W post-metafizycznych czasach pewnym urozmaiceniem jest nawet Berlusconi, którego kariera polityczna zdaje się niestety dobiegać końca. Włosi tak dalece mają go dość, że mogą wybrać zamiast niego lewaka preferującego męskie towarzystwo - Nichio Wendoli.
Ognisty Berlusconi nie zamierza bez walki opuszczać zabytkowej siedziby premiera - Palazzo Chigi - do której żywi nieposkromiony sentyment. La Republica pisze, że kazał np. uzupełnić rażące braki w 2-metrowych posągach Marsa i Wenus z II wieku naszej ery.
Chodzi o przedramię bogini i fallusa jej starorzymskiego partnera. Włoscy historycy sztuki szaleją, choć na oko posągi wyglądają lepiej niż przedtem z utrąconymi atrybutami. Przy okazji przypomniano, że Berlusconi sam siebie też wielokrotnie ulepszał plastycznie.
Renowacja posągów kosztowała podatnika w Italii 60 tys. euro. Oburzenie jest tym większe, że Berlusconiemu do głowy nawet nie przyszło sypnąć kasy na odbudowę Domu Gladiatorów, który zawalił się na początku bm. w Pompei. Ale on chyba nie lubi Wezuwiusza.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)