Do niniejszej enuncjacji skłonił mnie artykuł FYM-a "O ateizmie", a ponieważ trudno mi zgodzić się z wieloma tezami tam zawartymi, a szczególnie z koncepcją o satanistycznych konotacjach ateistów, postaram się sprawy nieco uporządkować, mając nadzieję, że uczynię to rzetelnie i uczciwie.
FYM powiada, że ateiści są nieuczciwi z gruntu, gdyż nieuwzględniają religijnych czy tez duchowych potrzeb gatunku ludzkiego. Moim zdaniem taka generalna ocena jest raczej nieuprawniona. Trudno postawić ten zarzut Tadeuszowi Kotarbińskiemu, Janowi Józefowi Lipskiemu czy Ryszardowi Bugajowi, chociaż oni raczej zaliczają się do agnostyków. Vanini, który jest uważany za protoplastę nowozytnego ateizmu był zdecydowanie człowiekiem o szerokich horyzontach i wielkich potrzebach poznawczych.
Jeśli chodzi o zakres pojecia nauka jest on tak obecnie nieścisły, że nie ważę się na szerszą debatę w tym miejscu, lecz pewnie warto o tym kiedyś porozmawiać szerzej. Natomiast jestem ciekaw co miał FYM na mysli powiadając o "próbach rekonstrukcji tego co nadprzyrodzone"? Głęboko zaintrygował mnie ten termin.
Ateizm sowieckiego typu, który jest leit motivem opisu FYM-a, niekoniecznie jest charakterystyczny dla klasycznego ateizmu, choć nie da się ukryć, że zaczyna przebijać się zza grobu do tzw. postepowej Europy.
Drogi FYM-ie. Jeśli ateiści odrzucają racjonalność dochodzenia do Boga, to Chrześcijaństwo idzie im w sukurs. Wiara przecież jest Darem. Paweł z Tarsu nie dochodził do wiary ewolucyjnie, lecz doznał objawienia na drodze do Damaszku.
A tak w ogóle, to kto wymyslił, że wiara musi być racjonalna? Czy cud jest racjonalny? Ktos oszalał.
Jeśli chodzi o poruszony wątek dotyczący satanistycznych koneksji ateizmu, to to jest zwyczajnie absurd. Materializm wyklucza jakiekolwiek działania nadprzyrodzone. Empiryzm do sześcianu, Koniec kropka.
Dochodzimy jednak do rzeczy fundamentalnej. Do świata etyki i moralności. Żadna idea nie ma monopolu na to by wyznawali ją ludzie etyczni i szlachetni. Ateista nie musi być do cna przeżartym hedonistą, a Chrześcijanin uosobieniem cnót wszelakich. I Dekalog nie ma tu nic do rzeczy.
Powiadam, ateizm na modłę sowiecką jest skrajnym wynaturzeniem osoby ludzkiej, to że nadal ma swoich apologetów winno u każdego człowieka wzbudzać trwogę.
ETPC albo nie rozumie pojęcia ateizm, albo oszalał. Ateiście nie może przeszkadzać Krzyż czy jakikolwiek symbol religijny gdyż jest dla niego obojętny. To trzeba okreslić jasno.
Joanna Synyszyn cynicznie wskrzesza upiory ponurej przeszłości (w istocie nawiązując do tradycji sowieckich bezbozników) licząc na krótką pamięć ludzką i przekłamując pojęcie neutralności światopogladowej państwa.
Państwo jest neutralne. Nie jest stroną. Stoi na straży wolności obywateli. Nie walczy z nimi. Z ich wiarą ideami, światopoglądem.
Krzyż w polskiej szkole, czy w urzędzie, czy w herbie miast, czy na drodze gminnej wynika z potrzeby ludzi, potrzeby obywateli. Jest również konsekwencją historii Polski. Faktu, że Mieszko I uznał za fundament zjednoczenia swojego państwa Chrześcijaństwo. Dlatego Krzyż jest w niemniejszym stopniu symbolem polskiej tozsamosci narodowej co Orzeł Biały. Może źle, że nie jest to zapisane w Konstytucji, czy ustawie o symbolach narodowych, lecz wydawałoby się, że jest to tak oczywiste, tak zrozumiałe samo przez się...
Widać we współczesnej Europie tak nie można. Wszystko trzeba zapisać czarno na białym, bo eurourzędnik, eurosędzia nie zrozumie, nie pojmie, nie domyśli się. Co za czasy...



Komentarze
Pokaż komentarze (45)