkim jednak nie jest pewien, kogo tak naprawdę spotkał. I kto kogo tak naprawdę "nawrócił" na właściwą drogę. Jacek po prostu wpadł we własne sidła. Bóg, z iskierki odruchu dobroci rozniecił płomień. Albowiem On potrafi pisać prosto nawet na krzywych liniach...

Mirosław Poświatowski

P.S. Niniejsza historia została spisana przeze mnie chyba rok temu. Miałem ją zamiar, razem z innymi powstałymi w pewien weekend przeczytać i przyodziać we własną muzykę. Zabrakło czasu, więc zostawiam ją w formie pisanej. A Wy, jakie macie opowieści?

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura