Fronton bazyliki San Petronio w Bolonii. Wewnątrz bazyliki znajduje się fresk pokazujący Mahometa w piekle...
Fronton bazyliki San Petronio w Bolonii. Wewnątrz bazyliki znajduje się fresk pokazujący Mahometa w piekle...
Mitrandir Mitrandir
409
BLOG

CHRZEŚCIJAŃSKI FUNDAMENTALIZM RELIGIJNY? TEMAT TABU?

Mitrandir Mitrandir Polityka Obserwuj notkę 4

Chrześcijaństwo nie od dziś jest podzielone i szalenie rozwarstwione. Fragmentacja poszczególnych odłamów przekracza niekiedy pojmowanie, ponieważ do końca nie wiadomo kto, kiedy, dlaczego i od kogo się odłączył. Każde większe pęknięcie na spójnym niegdyś, świętym, powszechnym i apostolskim Kościele założonym przez Jezusa z Nazaretu, powstało jednak w bardzo konkretnych okolicznościach społeczno-politycznych.  Skutki też są bardzo konkretne… o czym Norwedzy przekonali się niedawno.
Ludzie tacy jak Anders Breivik nie biorą się znikąd. Badanie psychiatryczne delikwenta prawdopodobnie wykaże, że był w pełni poczytalny w chwili popełnienia czynu. Był też najprawdopodobniej w 100% przekonany o słuszności swoich działań. Można oczwiście doszukiwać się w jego życiorysie poszczególnych śladów rodzącego się spaczenia, ale nie można zapomnieć, że jego początek tkwi gdzieś bardzo głęboko w kulturze i tradycji religijnej skandynawii, a także w pielęgnowanych przez stulecia, różnego radzaju, mniejszych czy większych ksenofobiach. Te z kolei, utajone pod zasłoną otwartości, narastają sobie powoli, zupełnie przez nikogo niezauważone.

Brejvik twierdzi, że jest chrześcijańskim fundamentalistą. Oczywiście łatwo jest wykazać, iż w tym wypadku są to słowa szaleńca, który do końca nie rozumie tego co mówi. Nie ulega jednak wątpliwości, że taki problem istnieje, choć niesie ze sobą dwa, zupełnie przeciwstawne bieguny.  Te dzieli ogromna przepaść.

Pierwszy z nich dotyczy fundamentalnego - podstawowego i w wielu wypadkach bezkompromisowego, ale pozytywnego sposobu wyznawania wiary chrześcijańskiej. Przywódcy poszczególnych kościołów, takich fundamentalistów chcieli by mieć w swoich szeregach jak najwięcej.  Takich ludzi cechuje heroiczna wiara, życie w cnotach i zapał misyjny. Po drugiej stronie barykady są jednak także i ci, którzy życie w cnotach, a zwłaszcza zapał misyjny, postrzegany wyłącznie jako chęć nawracania grzeszników, rozumieją troszkę inaczej.  Dla nich liczy sie cel, a nie środki. Skoro zaś cel jest święty, to i środki winny takie być. Niccolo Machiavelli miał rację, że pragmatyka celu zawsze wygra z moralnością bo i ją można zrelatywizować i potraktować jako środek do realizacji celu. Skutkiem jest sakralizacja przemocy, usankcjonowanie jej stosowania z uwagi na cel jaki nam przyświeca. Nie ma tu znaczenia, kto to robi i dlaczego. Krótko mówiąc wolno zabijać, a niekiedy nawet wypada.

Historia Europy to w dużej mierze historia konfliktów religijnych. Kolejne schizmy i podziały nie mogły odbyć się bez rozlewu krwi. Przez stulecia uważano bowiem, że właśnie wojna i przemoc jest jedynym sposobem utrzymania jedności i czystości wiary.  Wyprawy krzyżowe, stosy, inkwizycja, reformacja i kontrreformacja, rzeź katarów, hugenotów, czy mieszkańców Magdeburga to tylko kilka przejawów „świętej przemocy”, chroniącej „miłujące pokój chrześcijaństwo”. Tymczasem w istocie część ówczesnych przywódców, stworzyła własną wersję dżihadu.  Motywy były różne… sztandar zawsze ten sam: znak Jezusa Chrystusa. Jako Polacy sami, o mało co, nie padliśmy ofiarą „świętej przemocy”, kiedy na soborze w Konstancji, Zakon NMP Domu Niemieckiego wyciągnął przeciw królowi polskiemu najcięższe działa, oskarżając nas o przeciwdziałanie przymusowemu nawracaniu pogan, bo być może sami niemi jesteśmy. Uratowały nas talenty dyplomatyczne Pała Włodkowica, ale mało brakowało aby Polska została legalnie potraktowana przez „czarnobiałego” sąsiada ogniem i mieczem.

