Tzw. tradycyjne media zniżkują w coraz ostrzejszym tempie, czego żałosną oznaką jest też afera ze szwedzkim Aftonbladet. Tym razem chodzi nie tylko o tabloizację, lecz także chamską polityzację. Każde z tych schorzeń z osobna jest niezłym sposobem na samozniszczenie, zaś razem dają gwarancję, że profesja dziennikarska nie wykituje w pojedynkę.
Aftonbladet zbłaźnił się totalnie i zapewne będzie musiał wybulić ponad 7 mln dolców (izraelski prawnik zaskarżył go przed sądem w NYC, żeby było śmieszniej...). Przypuszczalnie szwedzki szmatlawiec do foty z zabitym i pozszywanym Palestyńczykiem - dorobił bełkot o wycinaniu organów. Taka odwrócona kolejność to oczywisty gwałt na organiźmie medialnym.
Wg mnie oskarżenia te dużo mniej szkodzą Izraelowi, a dużo bardziej szeroko rozumianemu lewactwu - ukazując jego bezgraniczną głupotę, nienawistne zakłamanie, antysemityzm, brak zahamowań i wiarygodności. Nie zdziwiłem się zatem, gdy do sporu wtrącili się - Reporterzy bez Granic - organizacja „pozarządowa”, czyli apolityczna - znani fani Syjonu.
Za apolityczną fasadą kryją się, rzecz jasna, upodobania skrajnie lewackie. Reporterzy „poparli Szwecję w sporze z z Izraelem”, ignorując kompletnie etyczną stronę afery z Aftonbladet. Moim zdaniem, działalność Reporterów bez Granic jest jednym z symtomów upadku dziennikarstwa, które na szczeście jednak - chwała Allahowi! - zdycha w towarzystwie lewaków.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)