Nie może więc dziwić, że czołowi XVII-wieczni filozofowie polityki: Locke i Hobbes, u schyłku epoki wojen religijnych, postulowali wprowadzenie separacji państwa i kościoła na zasadach tolerancji. Państwo jednowyznaniowe, w ich przekonaniu, nie miało szans powodzenia.  Zdaniem Locke’a, zadaniem państwa jest kontrola ruchów religijnych, jedynie po to, aby wyeliminować zagrożenia bezpieczeństwa. Doskonale rozumieli to twórcy konstytucji amerykańskiej, a zwłaszcza Aleksander Hamilton. W tym dokumencie zapisano bowiem, że państwo gwarantuje wolność przekonań i państwu nie wolno narzucić nikomu konieczności wyznawania jakiejś konkretnej religii. To by się bowiem nikomu w konsekwencji nie opłacało. Każdy może głosić sobie co chce, ale nie może tego siłą narzucić nikomu.

NIe do końca podobało się to jednak niektórym przywódcom religijnym, zwłaszcza Rzymowi, który nie akceptował tego, że nie ma innego wyjścia i dalej, za pośrednictwem katolickich monarchów prowadził politykę przymusowego nawracania. Prym wiedli Austriacy, którzy siłą narzucili katolicyzm np. Czechom, czego ci ostatni nie mogą im wybaczyć do dzisiaj.

Oczywiście doktryna przymusowego nawracania w teologii katolickiej oficjalnie nie fukcjonowała nigdy, choć Kościół chętnie widział państwa wyznaniowe. Na przełomie XIX i XX wieku poglądy te stały się jednak kompletnie bezcelowe, a na ich miejscu pojawił się ruch ekumeniczny. Nie zmieniło to jednak faktu, że w łonie katolicyzmu a zwłaszcza kościołów protestanckich zawsze funkcjonowały grupy, postulujące powrót do „dawnych metod”. Bynajmniej nie chodziło tu o przywrócenie inkwizycji i palenia na stosie za wyznawanie ewolucjonizmu, ale dążenie do ponownego sojuszu tronu i ołtarza, jak ma to miejsce w prawosławiu. Małe sekty, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, szły nawet dalej w swoich przekonaniach. Zamiast krzyża wolały karabin.  Podobnie funkcjonowały niektóre grupy w ramach katolicyzmu w Ameryce ŁĄcińskiej. Z  religią można też powiązać  sławną IRA, choć ona stawiała sobie raczej cele polityczne niż religijne.

Problem jednak polega na tym, że wpływowi przywódce różnych Kościołów albo nie chcą dostrzec tej sytuacji jako poważnego zagrożenia, albo jest to im na rękę. Może się bowiem zdarzyć - zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych - że jeden z wyznawców może stać się nagle ważnym politykiem. Dzięki temu będzie mógł przekuć w czyn idee, jakie uznał za swoje, w momencie przystąpienia do zboru.

Pojawia się tu jednak pewien ciekawy paradoks. Jak pokazują badania przeprowadzone na Georgetown University, radykałowie religijni w Stanach Zjednoczonych, nie mają zbyt wielkich szans na duże poparcie i  jakąś wielką wygraną. Zwyczajnie ich poglądy są zbyt wąskie i sztywne (zwłaszcza w wypadku katolików) aby przekonać wielokulturowe rzesze wyborców. Rodzą się jednak zupełnie nowe charyzmaty, które z niektórych postulatów religijnych czynią postulaty polityczne i dzięki temu zyskują popularność. George W. Bush jako polityk był kimś właśnie takim. Udało mu się wytworzyć przekonanie, że „amerykańskość” jest czymś niemal mesjańskim. Trzeba ją chronić za wszelką cenę, nawet używając przemocy. Czym zaś jest owa „amerykańskość” w wydaniu Mr. Busha? Kompleksem wartości na podbudowie amerykańskiego protestantyzmu. Amerykańskość to w jakimś sensie chrześcijańskość, dlatego muzułmanie z Iraku Busha tak nie lubią. Przekonywał ich, że jest im źle, bo żyją z dyktatorem a powinni wywiesić gwiaździsty sztandar, iść do McDonalda i już będzie im dobrze.  Nie było.

Jak się to ma jednak  do zbrodniarza Breivika? Ano ma się tak, że ten człowiek, jak każdy fanatyk, uważa, że jego przekonania są lepsze niż innych. Zdecydowanie lepsze, a skoro są lepsze to i słuszne. W pełni usprawiedliwiają czyny i działania jakie podjął.  Być może znalazł zwolenników, albo sam stał się zwolennikiem jakiejś neonazistowskiej grupy, która wykorzystuje religię w sposób zręczny i sprytny, manipulując swoimi wielbicielami. Ich działalność jest straszna, ale raczej nie znajdzie szerszego poparcia, bo nie ma zaplecza u liczących się autorytetów i przywódców. Generalnie chrześcijaństwo ma to do siebie, że uśrednia fanatyzmy. Czasami jednak przegapia momenty, kiedy się one rodzą, wówczas są one już poza kontrolą władz duchownych (niezależnie od wyznania). W Polsce mamy aktualnie dwa obozy. Jakie? Każdy chyba zna odpowiedź.

Mitrandir
O mnie Mitrandir

Trudno pisać o sobie, szukając sensu, bo wszelkie kwalifikacje ideologiczne czy religijne a także zainteresowania naukowe stają się względne i jakoś "równouprawnione".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka